iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 2

Utonął - nie było linki za parę złotych

22 08 2007 Mirosław Naleziński Artykuł był czytany 3047 razy
Źródło: Allegro.pl
Źródło: Allegro.pl

Linka ratuje życie nie tylko taternikowi, grotołazowi czy spadochroniarzowi. Linka może uratować dziecko podczas wodnej zabawy.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

 

 

To miała być świetna zabawa w płytkiej wodzie Zatoki Gdańskiej (nieopodal ujścia Martwej Wisły) podczas święta 15 sierpnia. I była. Zanim zamieniła się w horror, bowiem czteroletni brzdąc w pewnej chwili zsunął się z pneumatycznego fotelika i wpadł do zabójczej wody, która jeszcze chwilę wcześniej była synonimem nadmorskich harców. Świadkowie twierdzą, że pływająca zabawka z chłopczykiem została zepchnięta w głąb zatoki przez nagły poryw wiatru i pewnie prąd rzeczny.


O stopniu trudności w znalezieniu zaginionej osoby niech świadczy czas poszukiwań tego chłopca - kilkanaście godzin z udziałem pilotów helikoptera z kamerą termowizyjną, ratowników na specjalnych jednostkach ratowniczych oraz płetwonurków, zaś ciało znaleziono raptem kilkadziesiąt metrów od miejsca wpadnięcia do wody. Nie pora na podawanie kosztów całej akcji wobec tragedii rodziców tracących chłopczyka. Zbyt okrutna kara, jaka ich spotkała za niefrasobliwość, to osobny a filozoficzny temat.


A w jaki pewny, mało kłopotliwy oraz tani sposób można było uniknąć owej tragedii?
Należałoby opracować kompleksowe rozwiązanie dla ochrony życia dziecka lub osoby niepełnosprawnej.
1. Obiekty pływające (np. pneumatyczne pontony, materace, foteliki, zwierzaki, bananki) powinny być fabrycznie wyposażone w dwie linki. Dłuższa - do przycumowania obiektu do brzegu, np. do drzewa, ławki, pomostu itp. albo do kotwiczki (za kilkadziesiąt złotych można kupić parokilogramową kotwicę). Krótsza - do przywiązania osoby do
materaca.
2. Plażowi ratownicy powinni mieć obowiązek zwracania uwagi dorosłym osobom na właściwe zabezpieczenie dzieci w wodzie, zaś w razie ignorowania uwag powiadamialiby Policję, która karałaby finansowo krnąbrnych rodziców. Poza strzeżonymi plażami, w opisanych ryzykownych sytuacjach, sygnały do Policji powinny być przekazywane przez wrażliwych obywateli, zaś i sami funkcjonariusze powinni samoistnie pouczać nieodpowiedzialne osoby.
3. Jeśli obiekty pływające nie miałyby wspomnianych linek, to plażowi ratownicy wypożyczaliby je, a ponadto także kotwiczki i kapoki oraz koła ratunkowe.


Obywatele oraz funkcjonariusze podczas zagrożeń wobec zdrowia i życia zachowywują się dość dwuznacznie - jeśli zagrożenie jest "twarde" (krwawe - np. wypadki drogowe), to karami jesteśmy jakby chętniej obdzielani, jeśli jest "miękkie" (bezkrwawe - np. utonięcia), to często nikogo to nie interesuje. Gdyby młodzież grała w siatkówkę ponad torami uczęszczanego szlaku kolejowego albo w tenisa na nieogrodzonym dachu wysokiego budynku, to zaraz by ktoś zainteresował się tą niecodzienną, groteskową i groźną sytuacją, jednak pływanie dziecka na materacu zwykle nikogo nie interesuje. Mały kapoczek uratowałby malcowi życie, ale to większy wydatek, a przede wszystkim trzeba wpaść na ten pomysł i udać się do sklepu, a to już często niemal wyczyn. 

 

Jednak linka (choćby plastykowa do suszenia prania, najlepiej o jaskrawym kolorze ) za parę złotych uratowałaby malcowi życie. Gdyby dzieciak wpadł do wody, to znajdując bez trudu unoszący się ponton, na końcu linki byłoby owo dziecko, choćby i podtopione a nawet nieprzytomne. Parominutowe przebywanie pod wodą nie przekreśla uratowania potencjalnej ofiary, natomiast poszukiwanie żywego człowieka, który właśnie przepadł w otchłani akwenu to istny koszmar - z każdą sekundą maleje szansa na wyrwanie go ze szponów śmierci. A dłuższa linka nie pozwoliłaby na większe oddalenie się od brzegu.

