iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 1

Są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło...

06 05 2010 Michał Kalinowski Artykuł był czytany 1495 razy
Źródło: zd.jpg
Źródło: zd.jpg

Od zarania dziejów każdego z nas pociąga to, co nadprzyrodzone, niesamowite, niewyjaśnione. Podejrzana chmurka? Ani chybi UFO! Ogień zaprószony przez podpitego wuja Zdzicha, który zasnął z papierosem? Samozapłon!

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Poltergeisty, istoty pozaziemskie, tajemnicze kręgi w zbożu, chupacabras, szklane kule, mocarne żyły wodne, poruszające różdżkami... Zjawiska niewyjaśnione spod znaku Roswell seansów spirytystycznych to coś, co każdego z nas przyprawia o lekki dreszczyk emocji. Nigdy nie wiadomo, czy owo sążniste trzaśnięcie drzwiami to przeciąg. W końcu w każdym szanującym się horrorze byłoby to wraże działanie ducha!

Aczkolwiek fascynacja światem duchów, UFO i zdarzeń paranormalnych kojarzy się być może z nawiedzonymi gośćmi Strefy 11, to jednak wielu ludzi – i nie mówimy tu o Polskim Towarzystwie Psychotronicznym – zajmuje się tym tematem na poważnie. Nie jest tajemnicą, że policje wielu krajów współpracują z jasnowidzami przy poszukiwaniach zaginionych delikwentów. Armia USA już od lat ’70-tych bada zjawiska nadprzyrodzone, by dostosować nowe możliwości do swoich potrzeb. Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych zamierzała wykorzystywać telepatię do przekazywania tajnych rozkazów w sposób uniemożliwiający ich wyszpiegowanie – co już wydaje się zgoła egzotyczne. Amerykański generał major Stubblebine wierzył zaś, że nadejdzie wiekopomna chwila, w której to żołnierze – oczywiście amerykańscy – będą przechodzić swobodnie przez ściany, co już pachnie niezłym świrem.

Takie fascynacje i obsesje (jak tu nie mówić o obsesji, skoro w USA do 1995 roku szkolono agentów, którzy mieli wykorzystywać rozmaite nadnaturalne zdolności?) aż się proszą o pochylenie się nad nimi. Stubblebine prowadzący parapsychiczną wojnę z dyktatorem Nikaragui, Eric Olson stymulujący żołnierzy przy niewinnej pomocy LSD zostali dokładnie opisanie w książce amerykańskiego reportera Jona Ronsona. Zatytułowanej „Człowiek, który gapił się na kozy”. Opatrzonej filmową adaptacją (siódmego maja premiera) o takim samym tytule, z Jeffem Brigdesem, Kevinem Spacey, Georgem Clooney’em – słowem, plejadą gwiazd. Kiedy przeczytamy lub obejrzymy opowieść o ludziach wierzących w możliwość zabijania wzrokiem (i testujących te właściwości na Bogu ducha winnych kozach) – zastanawiamy się, co brał autor czy scenarzysta, żeby wymyślić takie rewelacje? Drugi szok przychodzi wówczas, kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że wydarzenia te są tak zakorzenione w rzeczywistości, że – pomijając absurdalny humor w stylu braci Cohen – w zasadzie tworzą dokumentalny zapis zbiorowego szaleństwa, które nie dość, że dotknęło wysoko postawionych wojskowych wielkiego mocarstwo, to jeszcze było finansowane przez państwo.

A propos - różne punkty Warszawy opanowały, jak widać – kozy, najprawdopodobniej zbiegłe z tajnych laboratoriów amerykańskich wojskowych. Pozostaje mieć nadzieję, że polskie służby pozostaną przy współpracy z jasnowidzami. Nie wiadomo, czy nasz budżet wytrzymałby przechodzenie przez ściany.




+ - 1

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0