Zapomniane miasta
Artykuł był czytany 2644 razyTakich miejscowości w Polsce są tysiące. Oddalone od aglomeracji miejskich żyją własnym życiem. To życie, to sztuka przetrwania.
Popatrz. W samym centrum miasta, na betonowych schodkach wiodących do monopolowego leży kompletnie pijany facet. Bez koszuli. Ludzie, którzy go mijają pozwalają sobie jedynie na drwiące uśmiechy. Niektórzy delikwenta po prostu ignorują. I tylko tyle. Żadnego zgorszenia, żadnego oburzenia, nawet na twarzach starszych pań. Ludzie uważają to za normalne. Mało tego, oni tego pijanego człowieka rozumieją.
Zapraszam Cię teraz na ulicę Akacjową. Stoją tu dwie zrujnowane kamienice. Tutaj ludzie żyją w małych, dwupokojowych mieszkaniach. Całymi rodzinami. Łazienka jest na korytarzu, korzysta z niej 30 osób. Znam troje młodych ludzi, którzy tu mieszkają. Mają po 27 lat. Żaden z nich nie ma matury. Pracują na budowach, w kwiaciarniach. Wszyscy na czarno. Nie mają nic, bo całe pieniądze przepijają w barach, na imprezach. Chcą się bawić, oderwać od monotonii życia, od tej beznadziejnej rzeczywistości, gdzie brak perspektyw.
Rozejrzyj się wokół siebie. W soboty ludzie ciągną do najtańszych sklepów, które sprzedają rzeczy niezbędne do normalnego życia. Ale czy wiesz, jak trudno kupić tu zwykły płyn do soczewek? Zadajesz sobie pytanie, czy to możliwe, aby w XXI wieku ludzie byli skazani tylko i wyłącznie na okulary?
W niedzielę kościół jest pełen wiernych. Ludzie tutaj są bardzo wierzący, wiara jest dla nich rzeczą nadrzędną. Piękna cecha. Dlaczego więc proboszcz nie umie tego docenić, dlaczego, gdy region zaatakuje susza, obwinia za to swych parafian sugerując, że za mało się modlą, za mało rzucają na tacę? Dlaczego w tym kościele na szacunek zasługują tylko ci, którzy mają pełne portfele? Ksiądz co niedziela z ambony wyczytuje imiona, nazwiska i dokładne adresy najbardziej szczodrych darczyńców. Wyczytuje głośno i wyraźnie.
Stoisz wśród innych parafian przed kościołem, patrzysz w niebo, tam gdzie podobno mieszka Wszechmogący i zastanawiasz się, po co ci ta wiedza...
Tutaj żyje się wolniej. Rozrywek jest mało. Kiedyś było kino, ale zamknęli. Pozostały bary. Jest ich pięć. Największym powodzeniem cieszy się ten w CPN-ie. Lokal zawsze jest pełen, nieważne, czy są wakacje, czy święta. Na alkohol popyt jest olbrzymi. Czasami wpadnie jakiś kierowca, zniecierpliwiony będzie próbował dopchać się do baru, będzie szukał wolnego miejsca. W końcu się podda, zrezygnuje i wyjdzie. Oblężone jest każde miejsce, gdzie można się napić. To niemalże reguła. Dlatego nocne życie kwitnie także w parkach, na schodkach sklepów całodobowych oraz pod dachami domów. To alternatywa dla tych mniej zamożnych.
Spójrz. Raz na kwartał rozgrywa się tu mecz. Mecz V, może IV ligi. Pod stadionem stoi wtedy masa samochodów, masz wrażenie, że zjechało całe miasto. Wszystkie trybuny zajęte. Tu nie jest się kibicem z miłości do sportu. Tu jest się kibicem, bo nic innego nie pozostaje.
Czasami, dwa razy do roku, w mieście ktoś zorganizuje festyn. Byłam raz na takim festynie, widziałam, co się tam dzieje. Na scenie produkuje się jakaś marna gwiazda, której blask przygasł już jakieś 10 lat temu. Pod sceną stoi kilka ospałych osób. Nieco dalej kołyszą się sennie małżeństwa z małymi dziećmi na rękach i w wózkach. Do tego małe stoisko z balonikami z helem. I budki z piwem. Budki z piwem aż po horyzont. Przy każdej tłok, w kolejce stoi się 20 minut. A gdzie konkursy dla dzieci? Gdzie plac zabaw? Gdzie popisane kolorową kredą płyty chodnikowe? Przecież to miał być festyn rodzinny.
Proszę, nie dziw się, że ludzie stąd uciekają. Ci młodzi po maturze wybierają Białystok, Olsztyn, Gdańsk lub Warszawę. Słyszałam też o Wrocławiu. Ci starsi lecą za Ocean. Nie spotkasz tu takiej rodziny, która nie miałaby nikogo w USA. Takich rodzin po prostu nie ma w tym mieście.
A teraz popatrz na to wszystko oczyma żyjących tu ludzi. Zobaczysz brak perspektyw, gigantyczne bezrobocie, odczujesz strach młodych, ich zniechęcenie. Będziesz czuł się gorszy od tych, którzy mają to szczęście mieszkać w wielkim mieście. Widzisz teraz, jakie to smutne, jakie niesprawiedliwe. Widzisz teraz, że to nie ludzie są winni, że to zawiódł system, państwo, klapki na oczach polityków.
A przecież każdy ma prawo żyć tak, jak chce.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
temat dobry ic iekawy ale jakos styl mnie nie poruszyl. Moze za gleboka woda jak na poczatek...
Temat bardzo dobry, sam jestem uciekinierem z takiej miejscowości. Co do stylu, to wydaje mi się, że jest adekwatny do tematu. Króluje "patologia normalności", to fakt, dlatego ludzie nie reagują już na takie widoki, jak ten facet leżący przed sklepem.
Styl mną nie wstrząsnął, ale artykuł ciekawy. Mieszkam na peryferiach prowincjonalnego miasta i atmosfera jest podobna. Jedyny czas, gdy na ulicy można zobaczyć jakichkolwiek ludzi, to niedziela pół godziny przed mszą... chętnie stamtąd uciekam i... równie chętnie wracam, bo tam jest mój dom.














