iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 4

Stłumiona kobiecość

12 03 2008 Emilia Be. Artykuł był czytany 1559 razy

Bardzo często w dyskusjach o wkładzie kobiet i mężczyzn w rozwój kultury i cywilizacji pojawia się argument, jakoby mężczyźni zdecydowanie hojniej zostali obdarzeni przez naturę wieloma talentami...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

...oraz bardziej chłonnym i kreatywnym umysłem, na potwierdzenie czego przywołuje się przykłady wielu męskich pisarzy, malarzy, naukowców, noblistów, mężów stanu etc. co, na dodatek, zawsze kończy się pytaniem retorycznym : a jaki wkład miały kobiety?
Obiektywnie patrząc i mocno generalizując - niewielki. Prawie wszyscy wielcy tego świata byli mężczyznami. Ale czy to oznacza, że my, kobiety jesteśmy po prostu głupsze? Czy faktycznie mamy inaczej (czyt. gorzej) funkcjonujące mózgi, słabsze predyspozycje, mniejsze talenty? A może chodzi tylko o równe szanse, a właściwie ich brak?
   Kobiety od zarania dziejów spychane były do, tylko i wyłącznie, kilku ról : matki, żony i gospodyni. Zapytać można: czemu sobie na to pozwoliły? Może dlatego, że nie miały szans być usłyszane i wysłuchane, a wszelkie próby wyrwania się ze narzuconych powinności kończyły się wręcz tragicznie. Mężczyźni sprawowali władzę zarówno świecką jak i kościelną, kształtowali rzeczywistość na swoje potrzeby i podobieństwo. Jakie możliwości stworzyli swoim kobietom? Przez wieki się ich bali, brzydzili lub traktowali z politowaniem. Kobiety w końcu same uwierzyły w to, że nie są nic warte i nie mają prawa ubiegać się o lepsze traktowanie. Bezsilność nakazywała milczenie gwarantujące względne bezpieczeństwo, a co odważniejsze były uciszane siłą, palone lub ścinane, w najlepszym przypadku kończyły swój marny żywot w zakładach dla obłąkanych. Czy w takich okolicznościach możliwy jest jakikolwiek rozwój, edukacja, odnoszenie sukcesów? Odpowiedz chyba nasuwa się sama.


   Gdy myślę o zasługach kobiet, tak często poddawanych wątpliwościom, przed oczami zarysowują mi się wyraźnie dwie sylwetki kobiet. Pierwsza to Camille Claudel. Utalentowana rzeźbiarka, znana bardziej jako kochanka Rodina i obłąkana artystka – kobieta. Dziś niewiele osób zna zarówno samą postać Claudel jak i jej prace. Rzadko się o niej wspomina, nawet na zajęciach z historii sztuki. Dlaczego? Wzorował się na niej sam Rodin. Zdarzało się, że wystawiał jej prace pod swoim nazwiskiem. On stał się sławny, ona umarła w zakładzie psychiatrycznym niedoceniona. Kim by był Rodin bez Claudel? Może Claudel bez Rodina byłaby dziś uznaną rzeźbiarką, wymieniana wśród czołowych artystów epoki. Nawet w sztuce, gdzie liczy się dzieło, a nie płeć artysty, mężczyźni przez setki lat wiedli prym. Czy zasłużenie? Jestem prawie pewna, że Rodin nie mógł się pogodzić z faktem, że kobieta dorównuje mistrzowi, a w tamtych czasach nietrudno było kobietę usunąć na margines społeczny, wystarczyło tylko okrzyknąć ją wariatką lub czarownicą. Claudel miała chociaż możliwość podjęcia studiów na Académie Colarossi, a ilu kobietom to uniemożliwiono, wprowadzając rekrutację na wyższe uczelnie tylko dla mężczyzn lub usadzając je od lat młodzieńczych w domu, gdzie jedyna edukacja, jaką pobierały, to nauka prowadzenia domu.


