Styl Życia / Inne
Wolno
Artykuł był czytany 4428 razy...powoli bardzo...
powoli przyzwyczajam się
do zbędności i nieprzystosowania własnego życia do swoich potrzeb, wyolbrzymionych (podobno), do granic absurdu i elementarnej przyzwoitości stosunków międzyludzkich.
powoli oswajam się
z brakiem samowoli umysłu i samokontroli zmysłów i samoswojej nadziei na lepszej wczoraj, niż dziś.
oswajam się z ubytkiem chronicznym, w świadomej percepcji własnego istnienia i funkcjonowania w szerszym kontekście (głównie społecznym aczkolwiek nie tylko).
powoli akceptuję
rozmywanie (czy rozpuszczanie) wśród wypranych do czysta z jakiegokolwiek znaczenia i sensu, problemów wczoraj i dziś.
akceptuje zamartwianie się bytem i niebytem nie-do-końca-określonym,
przeżywaniem Tego, co powinno być!
(zawsze przecież było, a nadzieja równoznaczna z pewnością pozwalała zakładać, że zawsze będzie),
a w chwili obecnej odchodzi ode mnie - wychodzi drzwiami i oknami, pcha się ode mnie jak najdalej
powoli dochodzę do siebie
po stracie części integralnej i permanentnie niezbędnej do przeżywania i przeistnienia,
swojego życia w niezatartej i niezbywalnej potrzebie bycia i tworzenia i kreowania
każdego dnia – autonomicznie na nowo - od początku do zakończenia;
lepszego lub nie, gorszego.
powoli staram się,
znów Sobą stać się…
zatwierdzić zaakceptować zaafirmować.
zapanować nad tym życiem w cumullusie inności i odrębności
od mego postrzegania jak każdego dnia innego
tak samo.
powoli i na nowo …
(znów)
staję się.
do zbędności i nieprzystosowania własnego życia do swoich potrzeb, wyolbrzymionych (podobno), do granic absurdu i elementarnej przyzwoitości stosunków międzyludzkich.
powoli oswajam się
z brakiem samowoli umysłu i samokontroli zmysłów i samoswojej nadziei na lepszej wczoraj, niż dziś.
oswajam się z ubytkiem chronicznym, w świadomej percepcji własnego istnienia i funkcjonowania w szerszym kontekście (głównie społecznym aczkolwiek nie tylko).
powoli akceptuję
rozmywanie (czy rozpuszczanie) wśród wypranych do czysta z jakiegokolwiek znaczenia i sensu, problemów wczoraj i dziś.
akceptuje zamartwianie się bytem i niebytem nie-do-końca-określonym,
przeżywaniem Tego, co powinno być!
(zawsze przecież było, a nadzieja równoznaczna z pewnością pozwalała zakładać, że zawsze będzie),
a w chwili obecnej odchodzi ode mnie - wychodzi drzwiami i oknami, pcha się ode mnie jak najdalej
powoli dochodzę do siebie
po stracie części integralnej i permanentnie niezbędnej do przeżywania i przeistnienia,
swojego życia w niezatartej i niezbywalnej potrzebie bycia i tworzenia i kreowania
każdego dnia – autonomicznie na nowo - od początku do zakończenia;
lepszego lub nie, gorszego.
powoli staram się,
znów Sobą stać się…
zatwierdzić zaakceptować zaafirmować.
zapanować nad tym życiem w cumullusie inności i odrębności
od mego postrzegania jak każdego dnia innego
tak samo.
powoli i na nowo …
(znów)
staję się.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Ciekawe, poruszające...
Lubię taki styl. Bez konkretnej formy, bogaty w metafory. Opis Twojego wewnętrznego świata...niby nic nie znaczącego dla mnie, ale...kupuję to.














