iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

Umiłowanie mądrości zamiast demokracji?

19 06 2007 Maciej Serweta Artykuł był czytany 1942 razy

Zmarły niedawno amerykański autor Richard Rothy – aspirujący do rangi filozofa, a uważany za filodoksa, stwierdził onegdaj, iż flozofia żyjącym w najlepszym, najdoskonalszym możliwym systemie, jakim jest demokracja – nie jest do niczego potrzebna.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Tym samym Rothy postawił wyżej demokrację nad filozofię. Wnikliwy Czytelnik stwierdzi, że Serweta naczytał się sobotniego wydania „Rzeczpospolitej” i teraz mieli to, co przeczytał na swoje potrzeby. Nie do końca tak jest, gdyż w kontekście problematyki zawartej w dwóch poprzednich felietonach – Rothy ze swoimi oryginalnymi tezami daje punkt wyjścia do dalszych rozważań nad „losem swoim i tej krainy, gdzie ciągle myśl nie płynie” (Tak jest, nadal Kazik Staszewski ponad wszystko! ). Czasem odnoszę wrażenie, że w tym pięknym kraju nad Wisłą już sam fakt wprowadzenia demokracji jest dla niektórych wystarczającym powodem do „odtrąbienia na zwycięstwo”. W poprzednich tekstach starałem się wykazać absurdalność zachodzących w Polsce zjawisk. Teraz chcę zastanowić się, jak temu zaradzić.
W roku 1996, nakładem wydawnictwa „ad astra” wychodzi skromna książeczka, zatytułowana „Kontrrewolucja Młodych”. Autorem tej pozycji jest Roman Giertych. W owym czasie – kiedy żyły jeszcze wielkie nazwiska, jak na przykład Giedroyć, Grudziński, Miłosz, et consortes – publikacja ta nie odbiła się większym echem. Zwłaszcza wśród tych, do których była kierowana.
Rok 2003 to czas, kiedy znany dziennikarz telewizyjny Tomasz Lis wydaje swoją książkę „Co z tą Polską?”. W przeciwieństwie do „Kontrrewolucji młodych” jego książka osiąga sukces rynkowy, idący w parze z akcją promocyjną. Lis jeździ po Polsce i promuje swoją książkę na rozlicznych spotkaniach autorskich.
Tomasz Lis obecnie jest członkiem zarządu Telewizji Polsat. Roman Giertych – Ministrem Edukacji Narodowej. Obaj panowie – poprzez swoje książki dają odpór temu, co Staszewski nazywa brakiem przepływu myśli. Ale czy na pewno? Czy dzięki tym książkom wyszli z ukrycia wszyscy przyjaciele z poczuciem tego, że doczekali wreszcie świętego znaku? Obie książki potępiają w czambuł wszechobecną korupcję i układy na wszystkich szczeblach administracji państwowej. Obaj Autorzy odwołują się do poczucia przyzwoitości i konstruują myśli w stylu „tak dalej być nie może, trzeba temu położyć kres”. I co z tego? Czy coś dzięki tym publikacjom się zmieniło? Nie. Nic się nie zmieniło. Może zatem trzeba pójść w poprzek Rothy’emu i postawić umiłowanie mądrości ponad demokrację? Już słyszę te krzyki. Dyktaturę chce wprowadzić! Jeżeli pomiędzy dyktaturą a umiłowaniem mądrości można postawić znak równości, to jestem za, ale doświadczenie mówi, iż takowego znaku pomiędzy tymi definicjami postawić się nie da, a przynajmniej nie wypada. No dobrze, a jeśli nie dyktatura to co? Rządy filozofów? „Państwo” Platońskie? Ten numer też nie przejdzie w środku Europy.
Stawiam zatem na odnowę etyczną i duchową społeczeństwa. Jeśli ktoś nie jest wierzący – stawiam na wartości uniwersalne, takie jak prawość, szlachetność, uczciwość. Jeśli ktoś wierzący – może wrócić do Dekalogu? A może pójść jeszcze dalej i zejść do zupełnych podstaw, jak chociażby zwykła uprzejmość w tramwaju, na ulicy, w sklepie czy też stojąc w korku? Jak już się z tym uporamy, pora zabrać się za poszanowanie tak zwanego „dobra wspólnego”. Po dziś dzień, niczym demon wisi nad nami zwyczaj, że jak się nie wyniesie z zakładu pracy raz w tygodniu jakiegoś narzędzia, czy rękawic ochronnych to tydzień można uznać za stracony. Następnie kolej na budki telefoniczne, przystanki autobusowe i środki zbiorowej komunikacji. Marzy mi się sytuacja, kiedy aparaty telefoniczne nie będą zniszczone, szyby na przystankach będą w całości, zaś siedzenia w autobusach nie będą ogryzione z tapicerki.
Kiedy się już z tym uporamy - w moim przekonaniu, obecna spirala patologii, jakie drążą nasze społeczeństwo, pryśnie jak bańka mydlana. Bo oto za jakieś 20 -25 lat okaże się, że dzieci wychowywane w tym duchu przejmą władzę w kraju i... nie będą kradły, spiskowały, dawały łapówek, czy rozprzedawały narodowy majątek za bezcen. Ponieważ tak zostały wychowane. I w głowie im się nie będzie mieściło inne postępowanie niż to, które wyniosły z domu. Idealista ze mnie niepoprawny. Ale skoro na szkołę liczyć nie można, uniwersytety są zajęte lustracją, organizacje pozarządowe walczą o przetrwanie, przedsiębiorcy mają to wszystko gdzieś, to innego wyjścia nie ma, jak tylko praca u podstaw. Następne pytanie jest takie: Czy wystarczy nas do takiej pracy? Czy damy sobie radę? Z nadzieją patrzę też w stronę wszelakich duszpasterstw młodzieży, fundacji i ośrodków.
Polak potrafi. Wierzę, że nie tylko kraść, oszukiwać, walczyć z Wielkim Bratem i pisać wielkie słowa w książkach.




