Zapraszamy do reklamy, a za chwilę żałoba
Artykuł był czytany 2009 razyŻycie było kiedyś o wiele prostsze, głównie dlatego, że jeszcze 30 lat temu nikomu nie śniło się o Internecie, a mass-media były mrzonką tak odległą, jak dziś podróże poza układ słoneczny. I wtedy ludzie byli chyba zdrowsi psychicznie.
To samo było po zamachach na WTC, atakach w Londynie, Madrycie, zawaleniu się hali w Katowicach, eksplozji w kopalni Halemba i w paru innych przypadkach. Ciągle te filmiki, wywiady, wszędobylska czerń wraz z Internetem w skali szarości. Mogę zrozumieć fakt, że ogłasza się żałobę narodową po śmierci wybitnej osobistości (np. swego czasu Józefa Piłsudskiego, czy też Jana Pawła II), która dokonała czegoś wielkiego w kraju, w którym żyła. Nie mogę jednak zrozumieć faktu ogłaszania żałoby narodowej dla górników, o których większość z nas nigdy nie słyszała, dla paru gołębi i ich właścicieli po zawaleniu się budynku, który w dodatku był wadliwie zbudowany, byle taniej i byle szybciej (w tym przypadku powinni raczej publicznie ściąć ludzi za to odpowiedzialnych). Przy okazji jakiejś „tragedii” każdy obywatel IV Rzeczpospolitej Polskiej obowiązkowo weźmie do ręki chusteczkę, siądzie z colą i popcornem przed odbiornikiem, obejrzy film, a w przerwie na reklamy sobie po cichu popłacze, oglądając migawki z wypadku spod Grenoble. Przecież to zakrawa na nieprawdopodobną hipokryzję. A sprowadza się tylko do zarabiania grubej kasy przez dziennikarzy, kamerzystów, realizatorów, dźwiękowców, grafików i prezesów, bo nie wierzę, że któremuś z nich naprawdę jest żal i odstawiają całą tę szopkę tak z dobrego serca, a jeszcze bardziej powątpiewam w to, że owe uczucia występują u któregoś z widzów… No chyba, że sam kogoś stracił w podobnej katastrofie drogowej lub budowlanej. Sportem narodowym niedługo staną się wyścigi ekip stacji Polsatu, TVNu i TVP, polegające na tym, która pierwsza dostanie się na miejsce jakiegoś wypadku i przerobi się na czarno. Odnoszę wrażenie, że wiadomości telewizyjne zatraciły już charakter informacyjny, na rzecz sensacyjnego. Za każdym razem, gdy się coś wydarzy, mamy zapewnione bicie piany na następny miesiąc, a i tak za następne pół roku przypomną nam o tym, powołując się na wieści o powstaniu kolejnej komisji śledczej do spraw komisji śledczej.
W moim mieście doszło kiedyś do najgłośniejszej i jednocześnie największej rewolty pseudokibiców na stadionie piłkarskim. Przerwano mecz, normalni ludzie zaczęli zwiewać we wszystkie strony, ratując się przed całą tą chołotą w szalikach (nie mylić z prawdziwymi szalikowcami) i policją (wcale nie żartuję), a właściwie to przed gumowymi kulami, których używali policjanci, strzelając do wszystkich na oślep. Na szczęście obyło się bez większych strat, poza paroma wyrwanymi barierkami i płytami chodnikowymi, no i może poza jednym chłopczykiem, który akurat dość czynnie przysługując się swojej łysej braci, oberwał wprost w lewe oko (a może to było prawe?), lądując tym samym na oddziale intensywnej terapii. Jak zwykle w takich sytuacjach, w przeciągu kilkunastu minut na tym samym oddziale pojawiły się lokalne hieny (tj. telewizja), które postanowiły przeprowadzić wywiad z matką „poszkodowanego”. Prawdę mówiąc, wyglądało to bardziej na monolog dziennikarki, która bez przerwy powtarzała jak mantrę następująca frazę: „O tak, jest pani źle, czuje się pani smutna, bardzo smutna, wręcz zrozpaczona…” i tak dalej, i tak dalej. Jednak najlepszy był moment, w którym poprosili ją o nagranie jakiegoś, jak oni to nazwali, „wstępu”. Wyszli z sali, ustawili sprzęt na korytarzu i zawołali tę biedną kobietę. Gdy stanęła w drzwiach, pani redaktor zawołała oburzona, że powinna była się rozpłakać, albo przynajmniej ocierać łzy chusteczką, raz po raz chowając twarz w dłoniach. I wiecie co ta kobieta zrobiła? Wybuchnęła płaczem. Od tak sobie zaczęła szlochać. Przyszli, wykorzystali moment i Bogu ducha winną matkę (która pewnie uważała, że robi to dla dobra ogółu, albo coś w ten deseń), przy okazji zarabiając trochę szmalu.
