Styl Życia / Inne
Wolnoć Tomku w swoim domku
Artykuł był czytany 2382 razyUroki sąsiedztwa.
Największą wadą mieszkania w bloku jest uciążliwe sąsiedztwo. Wścibscy lokatorzy zatruwają nam każdego dnia życie. Najgorsi są ci mieszkający nad nami, zwłaszcza gdy mają małe dziecko, które przez cały boży dzień biega z pokoju do pokoju. Nie można się skupić ani przeczytać w spokoju gazety. Dogadanie się z takimi sąsiadami graniczy z cudem. Można się od nich dowiedzieć ciekawych rzeczy, np. tego, że niedopałki spadają z nieba, bo nie potrafią się przyznać do tego, że pety znalazły się na naszym balkonie z ich winy.
Jeśli nie mamy zamontowanego prysznica, a w naszej łazience jest jedynie wanna to pewnego dnia może się okazać, że prysznic jest nam nie potrzebny, bo z sufitu obficie cieknie woda. Dobrzy sąsiedzi nie poczuwają się do odpowiedzialności za ten „drobny incydent”.
Pani X z parteru wie o nas wszystko lepiej niż my sami. Często można ją zobaczyć za firanką okna, w którym całymi dniami przesiaduje. Jeśli pewnego dnia przez przypadek jej nie zauważymy, możemy się liczyć z obmową i obrazą. Nie zdziwmy się więc, jeśli od tego dnia połowa mieszkańców naszego osiedla będzie na nas spoglądała spode łba.
Awanturujący się sąsiedzi z pierwszego piętra wcale nie uprzyjemniają nam życia w i tak nieciekawych warunkach. Kłótnie o trzeciej w nocy nie należą do rzadkości.
Skwery i chodniki przed naszymi blokami zanieczyszczone przez ukochanych pupili mieszkańców bloku potrafią do reszty obrzydzić nam wszelkie spacery i obcowanie z naturą. Spiesząc się rano do pracy bądź do szkoły, możemy odkryć niemiłą niespodziankę na podeszwie naszego buta, którą trudno usunąć.
Po przeżyciu 22 lat na moim jakże uroczym osiedlu do głowy przychodzi mi tylko jedno stwierdzenie – „Jak ty komu, tak on tobie”. Tylko jak tu czynić sąsiadom to, co oni czynią nam, kiedy straszą nas sądem, administracją bądź pięścią?
Jeśli nie mamy zamontowanego prysznica, a w naszej łazience jest jedynie wanna to pewnego dnia może się okazać, że prysznic jest nam nie potrzebny, bo z sufitu obficie cieknie woda. Dobrzy sąsiedzi nie poczuwają się do odpowiedzialności za ten „drobny incydent”.
Pani X z parteru wie o nas wszystko lepiej niż my sami. Często można ją zobaczyć za firanką okna, w którym całymi dniami przesiaduje. Jeśli pewnego dnia przez przypadek jej nie zauważymy, możemy się liczyć z obmową i obrazą. Nie zdziwmy się więc, jeśli od tego dnia połowa mieszkańców naszego osiedla będzie na nas spoglądała spode łba.
Awanturujący się sąsiedzi z pierwszego piętra wcale nie uprzyjemniają nam życia w i tak nieciekawych warunkach. Kłótnie o trzeciej w nocy nie należą do rzadkości.
Skwery i chodniki przed naszymi blokami zanieczyszczone przez ukochanych pupili mieszkańców bloku potrafią do reszty obrzydzić nam wszelkie spacery i obcowanie z naturą. Spiesząc się rano do pracy bądź do szkoły, możemy odkryć niemiłą niespodziankę na podeszwie naszego buta, którą trudno usunąć.
Po przeżyciu 22 lat na moim jakże uroczym osiedlu do głowy przychodzi mi tylko jedno stwierdzenie – „Jak ty komu, tak on tobie”. Tylko jak tu czynić sąsiadom to, co oni czynią nam, kiedy straszą nas sądem, administracją bądź pięścią?














