iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

WIELE HAŁASU O NIC

16 05 2006 Justyna Kubiaczyk Artykuł był czytany 3958 razy

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

„Generacja nic, generacja nie, to nie może się udać, to się skończy źle”- tak śpiewał zespół Cool Kids of Death kilka lat temu. Stworzyli go w większości bezrobotni absolwenci kierunków humanistycznych, a ich debiutancka płyta była inteligentną próbą oceny kondycji pokolenia urodzonego w latach 70-tych i później. Tego samego zagadnienia dotyczył tekst jednego z muzyków grupy, Kuby Wandachowicza, opublikowany w „Gazecie Wyborczej” we wrześniu 2002 r., który stał się zaczątkiem szerszej dyskusji. Nakreślił w nim obraz współczesnych młodych ludzi, których łączy jedynie zbliżona data urodzin. Stanowią oni dość wybrakowany produkt wolności. Okazało się bowiem, iż całkowita swoboda w wyborze sposobu na życie, doborze wartości, nieograniczony dostęp do informacji i dóbr materialnych skutecznie ich zniewoliły. Nie było już o co walczyć, czemu się przeciwstawiać. Jedynym rozsądnym wyjściem wydawało się więc przystosowanie do nowej sytuacji i zaakceptowanie zasad plastikowej rzeczywistości. Oczywiście każdy robił to na własną rękę i dążył do maksymalizacji własnych zysków. W tym wypadku ceną okazał się całkowity marazm duchowy. Naturalnie niematerialny aspekt życia nadal pozostał. Przecież konsumuje się książki (z listy bestsellerów), muzykę (z czołowych miejsc list przebojów) oraz filmy (przeboje kasowe).Natomiast wszystko, co nie nadawało się do sprzedaży, zostało zakonserwowane. Zarówno dbałość o intelektualny rozwój (chyba że służy uatrakcyjnieniu CV lub samego siebie w oczach innych), bezproduktywna (to znaczy nie przynosząca pieniędzy) refleksja, jak i dążenie do pogodzenia życiowych aspiracji z koniecznością posiadania pracy. Teraz ta konserwa się przeterminowała, niestety nie śmierdzi, więc łatwo o niej zapomnieć. Pokolenie nic to pokolenie, którego nie ma. To zbiór autonomicznych jednostek, dla których istotą życia jest funkcjonowanie. Właśnie funkcjonowanie rozumiane jako niezakłócone działanie trybików, a nie życie, bo słowo to przywołuje, niewłaściwe dla tej grupy, skojarzenia z pewną głębią. Wandachowicz sfrustrowany oglądem rzeczywistości nie ma jednak żadnego pomysłu na to, jak ją zmienić. Zdaje sobie bowiem sprawę, że zadawaniem pytań o sens istnienia nie napełni żołądka. Nie zrobi też kariery nie będąc ambitnym, przebojowym, komunikatywnym, młodym i z doświadczeniem. Nikogo też nie interesuje czy on w ogóle chce robić karierę. Młody człowiek ma być , jak pisze muzyk, „zwierzęco doraźny”. Wolna Polska jest matką takich wyluzowanych, elastycznych, mentalnie rozleniwionych ludzi . Zdeterminowanych przez rynek, ale zazwyczaj o tym wcale nie myślących. Bo przecież nie każdemu płacą za myślenie.
Minęły niecałe trzy lata od tamtej publikacji. Nastał kwiecień 2005r. i stał się cud. Alleluja! Generacja nie okazała się być tylko wymysłem bezrobotnego absolwenta filozofii. Tak smutne wydarzenie, jakim była śmierć Jana Pawła II, doprowadziło bowiem do ujawnienia się pokolenia JP2. Dlaczego dotąd działało ono w ukryciu pozostaje tajemnicą. Ale socjologowie już zacierali ręce – oto nareszcie konkretny obiekt do obserwacji i badań. Wcześniej trudno było się zajmować tą bezkształtną masą, której elementy nie identyfikowały się z żadną większą całością. Młodzi ludzie również nie ukrywali swojej radości. Zdjęto z nich piętno bycia „niczym”, a zaczęto definiować jako głównych beneficjentów duchowej spuścizny Ojca Świętego. Chyba żadna inna grupa tak solidarnie jak oni nie wyszła na place i ulice miast. Chyba nie było w tych dniach nastolatka czy studenta, który nie otrzymałby sms-a z informacją o wspólnej godzinie odmawiania określonej modlitwy czy akcji zapalania świec w oknach. To z pewnością dało im poczucie przynależności do pewnej jedności. Jestem przekonana, że wielu, stojąc ze zniczami w tłumie rówieśników, odczuło łącząca z nimi więź. Niestety te niteczki okazały się być całkowicie wirtualnymi.