Najbardziej niepokoi mnie jednak to, że społeczeństwo to wszystko kupi. Gdy pokażą smutne obrazki, opowiedzą swoje historyjki o tragedii, złości, rozpaczy, smutku i stracie najbliższych, widzowie będą płakać i kiwać głowami, mówiąc „Tak, to była straszna tragedia, jak można było do tego dopuścić?”. Obecna mentalnośc statystycznego Kowalskiego, który w domu ma swój statystyczny telewizorek zakłada, że skoro pokazano coś w TV, to na bank musi to być prawda, a opinie ekspertów są jedynymi, jakie można przyjąć do wiadomości. Przez co nie musi on ani myśleć, a tym bardziej interpretować tego, co zobaczył, a już na pewno rozum zastąpi mu wielki, 40. calowy telewizor LCD marki „Life’s Gone” – zbieżność nazw jest zupełnie przypadkowa.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 6
Codziennie ginie u nas na drogach ok. 15 a nie 25 osób. I drugie 15 popelnia codziennie samobójstwa.
Jednak inaczej odbiera się katastrofę samolotu (np. 200 osób), autobusu (np. 30 osób) a inaczej wypadek typu "motocyklista zginął pod tirem". Owszem, dla poszczególnych rodzin to pewnie nie ma znaczenia, ale dla społczesntaw ma , choćby symboliczny.
Podobnie - jeśli 1-2 naszych żołnierzy zginie w Iraku to inaczej to odbieramy, jeśli w Polsce zginie policjant lub żołnierz w wyniku samobójstwa, inaczej jeśli pijany kierowca sam się zabije na drzewie.
Inaczej przeżywamy skok samob. z wieżowca podczas pożaru a inaczej wjechanie pod pociąg auta, bo kierowca nie upewnił się, czy pociąg jedzie.
A do tego czesto dolaczona jakas szopka politykow, jak to bardzo zaluja tej tragedii. Coz takiego sie stalo, ze musieli tam pojechac i prezydent i premier i do tego pomoc finansowa z jak na moj gust niebotycznymi sumami.., a wszystko pod publiczke i tylko dlatego, ze sprawa stala sie glosna i jak statystyczny Kowalski, ktoremu najpierw zrobilo sie smutno zobaczy, ze mu rzad w razie tragedii pomoze to od razu mu lepiej.., juz to widze.. A kto za to placi, za ta klujaca w oczy propagande? oczywiscie my, podatnicy.
Generalnie sie zgadzam, ale piszesz sprecznosci wiec chyba nie do konca to przemyslales (nie bedzie plusa):
" jeszcze bardziej powątpiewam w to, że owe uczucia występują u któregoś z widzów…"
"Najbardziej niepokoi mnie jednak to, że społeczeństwo to wszystko kupi. Gdy pokażą smutne obrazki, opowiedzą swoje historyjki o tragedii, złości, rozpaczy, smutku i stracie najbliższych, widzowie będą płakać i kiwać głowami, mówiąc „Tak, to była straszna tragedia, jak można było do tego dopuścić?”. Obecna mentalnośc statystycznego Kowalskiego, który w domu ma swój statystyczny telewizorek zakłada, że skoro pokazano coś w TV, to na bank musi to być prawda, a opinie ekspertów są jedynymi, jakie można przyjąć do wiadomości."
hmm...
zgadzam się z faktem, że media nie jednokrotnie przesadzają w częstotliwości mówienia o jednym wypadku, ale nie mogą przesadzać i koloryzować za bardzo tego co przekazują bo są to jednak fakty: był wypadek, była krew i były ofiary śmiertelne więc to przekazują i już.. myślę ze społeczeństwo chce wiedzieć co sie dzieje na świecie, zwłaszcza jeśli chodzi o losy Polaków, a nie żyć w nieświadomości.