   Drugą tragiczną postacią była Vivienne Haigh-Wood, pierwsza żona wielkiego poety Tomasa S. Eliota. Na pewno większość kojarzy nazwisko tego pierwszego, gdy tymczasem o jego żonie wiemy niewiele. Okazuje się, że była nie tylko żoną i muzą pisarza, ale i jego menedżerką oraz redaktorką jego tekstów, co więcej, wiele z jego wierszy nosi tytuły przez nią nadane. Ona mobilizowała go do pisania. Wpadała w furie, gdy zajmował się rzeczami niezwiązanymi z poezją. Dbała o niego i jego talent, choć sama też była obdarzona przez muzę Euterpe – muzę poezji lirycznej. Gdyby nie Viv, Eliot na pewno nie zostałby poetą tej wielkości. Talent to jedno, a możliwość rozwoju, tworzenia, wolności wypowiedzi to drugie i równie ważne. Tego Viv, w jej czasach zabrakło. Została siłą zamknięta w zakładzie i tam zmarła. Nie odwiedzał jej prawie nikt. Nigdy nie odwiedził jej również Eliot, który zdążył nie tylko przy niej i dzięki niej stać się sławą, ale także zagarnąć jej majątek powołując się na chorobę psychiczną żony i nią wywołaną niezdolność do dysponowania ogromnym rodzinnym majątkiem.


   To tylko dwie historie, a ilu z nich nie znamy? Czy dziś możemy powiedzieć, że kobiety od zawsze miały takie same szanse, by nie tylko w domu, ale i poza nim wykazać się swoimi talentami. Czy dziwić więc nas powinno, że tak mało kobiet zapisało się na kartach historii jako pisarki, malarki, kobiety-naukowcy? A kim dziś i kiedyś byliby mężczyźni bez swoich żon, matek czy kochanek? Dzieła kultury i cywilizacji są naszymi wspólnymi dziełami, nie tylko owocami pracy i talentu mężczyzn. Natomiast teraz pozostaje nam mieć nadzieję, że kobiety wyzwolą się spod brzemienia historii i wykorzystają w pełni możliwości, jakie dały nam walki feministek, zmiany obyczajowości i mentalności i za kilkadziesiąt lat, nasze wnuki i wnuczki, nie popełnią błędu naszych pokoleń i nie powiedzą głośno, że kobiety niczego nie wniosły w przeszłość i teraźniejszość.





+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 9

1. Paulina | 17:40 12-03-2008

A więc można pisać o roli kobiet bez feministycznego syku i jadu. Podoba mi się taki początek.

2. Anita | 20:48 12-03-2008

mnie rowniez

3. Paulina | 22:40 12-03-2008

Ciekawe, że na razie komentują same kobiety...:)

4. Emilia | 00:18 13-03-2008

z założenia nie miał być to tekst szeroko i szczegółowo omawiający zasługi kobiet, a raczej refleksja na temat dyskusji traktującej o ich dokonaniach. refleksja, dlatego wymieniłam dwie konkretne sylwetki obrazujące specyfikę danych epok, których biografie zainspirowały mnie do napisania tego tekstu.
błędem Twoim, Mikołaju jest zbyt ogólne podejście do problemu. nie można mierzyć równą miarą wartości odkryć Fleminga i dzieł Claudel. jeśli piszę o sztuce, dyskutujmy na obszarze sztuki. wartość dzieł Claudel i Rodina była porównywalna, ale to on był ceniony, nie ona i dlaczego?
nie muszę chyba przypominać jaką pozycję miała kobieta w Starożytnej Grecji czy Rzymie i w pozostałych epokach na terenie Europy (i nie tylko) i chyba oczywiste jest, że kobiety od początku nie miały szans konkurować z mężczyznami. stąd Arystoteles czy Platon. nie pomniejszam ich wkładu w rozwój kultury, ale nie możemy twierdzić, że w ich czasach nie było kobiet równie mądrych i błyskotliwych co oni. Na pewno były, tyle tylko, że nikt się z nimi nie liczył właśnie dlatego, że były kobietami. podobna sytuacja miała miejsce przez kolejne wieki i trwała praktycznie do połowy XX wieku. i uważam, że nie ma w tym twierdzeniu przesady.
piszesz o Środzie, a czy jakiś polski filozof pokroju prof. Środy jest cenionym autorytetem na świecie? nie można w taki sposób stawiać tez, bo są one dosyć marnie uargumentowane.
nie pisałam nic o sile fizycznej.
nie pisałam również o współczesności celowo, ponieważ taką rozmowę można przeprowadzić za kilkadziesiąt jak nie kilkaset lat. kobietom dano możliwości do rozwoju nie tylko na gruncie rodziny pół wieku temu a czym jest 50 lat na tle dwóch er? chyba za dużo wymagasz od kobiet. mężczyźni mieli tysiące lat, by się wykazać, a kobiety mają dokonać podobnych czynów w pół wieku? bądźmy realistami. kobiety jeszcze do tej pory, szczególnie w Polsce, nie pozbyły się tego garbu, jaki przyprawili im mężczyźni na przestrzeni wieków. by uwierzyć w swoje możliwości, zacząć działać i zdziałać wiele potrzeba czasu. a ja jestem optymistką :]
i jeszcze raz apeluję, by nie stawiać na dwóch przeciwnych szalach Googli i Jelinek. Google są owszem, bardzo pomocne, ale jako dzieło artystyczne nie mają żadnej wartości, bo dziełem artystycznym nie są. to tak jakby porównywać Picassa i twórcę sedesu. :]