 
Konieczność stosowania w autach pasów bezpieczeństwa miała wielu wrogów. Nawet wytwarzano swetry o wzorze pasa biegnącego poprzez odzienie, aby policjanta wprowadzić w błąd podczas analizowania zdjęcia (w ramach zwalczania kierowców ignorujących wymogi kodeksu drogowego). Także były głosy (niepozbawione pewnych racji) o niekonstytucyjności obowiązku stosowania pasów bezpieczeństwa.


Należy bezwzględnie egzekwować nakaz mocowania dwóch opisanych linek, jeśli nie ma innych zabezpieczeń, zwłaszcza w przypadku zabawy dziecka w akwenie.





+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 4

1. brak danych | 16:11 22-08-2007

Zły pomysł. W taką linkę łatwo się zaplątać i udusić.

2. Mirosław | 21:28 22-08-2007

1. Należałoby pod okiem kamer zrobić doświadczenie - 10 dzieci posadzić na materacykach, przy czym jedna piątka uwiązana do pontonika linka 1-metrową, a druga piątka swobodna, bez sznurków. Zbyt krótka, aby się zaplątać.

I na basenie wywalić towarzystwo (najbezpieczniej każde z osobna) i rejestrować kamerą przebieg wydarzeń. Okazałoby się, czy pomysł jest zły.

2. Można zapytać rodziców topielca co o tym sądzą - oczywiście za jakiś czas, a najlepiej rodziców, którzy parę lat temu stracili dziecko w podobnych okolicznościach.

3. Marcin | 14:52 24-08-2007

niestety ale jako wieloletni żeglarz nie zgodzę się z panem pomysł jest zły. Osoba lądująca w wodzie i nie spodziewająca się tego wykonuje serię ruchów w trakcie których może się zaplątać w te linę a już nie wspomnę że jak by coś pociągnęło ten pneumatyczną tratwę (przepływająca motorówka) to jesteśmy do niej przywiązani i to co mogło okazać się ratunkiem - przyniesie śmierć.Żeby zabezpieczyć dziecko na pontoniku należało założyć mu Indywidualny Środek Ratunkowy w postaci kapoka.generalnie nie można przywiązywać się do elementów pływających bo w wodzie zdolność ruchowa do uwolnienia się z tego przy jednoczesnym działaniem strasu może być zabójcza.p..sjeżeli damy krótką linkę to co jeżeli materac przykryje naszego topielca - bo wypadł nie po tej stronie co powinien? Sznurek gdzieś musi być zamocowany.

4. Mirosław | 12:49 25-08-2007

1. Pomysł jest zły, ale gdyby byłzastrosowany w tym przypadku, to malec miałby niemal 100%-ową szansę na przezycie.

2. Jeśl idziecko ma kilka latek (to pomijajac samodzielne pływanie oraz brak kapoka, który byłby lepszy), to linka 1-2 metrowa byłaby zbawienna.

3. Zdarzaja się wypadki, że pasy lub poduszki samochodwe zabijają. Ale więcej ratują.

4. Każde pływajace urzadzenie ma (lub powinno mieć) uszka do przewlekania linek. Jeśli jest to zabawka, to można zapleść dookoła (np. szyi krokodylowi).

5. czy jest wymóg stosowania kapoka? Jeśli tak, to policja i ratownicy ponosza winę za niezwracanie uwagi i i niekaranie rodziców. Częstsze mandaty uratowłyby wiele żyć (podobnie - gdyby Francuzi wlepiali mandaty na lewo i prawo za wjeżdżanie na trakt Napoleona kierowcom autobusów, to nie dosżłoby do tragedii).

6. Mój pomysł jest skierowany do rodziców, którzy chcą leżeć na plaży a ich dzieci chcą się bujac na materacu przy brzegu. Linka długa (10-20 m) utrzymywałaby materacyk niedaleko brzegu, a przywiązana byłaby do ławki, drzewka, pala albo do kotwiczki jachtowej. Jeśli plaża jest strzeżona to powinny być specjalne pale cumujące. I maja ci rodzice wybór - albo linka albo kapok albo nic i... tragedia gotowa. Zatem umówmy się - najlepszy jest kapok, ale linka to także pomysł lepszy niż nic. A kapok? Kto kupi kapok na 1-2 wyjścia na plażę rocznie? A jeśli ma 3 dzieci? To nawet nie kwestia ceny, ale przechowywania. I tak może się okazać, że zawsze kapok byłpod ręką, ale tego dnia nie znaleźli bo pies wywlókł, znaomi czekali z samochodem i trzeba było się spieszyć. Tragedie zdarzają się rzadko i jeśli popełniamy błąd.