Właśnie minęła pierwsza rocznica śmierci naszego Papieża. W mediach ukazało się mnóstwo relacji ze związanych z nią uroczystości oraz wspomnień wydarzeń sprzed roku. Uderzająco często w wypowiedziach młodzieży powtarzał się żal powodowany obojętnością na nauczanie Ojca Świętego za jego życia. Może właśnie owa obojętność jest spoiwem łączącym to pokolenie? Jestem bowiem pewna, że po jego śmierci nikt nie będzie poświęcał czasu na nadrabianie zaległości w tym zakresie. Może nieznajomość jego słów ma charakteryzować przedstawicieli JP2? A może fakt, iż w chwili jego śmierci byli obiektywnie młodzi? Co z tego, że zbierali się razem? To, że śmierć Jana Pawła II wywarła na nich wrażenie świadczy jedynie o tym, że nie są pozbawieni uczuć. Że w grupie łatwiej było im poradzić sobie ze swoim bólem. Że takie zachowanie było w tamtej chwili odpowiednie. Może na kilka godzin oderwali się od swojej codzienności, ale po tej krótkiej chwili wrócili do niej w stanie niezmienionym i też bez zamiaru jej zmieniania. Nie odnotowano masowych nawróceń, ludzie nie stali się wcale lepsi, chociaż co bardziej naiwni wierzyli, że tak będzie. Czyżby pokolenie JP2 znowu zeszło do podziemia?
Uczestnikami wieców poparcia dla pomarańczowej rewolucji na Ukrainie też przede wszystkim byli młodzi – dlaczego ich nie starano się sprowadzić do wspólnego mianownika i ochrzcić mianem generacji obrońców demokracji czy jakimś bardziej nowoczesnym skrótem? Przecież idea była taka sama – jednoczenie się wobec pewnego medialnego wydarzenia. Zarówno zebrani w grudniu, jak i w kwietniu tak naprawdę swoją obecnością nie wyrażali konkretnych poglądów czy przekonań, oni w ten sposób reagowali na to, co widzieli w telewizji czy o czym czytali w gazecie. Tych, których określono pokoleniem JP2 nie łączy ani pełna czy chociażby częściowa akceptacja nauki Kościoła, ani próba realizacji nauk Papieża w swoim życiu. Łączy ich to, że przez kilka dni publicznie manifestowali swój smutek i poruszenie. Pokolenie JP2 nie istnieje. Jest niczym yeti, o którym wielu mówi, a nikt go nie widział.
Oczywiście pojawiły się również wypowiedzi tych, którzy we własnym przekonaniu należą do tego pokolenia . Nie chcę kwestionować prawdziwości ich słów czy weryfikować odczuć. Co więcej, jestem w stanie uwierzyć w szczerość tych deklaracji. Podejrzewam bowiem, że owo poczucie przynależności powstało na zasadzie samospełniającej się przepowiedni – bardzo rozpropagowane hasło JP2 sprawiło, że młodzi ludzie zaczęli się z nim identyfikować, a znakami rozpoznawczymi stał się ich wiek i obecność w masowych zgromadzeniach . Bo generacja nie to właśnie ludzie, którym czegoś brakuje. Śmierć Jana Pawła II być może sprawiła, iż niektóry zdali sobie sprawę z tej pustki, zrozumieli, że coś jest nie tak. Niestety był to tylko krótki przebłysk świadomości. A JP2 to tak naprawdę tylko i wyłącznie kosmetyczny, powierzchowny kamuflaż pokolenia nic.
Mam 23 lata. Rok temu też paliłam znicze. O młodych ludziach piszę w 3 osobie liczby mnogiej, bo nic mnie z nimi nie łączy. Nic oprócz daty urodzenia.





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Mariusz Ż, Sebastian Nanek, Robert Franckowski, Anna Poszepczyńska, Jacek Zaleski, Krzysztof Kudłacik

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Mariusz | 18:50 16-05-2006

Artykuł mądry, ale moim zdaniem nie dokończony. Nie wiem do czego dąży autorka. Z jednej strony pisze "...Wandachowicz sfrustrowany oglądem rzeczywistości nie ma jednak żadnego pomysłu na to, jak ją zmienić...", z drugiej strony sama też nic nie proponuje, jedynie zauważa. Może to dobry poczatek dyskusji... Pozdrawiam

2. Konrad | 13:22 20-06-2006

Dobre spostrzeżenie! Chęć nadawania etykietek przez różnych objawionych myślicieli/intelektualistów, socjologów, dziennikarzy została tu zauważona. Te żałosne osoby - nie mając innych sukcesów zawodowych - rozpaczliwie rzucają się na szansę wymyślenia nowej etykietki i zaistnienia w ten sposób w swoim środowisku. Przypomina mi to równie żałosne wymyślanie mody typu: metroseksualizm, technoseksualizm - co to w ogóle za obrzydliwe słowa, brrr...

3. Robert | 16:07 23-06-2006

Fajny tekst, nie pisany na kolanach...