Styl Życia / Inne
Subiektywny szkic o macierzyństwie
Artykuł był czytany 2156 razyMoja córka skończyła w grudniu trzy i pół roku. Co zmieniły w moim życiu te ponad trzy lata, jak ja sama się zmieniłam jako kobieta i człowiek, czym jest dziś dla mnie bycie mamą?
Pojawienie się na świecie dziecka to prawdziwa rewolucja w życiu jego rodziców. Okazuje się bowiem, że czas dotychczas tylko nasz, przestaje być tak naprawdę naszym i staje się przez pierwszych kilka lat głównie czasem naszego dziecka. Moja sytuacja rodzinna była dodatkowo utrudniona tym, że córcia od samego początku chorowała, z hospitalizowaniem włącznie. W wieku około roku stwierdzono u niej atopowe zapalenie skóry. Związane z atopią problemy i utrudnienia zrozumie ten jedynie, kto się z tym zetknął bezpośrednio. Nieprzespane noce wśród płaczu dziecka i ciągłego drapania skóry do krwi, zamknięcie w domu, szczególnie wiosną i latem, spowodowane alergią na pyłki, dochodzące do tego przewlekłe i nawracające problemy laryngologiczne... Tak wyglądały moje początki... Kiedy jednak biegnę myślami wstecz nie pamiętam tego wysiłku, tej ciężkiej pracy związanej z pielęgnacją chorej córki. Pamiętam jedynie moją niepewność, obawy związane ze zdrowiem małej. Tylko to stanowiło zapamiętaną uciążliwość - do tego stopnia, że w pewnych okresach cierpiałam na bezsenność związaną z przeżywanym stresem.
I żeby było jasne - matka Polka to nie ja, o nie! W mojej ocenie nie jestem i nigdy nie byłam typem stworzonym do totalnego poddania się macierzyństwu, tak bez reszty. To, co robię dla swojego dziecka, nie jest żadnym poświęceniem, tak samo jak nie jest działaniem wynikającym jedynie z poczucia obowiązku... Czym wobec tego jest? Ano, moim zdaniem, taka właśnie jest miłość do dziecka. Jest to uczucie bezwarunkowe, nie oczekujące wdzięczności, zapłaty, poklasku. Dopada najczęściej niezależnie od woli i kontroli zainteresowanej mamy...
Kiedy jestem z moim dzieckiem, jest mi po prostu dobrze. Tak naturalnie, bez cienia presji, że coś innego trzeba, że dokądś muszę biec, że coś jest ważniejsze od tego bycia razem. To jest po prostu najważniejsze. Tu i teraz. Nigdy wcześniej nie zaznałam takiego uczucia. Takiego pogodzenia.
Oczywiście - człowiek do pełni szczęścia potrzebuje wielu rzeczy, ale radość płynąca z bycia z córcią jest jedną z najmilszych niespodzianek, jakie przyniosło mi życie.
Myślę, że odkąd zostałam mamą stałam się dojrzalsza, więcej też we mnie empatii wobec reszty świata. Rozumiem już, co znaczy trud rodzicielski. Podziwiam matki i ojców samotnie wychowujących dzieci lub wychowujących kilkoro pociech. Wiem dziś, jakim wyzwaniem jest rodzicielstwo. Jestem pełna współczucia dla ludzi borykających się z chorobą dziecka.
Od czasu pojawienia się mojego potomka bardziej doceniam również chwile, kiedy mam czas dla siebie. Cieszę się tymi momentami jak nigdy wcześniej i staram się je wykorzystać jak najowocniej. Jednocześnie też, stając na wysokości zadania i organizując czas w taki sposób, by wyrwać godzinkę, czy dwie tylko dla siebie, staję się również trochę lepszą mamą, mocniejszą, bardziej pewną siebie, z lepszym samopoczuciem, odświeżoną...
