Styl Życia / Inne
Zimy są mroźne i długie. Dni zdecydowanie za krótkie. Wiatr bawi się liśćmi, rozrzuca je po ulicach.
Dziś pod wielkim dębem leżała ich cała sterta. Pokryła chodnik niczym wielobarwny dywan.
Był piękny, jednak nikt nawet nie uśmiechnął się na jego widok.
Służby uliczne zmiotły liście. Przed Świętem miasto musi być czyste. Przyjadą tu przecież ludzie z całego kraju, może nawet z zagranicy. Sprzedawcy zniczy będą mogli spokojnie wyżyć przez kilka następnych miesięcy.
Zazwyczaj wszystkie nagrobki są takie same: szare.
Tego dnia nie. Na grobie przy głównej bramie wielki wieniec, u dziadka kilka rodzajów kwiatów, u sąsiada fantazyjna wiązanka. I znicze. Znicze różnych kolorów i rozmiarów, przybrane sztucznymi kwiatkami, w kształcie serc i z wizerunkiem papieża. Cała gama kolorów, barw, artystyczny kunszt.
Gdzieniegdzie złociste chryzantemy przysłoniły napisy nagrobne.
Tego dnia całe rodziny przetaczają się między pomnikami. Przy grobach spotyka się swoje dawno zapomniane ciotki. Słychać gwar rozmów, jakieś śmiechy i płacz dzieci. Słychać głos księdza. Ktoś podeptał przysypany ziemią grób, ktoś wylał wosk na nowy pomnik. Czasami przemknie kościelny z tacą. Ma dziś dużo pracy; aby obejść cmentarz wyruszył tuż przed rozpoczęciem mszy.
Tego Dnia młody ksiądz pozwolił sobie wjechać samochodem pod samą kapliczkę. Ludzie usuwają się na bok aby go przepuścić. Nikomu nie przeszkadza, że cmentarna aleja jest zdecydowanie za wąska. To przecież ksiądz.
Przy cmentarnej bramie stoją kramy ze słodyczami. Dzisiaj powodzeniem cieszą się obwarzanki na sznurkach. Dzieci zawieszają je sobie na szyjach. Gdzieś spod kapliczki wyrusza kościelna procesja. Wierni rzucają się do bramy, dla nich msza już się skończyła. Tylko przy nielicznych pomnikach pozostali ludzie. Jednak ich wytrwałość nie zostanie nagrodzona.
Do większości grobów procesja w ogóle nie dotrze.
Tego dnia odwiedzam jeszcze jeden cmentarz. Przetrwały tu groby z minionych stuleci. I też jest pięknie mimo, że zdecydowanie mniej kwiatów, wiązanek, zniczy.
Na szczycie cmentarnej górki stoi najbardziej okazała mogiła. Suche gałęzie spływają z niego falami, są wszędzie. Oplotły grób tak, że tylko krzyż wystaje. W przerdzewiałych wrotach grobowca porobiły się dziury. Te dziury przerażają.
Wciąż czytelne są napisy na pomniku. „Gustaw, zmarł w 1891 roku”, „Prosi o westchnienie do Boga”, „Żył wiarą, sercem i pracą”.
W innej części cmentarza znajduję XIX wieczną mogiłę 7- letniej Marysieńki. Aniołek zdobiący niegdyś okazały pomnik, już dawno temu stracił głowę. Nieopodal stoi kolejny grób. Jest tu tylko metalowy krzyż. I biała tabliczka wypisana niepewną ręką dziecka.
Na wielu mogiłach data śmierci jest ta sama. Na innych zgadza się tylko rok: 1943. To żniwo epidemii tyfusu. Tyfus nie wybierał. Nie oszczędził zarówno dzieci i starców, jak i ludzi w średnim wieku.
Tego dnia noc przychodzi szybciej, niż w jakikolwiek inny dzień. Ludzie przechadzają się cmentarnymi alejami w słabym świetle zniczy. Stają nad grobami, poprawiają wiązanki, półgłosem wymieniają uwagi. Nikt nie patrzy w górę.
Tutaj Wielki Wóz wisi na niebie, wydawać by się mogło, tuż nad ludzkimi głowami
Jednak dziś ciężko sięgać nam gwiazd...
Święto Zmarłych ?
Artykuł był czytany 6863 razyZimy są mroźne i długie. Dni zdecydowanie za krótkie. Wiatr bawi się liśćmi, rozrzuca je po ulicach.
Dziś pod wielkim dębem leżała ich cała sterta. Pokryła chodnik niczym wielobarwny dywan.
Był piękny, jednak nikt nawet nie uśmiechnął się na jego widok.
