iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

Świąteczna pastorałka Serwety

04 01 2008 Maciej Serweta Artykuł był czytany 2211 razy

Tak się złożyło, że przy okazji każdych świąt towarzyszą mi podróże pociągiem ze zgniłego zachodu na zacofany wschód kraju. Bagatela. Osiem godzin jazdy, trochę ponad 500 kilometrów. Hej kolęda, kolęda !

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Nie lubię tłuc się pekaesami i innymi busami. Z bardzo prostej przyczyny. Nie można się załatwić, ani spokojnie spalić papierosa. W moim wieku ceni się pewien komfort… ale do rzeczy. Wrocław. Dziwne miasto. Stoję sobie spokojnie na peronie w tłumie pasażerów oczekujących na podstawienie nocnego pociągu relacji Wrocław – Lublin. Stoję sobie spokojnie – myślami już w domu rodzinnym, gdzie czekają na mnie bliscy memu sercu. Z megafonu dobiega mnie informacja, że pociąg pospieszny (Proszę sobie porównać polski pociąg pospieszny z niemieckim. Wrażenia murowane.) zostanie podstawiony na peron. Tłum dostaje białej gorączki i biega nerwowo z jednego końca peronu w drugi.

Hej kolęda, kolęda !

Wreszcie skład zatrzymuje się przy peronie. Oczywiście tylko kilka wagonów, bo to przecież okres świąteczny, a naszego narodowego przewoźnika nie stać na wzmocnienie składu dodatkowymi wagonami, bo przecież znamienita część taboru stoi po krzakach i gnije. Powód? Brak pieniędzy na remonty. Wszak utrzymanie kilku spółek i stanowisk administracyjno – biurowych ma większy priorytet niż tabor kolejowy. Hej kolęda, kolęda !
Tłum objuczonych tobołami ludzi, w większości studentów, wojskowych na przepustkach i ludzi starszych rozpoczyna natarcie na drzwi wejściowe do wagonów. Jest taki ścisk, że wejść nie może praktycznie nikt. Lecą wyzwiska, przeważnie te na k… i ch… Nierzadko daje się słyszeć sp… i ja p… Odwracam głowę. Jestem gdzieś w środku nacierającego tłumu. Na miejsce siedzące chyba liczyć nie mogę. Gdzieś po mojej lewej stronie dwóch mężczyzn, chyba już podpitych zaczyna prać się po mordach. Nerwowy ten nasz naród się zrobił.

Hej kolęda, kolęda!

Jakimś cudem dostałem się do środka wagonu. Tłum naciera dalej. Oknami podawane są walizki, plecaki, reklamówki oraz dzieci nieobjęte obowiązkiem szkolnym, a mieszczące się jakoś w ramach otwartego okna. Kiedy jak komandos przepycham się przez ten cały majdan, chaotycznie rozwalony na korytarzu wagonu stwierdzam, że większość przedziałów jest pusta, a pojedyncze osoby heroicznie bronią dostępu do wejścia. Ki diabeł? Okazuje się, że obowiązuje jakaś niepisana rezerwacja miejsc. Kto pierwszy dopadnie przedziału ten rezerwuje całość. Ot tak dla zasady, dla cioci, wujka, dziewczyny, chłopaka, zegara ściennego, słonia czy tez innej zebry. Hej kolęda, kolęda!
Do szopy, hej pasterze ! Do szopy bo tam cud ! Jak ten biedny pasterz ładuję się do jednego z przedziałów mając zupełnie w nosie dramatyczny okrzyk młodej dziewczyny, chyba studentki, że cały przedział jest zajęty na amen. W Opolu ktoś miał się dosiąść. No to zobaczymy w Opolu – odparłem najspokojniej jak się tylko dało. Jaśnie pani studentka próbowała jeszcze coś tam protestować, ale na moją, ot tak sobie rzuconą uwagę o perspektywie wywleczenia jej przez Straż Ochrony Kolei z zajętego już przedziału, w asyście mundurowego funkcjonariusza Policji, oraz nocy spędzonej na sporządzaniu protokołu z zatrzymania na starej maszynie do pisania, skapitulowała.

 Hej kolęda, kolęda !

Za moim przykładem poszło jeszcze kilka osób i tak cały przedział został opanowany. Pani studentka załamała ręce i do końca drogi już nie powiedziała ani słowa. Z resztą całkiem słusznie, bo w Opolu nikt się nie dosiadł. Nawet słoń albo żyrafa. Do celu podróży dojechałem szczęśliwie i udało mi się nawet spędzić osiem godzin siedząc w dość ciepłym przedziale.

Cofnijmy się o całe 10 lat wstecz, kiedy jeszcze jako student wracałem… tym samym nocnym pociągiem z Wrocławia do Lublina, tuż przed weekendem majowym. Sytuacja analogiczna, zasoby ludzkie podobne, ilość wagonów w składzie i ich stan techniczny łudząco przypominająca czasy obecne. Wtedy nie udało mi się znaleźć miejsca siedzącego. Garowałem na korytarzu. Wraz z rówieśnikami zrobiliśmy z plecaków siedzenie, prawie na całej długości korytarza. Było wesoło i serdecznie. Paliliśmy papierochy, śmialiśmy się, graliśmy w karty, opowiadaliśmy sobie dowcipy i tak dalej i tak dalej. Nikt nikomu nie ubliżał, nikt nikogo nie prał po mordzie ani nie robił sztucznych problemów.

I tak właśnie w sielskiej świątecznej atmosferze, dziesięć lat potem podążam tą samą trasą. Na spotkanie z mającym narodzić się Jezusem. Wespół z braćmi rodakami, którzy lada moment podzielą się opłatkiem, a przy wyjściu z pociągu będą sobie życzyć „wesołych świąt”. Pobici, pijani, umęczeniu trudami podróży, lub też opowieściami wziętymi prosto z księżyca. Jak to w pociągu się opowiada, byle zabić czas.

Hej kolęda, kolęda !




+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0