Rzecz o szalikowcach
Artykuł był czytany 8286 razyNie będzie tu ani słowa o historii, ani słowa o Anglii, Hiszpanii, czy Francji. Istotne jest "tu i teraz", czyli współczesna Polska i podejście naszych rodaków do świata kibicowskiego.
Zwyczajni ludzie - zapracowani, szybkim krokiem przemierzający ulicę - na dźwięk słowa "szalikowiec" zaczynają się trząść i niepewnie rozglądać, czy takowy nie kręci się w pobliżu. Nerwowym szeptem mówią tylko "bandyci, bydło" i oddalają się w swoim kierunku. Ryzykiem jest zapytać staruszkę, co sądzi o szalikowcach, bo może się to dla którejś ze stron bardzo źle skończyć.
Warto się więc zastanowić, dlaczego tak jest? Dlaczego ludzie, którzy nigdy nie mieli bezpośredniej styczności z piłkarskimi kibicami mają o nich tak negatywną (a nawet i gorzej niż negatywną) opinię? Dlaczego nie chcą oni dać szansy tym młodym ludziom? Czy dojdzie do tego, że wyposażą swoje dzieci w gazy łzawiące, aby - profilaktycznie - używały ich, gdy "bandyta w szaliku" zbliży się do nich na odległość dwóch metrów? Odpowiedź jest prosta - wszystko jest winą mediów, które karmią nas niestworzonymi historiami o młodocianych mordercach, odzianych w barwy klubowe.
Jak wygląda piłkarski kibic w oczach zwyczajnego, szarego człowieka? Potężny, spędzający każdą wolną chwilę na siłowni. Włosy wygolone na "zero", na karku szal, w rękawie kij bejsbolowy, za skarpetką nóż, w kieszeni kastet... Skąd to wszystko? Z gazet i telewizji oczywiście...
Nie wolno zarzucić mediom, iż racji nie mają. Pretensje me dotyczą jedynie tego, iż prezentują nam tylko tę negatywną stronę świata szalikowców. Rozgraniczyć należy faktyczne "bydło" od normalnych kibiców. Krzywdą jest przecież wkładanie wszystkich do jednego wora. Istnieje przecież potężna grupa bandytów, którzy demolują stadiony czy uczestniczą w bójkach, uważając się za rycerzy, przelewających krew za swój klub. Oni zawsze byli, są i będą, i nie zanosi się na to, aby ktokolwiek mógł coś z tym zrobić...
Druga grupa to ci normalni. Bezgranicznie oddani swej drużynie. Regularnie bywający na meczach, organizujący oprawę, całym sercem dopingujący i wspierający swych piłkarzy. Walka za drużynę nie jest dla nich priorytetem, a niejako ostatecznością... To oni są wizytówkami swych klubów! To ich jest więcej, a mimo to w świecie mediów jakoś giną, są niezauważalni, przemilczani... Jest to wyraźny i niepodważalny dowód na to, iż większość dziennikarzy poszukuje taniej sensacji. Prześcigają się w brutalnych nowościach z tego "brudnego i zabójczego światka piłkarskiego". Z żalem (czyżby?) opisują bójki i wybryki tych "małoletnich przestępców z marginesu". Krzyczą wręcz, by Polacy nie jeździli pociągami (pociągami-widmo), którymi poruszają się kibice. Błagają, by nie zbliżali się do stadionów. Ostrzegają przed wychodzeniem z domów... Jednym słowem - istna paranoja.
Czy normalny kibic, który całkowicie oddaje się drużynie, robi co może dla swego klubu, nie czuje się pokrzywdzony, słysząc same negatywne opinie na swój temat? Nie jest mu nieswojo gdy sąsiadki go bacznie obserwują, a małe dzieci boją się nawet na niego spojrzeć, bo "mamusia ostrzegała, bo w gazecie przeczytała..."? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. W skórze takiego szalikowca nie jestem, więc ręczyć nie mogę. W domysłach moich odpowiedź już mam...
Kończąc wywód ten chcę podkreślić jedynie, iż jest to mój osobisty apel do wszystkich przedstawicieli mediów, aby wykazali się choć odrobiną obiektywizmu w opisywaniu szalikowców. Zapraszam na mecze, zachęcam do rozmowy z - wbrew pozorom - inteligentnymi i wykształconymi przedstawicielami grup kibiców. Wtedy dopiero proszę o zabieranie głosu...
PS. Dodać od siebie pragnę, iż za speca w tej dziedzinie się nie uważam i tylko swą subiektywną opinię przedstawiam. Niech każdy interpretuje to jak chce i ewentualnie doda coś od siebie :)
PS2. Na zdjęciu autorka we własnej osobie (szalikowiec ze mnie żaden, po prostu kocham swój Raków, co czasem pokazać pragnę).
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 7
No w sumie coś w tym jest...
Tak się składa, że mieszkam 10 metrów od częstochowskeigo stadionu Włókniarza i jeśli chodzi o szalikowców (których mylisz z kibicami, bo przecież nie każdy kto ten szalik ma musi nim być- nie jest to typowym znakiem!) nie ma opcji żeby nie rozbijali wszystkiego po drodze, nie krzyczeli zakłócając spokój innych i.. nie byli pod wpływem alkoholu. Tyle mam na ten temat do powiedzenia. A kibicem jestem sama, noszę dumnie szlik mojej ukochanej druzyny, co nie robi ze mnie szalikowca.Pozdrawiam
Ja nie uważam, że każdy, kto nosi szalik jest szalikowcem [co zresztą jest tu zawarte]. Chciałam właśnie zwrócić uwagę na to, że ludzie błędnie wkładają wszystkich do jednego wora.
I... Chyba jesteśmy niemalże sąsiadkami, bo też zaraz obok stadionu Włókniarza mieszkam ;)
NO wydaje mi się, że ana pierwszy rzut oka mozna rozroznic szalikowca od kibica ;]
Ja mieszkam w jednym z bloków na osiedlu na ruckemanna. ty chyba w drugą stronę skoro napisałaś, żę jesteś kibicem rakowa.
A co do artykułu to myślę, że zarówno Ty w swoim, jak ja w moim artykule powinnyśmy jaśniej uwzględnić co znaczy 'szalikowiec'.
Pozdrawiam sąsiadkę ;]
Ja także mieszkam w blokach i wyżej cenię sobie Włókniarz, niż Raków ;)
Ja kibica od szalikowca rozróżniam, Ty odróżniasz, ale ludzie przez to, co widzą w mediach, histeryzują, że 'ten koleś w szaliku' to morderca i chuligan...
dziewczyny, ja was teraz ukumacę. Nie ma już szalikowców tylkosą hools, ultras i picnics :-]] A działa to tak, że ultrasi są kasowani przez hools wroga, dyszą żądzą odzyskania szalika i zemsty za guza lub nóż w brzuchu, a więc zasilają grono hools. Jest rynek to i trzeba dobrych chłopaków na mieście... Jak to wszystko wytrzymają i nie wymiękną, nie umrą lub więzienie nie da im nowej tożsamości kochających inaczej, to na emeryturze po 30-tce zasilają grono pikników
![Kliknij by powiększyć Źródło: własne [fotografia przedstawia moją skromną osobę ;)]](http://files.ithink.pl/Image/5f4b01f61_small_gallery.jpg)