5. Emilia | 20:12 13-03-2008

Pytałam o filozofa pokroju prof. Środy. Trudną ją porównywać z Tischnerem czy Kołakowskim. Kto wiem, może ona w ich wieku też będzie bardziej ceniona? Choć wątpię, gdyż zajmuje się tak nie lubianym feminizmem ;]

Dlaczego ja mam Ciebie przekonywać o tym, że Claudel tworzyła równie wartościowe dzieła co Rodin? Może Ty mnie przekonasz, że nie tworzyła? To nie jest moja opinia, bo nie jestem historykiem sztuki, ale jej odbiorcą i moja ocena będzie zawsze subiektywna. Jednak Claudel w ocenie ekspertów niczym nie ustępowała Rodinowi. Mylisz się twierdząc, że nie ma miernika, który pomaga ocenić wartość dzieła. Polecam więc przestudiować taki przedmiot jak krytyka artystyczna i uzupełnić wiedzę, gdyż właśnie ta dziedzina zajmuje się ocenianiem wartości. Oczywiście różne są kryteria oceny i pod różnym kontem dzieło się ocenia, ale nadal jest to ocena.

Uważam natomiast, że nie można pod żadnym pozorem porównywać wartości sztuki i przedmiotów lub dzieł użytkowych. Jeśli ocenialibyśmy wszystko pod kontem użyteczności, sztuka byłaby niczym, a laureatami licznych nagród byliby twórcy widelca oraz noża (powszechne a jakże pomocne). Nie, no oczywiście żartuję sobie teraz, ale chyba rozumiesz, co mam na myśli. Użyteczność nie może być kryterium oceny dla wszystkich wytworów. By stworzyć serwis „nasz-klasa” nie trzeba być geniuszem, tylko mieć łeb na karku, pomysł i narzędzia. Nie każdy natomiast jest w stanie ot tak namalować jakieś dzieło Boscha, dzieło jego jest niepowtarzalne, jedyne, wszystko inne jest tylko kopią talentu. Może tworu na miarę Google nie ma, ale nie chodzi o niepowtarzalność, ale liczbę użytkowników. Stworzyć coś na miarę Gogle nie jest trudne…technicznie. Popełniasz wielki błąd zestawiając naukę i sztukę, porównując o oceniając ich twory.

Ruch feministyczny istnieje od stu lat, Internet mamy od kilku (chodzi mi o powszechną dostępność). Więc nie oznaczałoby to śmierci. Znaleziono by inne formy komunikacji, docierania do odbiorcy. Owszem, może byłoby trudniej, ale nie byłoby niemożliwe.