+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 2

1. Artur | 14:45 19-06-2007

Oceniam negatywnie z powodu:
1. Przekrecenia nazwiska omawianego mysliciela - nazywa się on Rorty, a nie Rothy
2. Użycia, i to w leadzie słowa filodoks, które nie wystepuje w zadnym znanym mi słowniku. Słowa , które nie sa powszechnie zrozumiałe, powinny by ć uzywane oszczędnie i na pewno nie w nagłówkach
3. Używania dziwacznych konstrukcji jezykowych w rodzaju "żyły jeszcze wielkie nazwiska"

2. Maciej | 20:22 04-07-2007

Szanowny Panie



Na początku chciałem podziękować za cenne uwagi do mojego tekstu "Umiłowanie mądrości zamiast demokracji?", a jednocześnie odnieść się do niektórych z nich i pozwolić sobie na zdanie odmienne od prezentowanych przez Pana.

Co do faktu przekręcenia nazwiska Richarda Rotry'ego - tu sprawa jest jasna. Mea culpa. Moja wina i zaniedbanie wynikające - może to z pośpiechu, nerwów, czy też słabego już wzroku. Pewnie wszystkiego po trochu. Dalej wskazuje mi Pan na brak w słowniku pojęcia "filodoks" i nieuzasadnione użycie takiego określenia w stosunku do Richarda Rotry'ego. Pierwotnie terminu "filodoks" - do osoby Richarda Rotry'ego użył Profesor Jacek Bartyzel, w swoim znakomitym tekście "Śmierć filodoksa", opublikowanym na łamach "Rzeczpospolitej", 16-17 czerwca 2007, s.A12, dodatek "Plus Minus". Proszę zauważyć, że termin ten występuje w tytule, skądinąd ciekawego i inspirującego mnie tekstu. Profesor Bartyzel wychodzi w tekście od pytania: Czy Rotry w ogóle był filozofem? W dalszej części przedstawia cały szereg, jak najbardziej trafiających do mnie argumentów dowodzących, że Rotry filozofem nie był. W tym miejscu jedynie pozwolę sobie - powołując się poraz wtóry na osobę Profesora zauważyć iż okreslenie filodoks pochodzi od Platona, który w ten sposób zwykł określać żywo rozprawiających na agorze ludzi, których znamy dziś jako sofistów. Dalej Platon uważał ich za miłośników mniemań (doxai), a nie miłośników prawdy.

Wychodząc z platońskiego stanowiska o tych, co uwielbiają mniemanie - zarzut niewłaściwego, czy też nieuzasadnionego użycia terminu "filodoks" w tym miejscu do mnie nie trafia. A sama postać Richarda Rotry’ego i jego dyskusyjne stanowisko w kwestii demokracji i filozofii posłużyło mi jako punkt wyjścia do rozważań o zupełnie innym charakterze, niż próba dociekania, czy Richard Rotry był filozofem, czy filodoksem. To już temat na osobne opracowanie.

Serdeczności