iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

Slooow...

06 03 2007 monika zalewska-biełło Artykuł był czytany 1013 razy

Bez dyskusji - w życiu trzeba zwolnić, przystopować, wysiąść z tej wariackiej karuzeli. Trzeba rozpłynąć się w zachodzie słońca, rozkochać w śpiewie ptaków, postawić na być, a o mieć- zapomnieć.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Nawet nie przypuszczałam, że jestem taka trendy. Zawsze wydawało mi się, że lekko odstaję od czasów, w jakich przyszło mi żyć. Pogodziłam się jednak z tym, że nie jestem w stanie otrząsnąć się z idealizmu, że za wąskie mam plecy, za słabe łokcie, że za cicho mówię, że za mało chcę. Mało jestem przebojowa i że agresor ze mnie żaden. Że moje oczekiwania w stosunku do siebie i innych są nieco z innej bajki. Że z nieco innej bajki jestem i ja sama. Dorosłam jednak na tyle, że nie wstydzę się już tych myśli. Patrząc prosto w oczy, bez żenady przyznam się, że nade wszystko kocham spokojne życie. I nie krępuje mnie już moja staroświecka postawa. Prawda jest taka- gdyby nie fakt, że uwielbiam odgłosy dużych miast, od jutra mogłabym zamieszkać w leśnej głuszy.

Idę sobie wolno przez życie, pogodnie rozglądam się na boki. Nie uczestniczę w wyścigach szczurów, poświęcenie zawodowe czy nastawienie konsumpcyjne są mi niebywale obce. Żaden ze mnie przedstawiciel modnej generacji. I nie wynika to z braku możliwości, bo spróbowałam i jakoś mnie nie wzięło I nie jest to ze szczególną starannością wypracowana postawa. Ja po prostu taka jestem i w zgodzie ze sobą żyję.

Rzadko włączam telewizor- tak mam. To na moment zmieniło się, kiedy to pozbawiona łączności ze światem wirtualnym, zakończywszy wszelkie możliwe literackie szlaki, przebywając w gościnie u krewnych, oddałam się, z braku laku, błogiemu telemaniactwu. Leżałam beztrosko na kanapie. Jedną swą rękę mianowałam operatorem pilota, druga dłoń była wsparciem konsumpcji czekolady.

Patrzyłam sobie to tu, to tam, na kanał taki i siaki, aż natknęłam się na dwie atrakcyjne panie w białych szlafroczkach, odpoczywające nad basenem w SPA. Zazdrościłam i z uwagą słuchałam rozmowy o powstałym na Zachodzie trendzie slow, polegającym na powolnym smakowaniu życia.

Były nim zachwycone, absolutnie o słuszności przekonane. Bez dyskusji- w życiu trzeba zwolnić, przystopować, jednym słowem wysiąść z tej wariackiej karuzeli. Trzeba rozpłynąć się w zachodzie słońca, rozkochać w śpiewie ptaków, postawić na być, o mieć zapomnieć. Wyjedź, spędź więcej czasu z rodziną, skup się na drobiazgach. Żałosna jest bowiem pogoń za pieniądzem i zorientowanie na materialne dobra. Nadszedł czas na kontemplowanie życia. Przez duże ka i duże żet. I tak deliberowały, prześcigały w konkursie argumentów, przekonywały się wzajemnie, o nas też nie zapominając. Było to dla mnie niezwykle fascynujące przeżycie, że się tak zadeklaruję z przekąsem.

W pewnym momencie jedną z nich oświeciło. Przez kilka dobrych minut rozpływała się w zachwytach, by nagle się ostudzić. Bo wszystko ładnie jest i pięknie, niemniej trend życia w trybie slow, został zrodzony na cokolwiek innym niż nasz ojczysty, gruncie. Siłą rzeczy od naszej rzeczywistości lekko odstaje. Nie ma zastosowania w skali makro z jednej prostej przyczyny- dotyczy on bowiem ludzi o mocno ugruntowanej pozycji zawodowej i materialnej. Tylko ten, kto już ma, może sobie pozwolić na koncentrację w być. Smutna to prawda- realia nas nie rozpieszczają, żyjemy w trudnej rzeczywistości. Żyjemy w kraju paradoksów, gdzie ogrom rodaków to ludzie na dorobku, prawdopodobnie zresztą dożywotnim.  

Żyjemy w kraju, gdzie średnia krajowa tak naprawdę jest dla większości z nas nieosiągalna. Przeciętny Polak, jeśli ma szczęście mieszkać w ojczyźnie i mieć tu pracę, co miesiąc na swoim koncie w banku gromadzi złotówkową równowartość trzech par dobrych butów. Mieszkanie spłaca do emerytury, samochód to jego trzyletnia pensja, a żeby kupić książkę, musi pracować na nią pół etatowego dnia. Jak taki Polak ma zwolnić, wyluzować, jak ma wyjść z pracy o rozsądnej porze? Jak ma się skupić na okolicznościach przyrody, skoro nie dość, że walczy o przeżycie, to z drugiej strony zmaga się ze społecznym naciskiem na sukces. A i pokus wokół bez liku. Zaganianemu, zorientowanemu na przyzwoity poziom życia człowiekowi trudno jest się przewartościować. Ma po prostu co innego w głowie niż śpiew ptaków.

            I tak to okazało się, że czasem warto jest włączyć telewizor. I że co dzień można się czegoś nowego o sobie dowiedzieć. Ja na przykład już wiem, że wcale nie jestem taka wyalienowana z rzeczywistości i że absolutnie nie mogę już uchodzić za jednostkę śmieszną. Ja po prostu postawą wyprzedziłam swoje czasy. A tak serio, to super jest sobie poteoretyzować, posnuć wizje jak być powinno, prawić kazania, krytykować. Niemniej, mędrkując nie zapominajmy, że punkt widzenia mocno zależy od punktu siedzenia.





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0