Nie wiem dlaczego śmieszy Cię argument dotyczący czasu, jakiego potrzebują kobiety, by dorównać mężczyznom. Kompletnie nie zrozumiałeś, co miałam na myśli. Dwa tysiące lat kobiety utwierdzano w tym, że do niczego się nie nadają, że nie mają szans, że są głupsze, mają mniejsze mózgi, że są na równi zwierząt. Pokazuję, że ciężko jest w ciągu kilku dziesięcioleci wywalczyć sobie lepsze traktowanie i przede wszystkim uwierzyć w siebie, w swoje możliwości i odważyć się wyjść z cienia i stanąć wśród wielkich tego świata. Nie chodzi o same możliwości, bo owszem, kobiety mają ich coraz więcej, głównym problemem jest ta niewiara kobiet, te kompleksy, poczucie niższości, które hamują nas przed zrobieniem pierwszego i kolejnego kroku. Kobiety często myślą „po co ja się tam pcham, mężczyźni zrobią to lepiej” i nie wynika to z tego, że faktycznie zawsze zrobią to lepiej, ale z tego poczucia niższości i braku wiary w siebie. Skąd brak wiary? Ano stąd, że zawsze nam kładziono do głów, że facet jest od męskiej roboty, a my jesteśmy delikatne i kruche i nie nadajemy się do nauki, polityki ect. Tak! Tak dokładnie nam wpierano przez wieki i my niestety nadal w to wierzymy. Uważasz, że przesadzam? Jak dziś traktuje się kobiety, które rezygnują z założenia rodziny i poświęcają się nauce czy polityce? Z podziwem? Może wśród niektórych ludzi budzi to podziw, ale najczęściej zarówno kobiety i mężczyźni traktują taką kobietę jak aspołeczną istotę. Wciąż bycie matką jest godne pochwały, a rozwój i kariera, spełnienie zawodowe spotykają się z potępieniem lub dezaprobatą. Kobiety walczą, ale nadal się znajdują ludzie, którzy na siłę chcą je przywiązać do przysłowiowych garów i robią to publicznie i bardzo donośnie. Przykładów chyba nie muszę podawać.

Raporty, które cytujesz nie pokazują, że mężczyźni są lepsi, pokazują smutną prawdę, że mimo oficjalnego równouprawnienia kobiety mają problemy z wspinaniem się po szczeblach kariery i nie dlatego, że są gorzej wykwalifikowane, ale wciąż pracodawcy przy zatrudnieniu kierują się stereotypami i na to też są raporty, radzę tylko poszukać.

Cieszę się, że więcej kobiet niż mężczyzn kończy studia wyższe, kobiety są więc lepiej wykształcone i dzięki temu jest szansa, że za jakiś czas sytuacja się wyrówna i będziemy mieć tyle samo kobiet co i mężczyzn, którzy zasłużą się dla rozwoju kultury i cywilizacji na wiele sposobów.

Dobrze, że przywołałeś pogląd o mniejszej inteligencji ludzi czarnych. Wiesz jak się ten pogląd nazywa? Rasizm. Twierdzenie, że mężczyźni mają większe predyspozycje do zostania geniuszem i tworzenia rzeczy wielkich nazywa się dyskryminacją ze względu na płeć.

Ja również życzę szczęścia, szczególnie w pisaniu :]

6. Emilia | 22:41 13-03-2008

Przepraszam, że "sugerowałam coś, czego nie napisałeś", ale kiedy odpisywałam na Twój komentarz byłam pewna, że fragment na ten temat jeszcze się tam znajdował. Mogę czegoś nie zrozumieć, ale nie zmyślam, by próbować kogoś pogrążyć.

Jeśli chodzi o krytykę artystyczną zajmuję się ona dokładnie badaniem i ocenianiem wartości dzieła. Ja wiem, że "Wy, mężczyźni" ;] przeliczacie wszystko na cyferki i tutaj się zgodzę, talentu na cyferki przeliczyć nie można. Nie pisałam też o liczbowej ocenie talentu, tylko badaniu wartości dzieła i tak, to jest możliwe i nie od wczoraj. Krytyka i analiza sztuki jest przedmiotem akademickim i dokładnie zajmuje się tym, czego istnieniu i funkcjonowaniu Ty przeczysz.

Nadal uważam, że statystycznie więcej osób jest w stanie stworzyć Facebooka, niż być nowym Boschem.

Chcę by było jasne, że nie odmawiam jakiejkolwiek wartości wymienionym przez Ciebie tworom ludzkiego umysłu, ale nie jestem w stanie oceniać ich w kategorii piękna, dzieła sztuki, wartości estetycznych czy artystycznych. Dlatego Facebook to Facebook a Bosch to Bosch i naprawdę nie ma sensu dyskutować tu o ważności czy wartości jednego lub drugiego. To są dwie odrębne dziedziny, inne wymiary i inny język. Dzieło ma wartość samo w sobie, Facebook dopiero wtedy, gdy zalogują się miliony.