Służby uliczne zmiotły liście. Przed Świętem miasto musi być czyste. Przyjadą tu przecież ludzie z całego kraju, może nawet z zagranicy. Sprzedawcy zniczy będą mogli spokojnie wyżyć przez kilka następnych miesięcy.
Zazwyczaj wszystkie nagrobki są takie same: szare.
Tego dnia nie. Na grobie przy głównej bramie wielki wieniec, u dziadka kilka rodzajów kwiatów, u sąsiada fantazyjna wiązanka. I znicze. Znicze różnych kolorów i rozmiarów, przybrane sztucznymi kwiatkami, w kształcie serc i z wizerunkiem papieża. Cała gama kolorów, barw, artystyczny kunszt.
Gdzieniegdzie złociste chryzantemy przysłoniły napisy nagrobne.
Tego dnia całe rodziny przetaczają się między pomnikami. Przy grobach spotyka się swoje dawno zapomniane ciotki. Słychać gwar rozmów, jakieś śmiechy i płacz dzieci. Słychać głos księdza. Ktoś podeptał przysypany ziemią grób, ktoś wylał wosk na nowy pomnik. Czasami przemknie kościelny z tacą. Ma dziś dużo pracy; aby obejść cmentarz wyruszył tuż przed rozpoczęciem mszy.
Tego Dnia młody ksiądz pozwolił sobie wjechać samochodem pod samą kapliczkę. Ludzie usuwają się na bok aby go przepuścić. Nikomu nie przeszkadza, że cmentarna aleja jest zdecydowanie za wąska. To przecież ksiądz.
Przy cmentarnej bramie stoją kramy ze słodyczami. Dzisiaj powodzeniem cieszą się obwarzanki na sznurkach. Dzieci zawieszają je sobie na szyjach. Gdzieś spod kapliczki wyrusza kościelna procesja. Wierni rzucają się do bramy, dla nich msza już się skończyła. Tylko przy nielicznych pomnikach pozostali ludzie. Jednak ich wytrwałość nie zostanie nagrodzona.
Do większości grobów procesja w ogóle nie dotrze.
Tego dnia odwiedzam jeszcze jeden cmentarz. Przetrwały tu groby z minionych stuleci. I też jest pięknie mimo, że zdecydowanie mniej kwiatów, wiązanek, zniczy.
Na szczycie cmentarnej górki stoi najbardziej okazała mogiła. Suche gałęzie spływają z niego falami, są wszędzie. Oplotły grób tak, że tylko krzyż wystaje. W przerdzewiałych wrotach grobowca porobiły się dziury. Te dziury przerażają.
Wciąż czytelne są napisy na pomniku. „Gustaw, zmarł w 1891 roku”, „Prosi o westchnienie do Boga”, „Żył wiarą, sercem i pracą”.
W innej części cmentarza znajduję XIX wieczną mogiłę 7- letniej Marysieńki. Aniołek zdobiący niegdyś okazały pomnik, już dawno temu stracił głowę. Nieopodal stoi kolejny grób. Jest tu tylko metalowy krzyż. I biała tabliczka wypisana niepewną ręką dziecka.
Na wielu mogiłach data śmierci jest ta sama. Na innych zgadza się tylko rok: 1943. To żniwo epidemii tyfusu. Tyfus nie wybierał. Nie oszczędził zarówno dzieci i starców, jak i ludzi w średnim wieku.
Tego dnia noc przychodzi szybciej, niż w jakikolwiek inny dzień. Ludzie przechadzają się cmentarnymi alejami w słabym świetle zniczy. Stają nad grobami, poprawiają wiązanki, półgłosem wymieniają uwagi. Nikt nie patrzy w górę.
Tutaj Wielki Wóz wisi na niebie, wydawać by się mogło, tuż nad ludzkimi głowami
Jednak dziś ciężko sięgać nam gwiazd...
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Rafał Janik , Marta .M., Dawid Reszel, Andrzej TucholskiDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 6
Hmm... Opowiadanie a nie artykuł, ale że ładne to akceptuję :)
Nareszcie ktoś dotknął tego tematu. Chyba wielu się tego bało i brało to za temat TABU.
Również akceptuję, ponieważ przesłanie jest zdecydowanie godne refleksji. W dzisiejszym świecie, gdzie każdy gna w swoją strone, w ten jeden tak ważny dzień zamiast przystanąć i pomyśleć o bliskich, odwiedzić zapomniane przez cały rok cmentarze, pozostaje w domu by najzwyczajniej w świecie odpocząć. Zła droga... bardzo zła i trzeba to ludziom udowadniać.
Akceptuję, ponieważ przesłanie jest zdecydowanie godne refleksji.
Refleksyjne, odpowiednie dałaś rzeczy słowo. :)
pozytywnie