No i koło się zamyka, bo przecież mama to właśnie ja i ja to teraz głównie mama. Mogłabym jeszcze wymieniać sfery życia, na które wpłynęło bycie przeze mnie rodzicem. Każda z nas, mam, mniej lub bardziej się zmieniła, choć zapewne każda nieco inaczej, a czasem zupełnie nieświadomie.
I gdy ktoś mnie dziś zapyta, czy spełniam się w roli mamy, bez chwili wahania odpowiem, że tak. Macierzyństwo to wspaniałe doświadczenie, choć również oczywiście ogromna odpowiedzialność i niemały trud. Jednak życie pokazuje, że rzeczy, które przychodzą nam bez wielkiego wysiłku cenimy chyba mniej niż te, przy których musimy dać z siebie więcej. Ja daję z siebie tyle, ile tylko jestem w stanie i jestem bardzo szczęśliwa.
I żeby było jasne - matka Polka to nie ja, o nie! W mojej ocenie nie jestem i nigdy nie byłam typem stworzonym do totalnego poddania się macierzyństwu, tak bez reszty. To, co robię dla swojego dziecka, nie jest żadnym poświęceniem, tak samo jak nie jest działaniem wynikającym jedynie z poczucia obowiązku... Czym wobec tego jest? Ano, moim zdaniem, taka właśnie jest miłość do dziecka. Jest to uczucie bezwarunkowe, nie oczekujące wdzięczności, zapłaty, poklasku. Dopada najczęściej niezależnie od woli i kontroli zainteresowanej mamy...
Kiedy jestem z moim dzieckiem, jest mi po prostu dobrze. Tak naturalnie, bez cienia presji, że coś innego trzeba, że dokądś muszę biec, że coś jest ważniejsze od tego bycia razem. To jest po prostu najważniejsze. Tu i teraz. Nigdy wcześniej nie zaznałam takiego uczucia. Takiego pogodzenia.
Oczywiście - człowiek do pełni szczęścia potrzebuje wielu rzeczy, ale radość płynąca z bycia z córcią jest jedną z najmilszych niespodzianek, jakie przyniosło mi życie.
Myślę, że odkąd zostałam mamą stałam się dojrzalsza, więcej też we mnie empatii wobec reszty świata. Rozumiem już, co znaczy trud rodzicielski. Podziwiam matki i ojców samotnie wychowujących dzieci lub wychowujących kilkoro pociech. Wiem dziś, jakim wyzwaniem jest rodzicielstwo. Jestem pełna współczucia dla ludzi borykających się z chorobą dziecka.
Od czasu pojawienia się mojego potomka bardziej doceniam również chwile, kiedy mam czas dla siebie. Cieszę się tymi momentami jak nigdy wcześniej i staram się je wykorzystać jak najowocniej. Jednocześnie też, stając na wysokości zadania i organizując czas w taki sposób, by wyrwać godzinkę, czy dwie tylko dla siebie, staję się również trochę lepszą mamą, mocniejszą, bardziej pewną siebie, z lepszym samopoczuciem, odświeżoną...
No i koło się zamyka, bo przecież mama to właśnie ja i ja to teraz głównie mama. Mogłabym jeszcze wymieniać sfery życia, na które wpłynęło bycie przeze mnie rodzicem. Każda z nas, mam, mniej lub bardziej się zmieniła, choć zapewne każda nieco inaczej, a czasem zupełnie nieświadomie.
I gdy ktoś mnie dziś zapyta, czy spełniam się w roli mamy, bez chwili wahania odpowiem, że tak. Macierzyństwo to wspaniałe doświadczenie, choć również oczywiście ogromna odpowiedzialność i niemały trud. Jednak życie pokazuje, że rzeczy, które przychodzą nam bez wielkiego wysiłku cenimy chyba mniej niż te, przy których musimy dać z siebie więcej. Ja daję z siebie tyle, ile tylko jestem w stanie i jestem bardzo szczęśliwa.