Niestety pogłębiasz stereotyp na temat emocjonalności kobiet, ale i go obalasz jednocześnie, gdyż do naszej dyskusji podchodzisz bardzo emocjonalnie. Po pierwsze odebrałeś moje wypowiedzi jako sugestię, że mężczyźni są "be" a kobiety "cacy". Nie jestem stereotypową feministką, która płeć przeciwną ma za nic. Nie skupiam się na rywalizacji z mężczyznami, ale chcę równej współpracy dla dobra ogółu, chcę równych szans, ale nie walcząc z mężczyznami, a z nimi współpracując. Nie piszę tutaj w celu oczerniania mężczyzn, tylko wyjaśnienia, jak z mojej perspektywy wygląda kwestia kobiet, osobistej perspektywy.

Jeśli chodzi o "wyrównanie się sytuacji" błagam, poczekajmy kilkanaście lat, kiedy ta kobieca wykształcona większość da o sobie znać. Dziś może jeszcze nie jest to widoczne na rynku pracy, ale nie od razu Rzym zbudowano, prawda? Zmiany w społeczeństwach, na Boga, nie zachodzą z dnia na dzień. Czemuż Ty taki niecierpliwy. To jest proces. Poczekajmy na efekty. I wtedy dyskutujmy :]

Masz rację, kobiety muszą być bardziej aktywne i nad tym chcę pracować, stało się to jednym z głównych celów mojego życia :] - aktywizowanie i uświadamianie kobiet, szanując oczywiście te, które chcą pozostać w domu. Doskonale to rozumiem i tym razem, Ty nie sugeruj, że ja uważam, że kobiety siedzące w domu nie zasługują na szacunek czy akceptację. Szanuję ich wybór i doskonale rozumiem, ale gdy jest to ich wybór. Tak samo jak szanuję decyzję mężczyzny, który zostaje w domu i pozwala żonie się rozwijać :]

"Zresztą męska natura jest specyficzna: mężczyźni są bardziej konkretni i bezpośredni, myślą bardziej racjonalnie, mniej emocjonalnie, jak większość kobiet. Gdyby wszyscy postępowali tak, jak romantyczki-płaczki, to koncerny upadałyby jak kostki domina. Chodzi mi o to, że mężczyźni mają lepsze preferencje do bycia przywódcami i fighterami, niż kobiety. Nikt nie powiedział, że kobiety są głupsze czy gorzej wykształcone. Czy ja coś takiego sugerowałem?" - przeczytaj swoją wypowiedź i szczerze odpowiedz - co chcesz tym zasugerować? Tak naszpikowanej stereotypami wypowiedzi już dawno nie czytałam. "Romantyczki-płaczki"? "Większość kobiet"?? Poczułam się urażona, bo jestem kobietą, bo jestem istotą emocjonalną, ale w biznesie "romantyczką-płaczką" na pewno nie. Uważaj na przyszłość, bo dokonując takiej generalizacji może najprościej w świecie komuś "dać w zęby" lub cios "poniżej pasa", a ten ktoś może oddać i mieć mocniejsze uderzenie ;]

Pozdrawiam serdecznie :]

7. Emilia | 18:13 14-03-2008

Słuchaj, przeprosiłam, wyjasniłam, do błędu przyznałam i kajać się wiecznie nie będę.

Nie rozmawialiśmy o wolnym rynku, tylko ocenianiu wartości dzieła, gdy Ty zaprzeczyłeś, że nie da się tego ocenić. To mamy już wyjaśnione i bardzo się cieszę, że się zgadzasz, a właściwie nie przeczysz.

Na temat męskiej supremacji, Twojego poglądu nie będę się już wypowiadać, gdyż ani Ty mnie nie przekonasz, ani ja Ciebie. Poza tym mi nie zależy na przekonywaniu kogokolwiek, tylko wyrażeniu swojej opinii.

Nostradamusem nie jestem, ale obserwuję i wyciągam wnioski, Tobie też tego życzę, szczególnie większej wyobraźni i poszerzenia horyzontów.

Jeśli chodzi o Twoją emocjonalność nie musisz się jej wcale wstydzić.

Hofstede nie pisze nic o "romantyczkach-płaczkach", a jest to Twoje określenie, niestety świadomie użyte pejoratywnie.

jeśli chodzi o krytykę, owszem, nigdy nie jest ona w 100% obiektywna, ale chciałam zauważyć, że krytyka artystyczna i krytyce (nie recenzenci) dążą do obiektywizmu, tego wymaga od nich ten przedmiot.
Nie dyskutuję tutaj czy Bosch był czy nie był bogiem. dla mnie też nie był, ale był wielkim talentem, geniuszem malarstwa, kompozycji, tematu. Myślisz, że za 400 lat będzie ktoś zachwycał się facebookiem tak ja po dziś dzień wielu, i nie garstka zachwycają się obrazami Boscha? Ja szczerzę wątpię, ale nie będę już z Tobą na ten temat dyskutować, gdyż jesteś zdecydowanym fanem wielkich osiągnięć powszechnego użytku, a ja humanistką rozkochaną w malarstwie i do porozumienia ciężko będzie dojść. Szanuję Twoje podejście i oczekuję tego samego. Aha, dla mnie Bosch był artystą, a nie mężczyzną-artystą, płeć w sztuce nie ma znaczenia, liczy się wrażliwość i ekspresja, a tej nie brakuję ani artystom ani artystkom ;]

Kobiety są prezeskami banków i świetnie sobie z tym radzą, nazwiska są znane i chyba nie muszę przytaczać. Poza tym są kobiece i NATURALNE. I proszę Cię, nie pisz, że bycie prezeską jest wbrew naturze kobiet, bo mi po prostu ręce opadają jak muszę to czytać. Gdyż mamy potwierdzenie, że mogą i dają sobie radę.

Piszesz o kobietach, a jestem kobietą, więc piszesz o mnie i mam prawo być urażona. Nie oznacza to, że nie mam dystansu. Nie przeżywam tej obrazy. Po prostu komunikuję Ci, byś uważał co piszesz, bo możesz kogoś urazić.

Nigdy nikogo nie uderzyłam i nie mam zamiaru, bo nie stosuję takiej argumentacji. Przestrzegam, że operując tak nieodpowiedzialnie językiem możesz oberwać od kogoś innego, i nie kobiety, tylko mężczyzny, którego kobietę obrażasz.

Amerykankom i nikomu niczego nie zazdroszczę.

Szacunek dla wszystkich ludzi życzliwych, otwartych i tolerancyjnych.

Pozdrawiam

8. Sławomir | 19:03 14-03-2008

Myślę Mikołaj, że przesadzasz. Mam szacunek dla Twojej wiedzy i erudycji, ale nie mogę się zgodzić z bijącym coraz wyraźniej z Twoich wypowiedzi poglądem, że mężczyźni bardziej się nadają do zarządzania czy polityki. To nie płeć decyduje o tym czy ktoś jest predystynowany do rządzenia i wymyślania rzeczy wielkich. Podajesz statystyki dotyczące osób zajmujących najwyższe stanowiska, ale wynikają one z tego, że w pozycji startowej wynosiły one 100% na korzyść mężczyzn. Kiedy patrzymy na tendencję to struktura zmienia się stopniowo na korzyść kobiet i to najlepiej świadczy o tym, że kobiety mają coś światu do zaoferowania. W przeciwnym razie po kilku próbach daliby sobie spokój. Karierom kobiet przeszkadza niestety często męska duma. Trudno jest im przełknąć to, że kobieta miałaby nimi rządzić stąd (podobnie jak w rodzinie) spycha się je najchętniej do roli asystentek i sekretarek.
Drugi powód dla którego kobiety nie trafiają do zarządów i rad nadzorczych przytoczyłeś sam: "Kobieta, która nabywa cech męskich staje się nienaturalna i odstrasza mężczyzna, więc nie dziw się, że takie kobiety mają niewielkie szanse bycia prezeskami w bankach czy korporacjach. Pozostaje im prezesura w organizacjach feministycznych :)) " Gdzie tu sprawiedliwość??
Ustalmy zresztą, że zarządzanie to nie tylko bezwzględność i ślepe realizowanie celów. W dzisiejszych czasach organizacje muszą być o wiele bardziej elastyczne i nastawione na ludzi. Kiedyś najważniejszym kapitałem był pieniądz. Teraz coraz częściej są ludzie. A kto lepiej potrafi stworzyć odpowiednią atmosferę pracy jeśli nie kobiety? Uważam, że mimo różnic obydwie płci nadają się do zarządzania, a optymalnym rozwiązaniem jest połączenie męskiego nastawienia na cel z kobiecą empatią i wrażliwością. Pogląd ten staje się zresztą coraz powszechniejszy . Przeprowadzane są w tym celu kampanie społeczne. W krajach skandynawskich poszli w ogóle na całość nakazując prywatnym firmom doprowadzenia do sytuacji, w której w składzie rad nadzorczych będzie co najmniej 40% kobiet. Nie uważam, żeby takie narzucanie było akurat dobrym pomysłem, ale o czymś to jednak świadczy. Kraje skandynawskie nikomu spod ogona nie wyskoczyły. Jeśli decydują się na wprowadzanie tak kontrowersyjnych rozwiązań muszą być mocno przekonani o ich słuszności.
W kwestii polityki sądzę, że kobiety wręcz lepiej się nadają niż mężczyźni. Są bardziej nastawione na pomaganie innym, lepiej potrafią się wczuć w czyjeś położenie, a o to przecież w tym chodzi, by reprezentować interesy pewnej grupy.
Myślę, że Emi ma rację, że musi minąć wiele lat, byśmy mogli się przekonać czy kobiety równie dobrze jak mężczyźni radzą sobie z największymi wyzwaniami tego świata. Im więcej jednak będzie osób takich jak Ty Mikołaj, tym trudniej będzie się o tym przekonać, gdyż swoimi wypowiedziami nie dodajesz im otuchy. Zastanawiam się tylko dlaczego tak jest? Chyba nie obawiasz się konkurencji z ich strony? ;)
Odnośnie skrajności to w moim mniemaniu bardziej skrajny jesteś Ty, gdyż jesteś święcie przekonany o tym, że facet z zasady w zarządzaniu, twardym biznesie i wielkiej polityce lepiej się sprawdzi. Emi tymczasem nawołuje, zachęca kobiety do tego, by próbowały, by nie pozostawały w cieniu, by śmiały marzyć, a potem te marzenia realizowały. I to jest dla mnie piękne! Nie widzę u niej żadnego zacietrzewienia, nienawiści, złości i chęci mszczenia się. Odnoszę wrażenie, że chce tchnąć nowego pozytywnego i konstruktywnego ducha w zjawisko określane feminizmem. Ty za to afiszujesz się ze swoją pogardą względem ludzi (mam na myśli tych, którzy działają w ruchu feministycznym), którzy nic złego nie uczynili. Wręcz przeciwnie - walczą o to, by świat był jeszcze bardziej barwny, zróżnicowany i by człowiek bez względu na to kim się urodził nigdy nie musiał czuć się gorszy.

9. Sławomir | 22:13 14-03-2008

Mikołaj, patrząc na Twoje zacięcie do pisania przypuszczam, że moglibyśmy tak sobie odpisywać w nieskończonośc :)
Mnie się kiedyś (powiedzmy jak miałem 20-25 lat) wydawało, że faceci są bardziej stworzeni do rzeczy wzniosłych, ale z czasem leczę się z tego poglądu i popieram dążenia kobiet do tego, by nie traktowano ich inaczej niż mężczyzn w kwestiach dokonywanych wyborów, w kwestii kariery, rekrutacji, zarobków itd. Największą barierą w Polsce zdają się nie być jednak mężczyźni, ale same kobiety, które mało angażują się w walkę o swoje prawa. Obserwuję jakąś dziwną bierność. Nawet jeśli się słownie sprzeciwiają, to na słowach się niestety często kończy. Za mało w tym wszystkim jest działania, przekonania, rzeczowej, konsekwentnej dyskusji, przedkładania konkretnych zapisów ustaw itp. Mam nadzieję, że to się zmieni.
Odnośnie Twoich słów: o swojej pogardzie napisałeś sam w swojej wypowiedzi. Nie znam Cię i śmiałbym wyciągać takich wnioskiów samodzielnie.
Odnośnie listy Forbes'a to trudno przewidzieć jakby ona teraz wyglądała, gdyby kobiety wystartowały podobnie jak mężczyźni. Nie mówię, że byłyby lepsze, ale zapewne lista byłaby bardziej zrównoważona. Odnośnie zacietrzewienia itp. nie pisałem, że zauważam to u Ciebie. Po prostu często takie są feministki, które zamiast walczyć o równowagę przeginają w drugą stronę, często odreagowując osobiste krzywdy wyrządzone im przez mężczyzn. U Emi tego nie widzę i to mi się u niej podoba, dlatego chciałbym ją wesprzeć w jej dążeniach. Cieszę się, że Ty również stajesz w obronie kobiet i tego się trzymajmy!
Pozdrawiam Cię równie serdecznie.