Styl Życia / Inne
Zmiany. Jak odstawić niemal półtoraroczne dziecko od piersi?
Artykuł był czytany 7754 razy
O tym jak trudno przeciąć pępowinę. Dla matek karmiących. Wyłącznie! Proszę posłuchać i nie skarżyć, że nie ostrzegałam.
Jak odstawić niemal półtoraroczne dziecko od piersi?
Jak przekonać malca, że mleko z butelki jest OK? Jak poprosić by przestał budzić się w nocy? Jak to zrobić, kiedy wcześniejsze próby podania butelki kończyły się fiaskiem, a w zamian za odmowę piersi w nocy, jeszcze kilka miesięcy temu, mieliśmy koncert Wrzeszczącego Faceta, całą noc i w dodatku za darmo.
Długo w sobie nosiłam chęć i niechęć do zrezygnowania z naturalnego karmienia, bo
- Jaś ma już 15 miesięcy, duży jest to sobie chłopak bez cycka poradzi;
- w nocy karmi się 4 do 5 razy a i w dzień 2 do 4;
- mam podkrążone oczy od ponad roku, ani razu nie przespałam całej nocy;
Ale też NIE, bo:
- Jaś ma skazę białkową i wszelkim preparatom mlekozastępczym mówi NIE (uwielbiam tę nazwę za obrzydliwość, która w niej siedzi, a która cudnie odzwierciedla paskudność tego produktu paszopodobnego);
- Pomimo trudności tzn. niewyspanie, uwiązanie i pomordowane cycki, lubię moment kiedy spragniony bliskości Jaś, z lubością przysysa się do piersi.
Jak to, na Boga, zrobić?!
Skrajne wyczerpanie ostatnich dni decyduje, że chcemy wdrożyć plan w życie. Ale jaki plan? Przecież żadnego nie mamy. Jak to ma wyglądać? Od razu, na głęboką wodę wrzucić maluszka – całą dobę bez cucusia i radź sobie chłopie, jak umiesz? Czy też etapami, krok po kroku, a raczej kropla po kropli, odmawiać synkowi matczynego mleka? Okrucieństwo obu planów jest zbyt duże, myślę. I nie myślę już wcale, co będzie to będzie.
DZIEŃ PIERWSZY. Niedziela.
Wracamy z kilkudniowych wakacji na Żuławach. Trochę umocniona pięknym wnętrzem domu, w którym mieszkaliśmy, paroma muszelkami w kieszeni i wspomnieniem wiatru, który targał Jaśka kaptur na plaży. Dziś Akcja STOP CYCKOM. Nie przemyślana zupełnie. Jedno wiemy na pewno: dosyć nocnego wstawania, dosyć, dosyć, choćby nie wiem co!!! O!!! I koniec i basta. The end. Finito.
Wieczorem, karmię przed snem małego ssaka. Ssak ssie zadowolony, nieświadom brutalu dzisiejszej nocy. Bo w nocy, postanowiłam, ANI mililitra. Niczego. Może wody, myślę, rozbita nad ssakiem.
PO NOCY PIERWSZEJ czyli DZIEŃ DRUGI. Poniedziałek.
Jak to się stało, jak udało? Ani grama łez. Jasiek piskał w nocy, tylko, zaledwie. Smoczek z pieluszką tetrową zdały egzamin na medal. Od 4rtej Jaś nie spał z półtorej godziny. Rano obudziliśmy się o 9tej (!). W nagrodę za dzielność Jaś dostał cycusia. Ssał z czułością niemal. Wynik zadowalający ponad miarę: z 4 do 5 karmień nocnych udało się osiągnąć ZERO. ZERO, czy to nie pięknie brzmi? Trochę piasku pod oczami, pamięć wstawania do postękującego syneczka i tulenia go do snu ale taką daninę za wolność cycków mogę płacić.
W dzień Jaś próbował dostać się do mlekopoju dwa razy i ja te dwa razy odmówiłam. Spojrzał na mnie kocimi oczyma ze ‘Shreka’ i położył rękę na piersi. ‘W cycusiu nie ma mleka, synku, już nie ma.’ Odszedł niepocieszony.
Post factum.
Nie miałam pojęcia, że ranne karmienie było ostatnim karmieniem piersią. Gdybym mogła przewinąć te chwile, klatka po klatce, wrzuciłabym kilka z celebrowaniem karmienia, udawałabym madonnę z aureolą nad głową. Do końca świata będę miała przed oczami ssącego pierś synka, w błogostanie totalnym, w poczuciu bezpieczeństwa, bezkresnego i constans, a w sobie wspomnienie krystalicznie czystego spokoju.
Wieczór dnia drugiego.
Po kąpieli i koszmarze mycia włosów, zapłakanego Jaśka udało mi się rozweselić a nawet mocno rozbawić głupimi minami i debilowatymi odgłosami udawanego dławienia się. Wydurniam się pierwszorzędnie, zakładając mu piżamkę a w głowie myśl o karmieniu z butelki sieje zamęt: ‘Nie, na pewno nie ruszy, za skarby. Nigdy.’ TE zostaje na chwilę ze znów rozbeczanym Jaśkiem (Cycuś poszedł! Odszedł i zostawił mnie z człowiekiem bez cycka!) a ja w try miga lecę odciągać pokarm. Za chwilę jestem z nim, uzbrojona w butelkę, biorę malca na ręce a ten, ruchem zawodowca, wypluwa smoczek, otwiera dzióbek i czeka na pierś. A tu nagle, z rozpędu wpada mu w usta smok z butlą! Jednozgłoskowy okrzyk zawodu, że matka tak go wycyckała, dosłownie przecież, ale krótki bo jednak kropelka mleka, która sprytnie przykleiła się do Jasiowych warg, okazała się w smaku znajoma a smok, co prawda silikonowy, w kształcie do sutka podobny. Pije z zadowoleniem, patrzy zimnym wzrokiem w moje oczy. Ze 100 ml zostawia jakieś 20 i wykrada się z moich objęć na łóżko. Przewraca się ze 3 razy i zasypia snem kamiennym. YES, YES, YES!
DZIEŃ TRZECI. WTOREK.
Noc minęła podobnie jak pierwsza. Jaś wybudził się kilka razy z marudzeniem pod nosem. Spaliśmy do po 7mej. Trochę spanikowana, pobiegłam odciągać mleko, Jaś harcował na łóżku. Kiedy zbliżałam się z butelką, pomruczał na nią z daleka, po czym chwycił i opróżnił do dna. He! I tym samym mamy dobę bez cycusia!
Wieczorem, po udanej tym razem kąpieli, Jasiek zasiada do butli pełnej 180ml mlekiem matki (o!o! tak dużo się we mnie mieści?!) Chwila na udawane, wydaje się, marudzenie, po czym smok ląduje w czeluściach Jasiowych ust. Ten zasysa go gwałtownie. Po mleku zostaje wspomnienie na ściankach butli i gardłowe odbijanie się po degustacji. Mleko trochę Jasia regeneruje co świetnie obrazuje dziki i niestety półgodzinny taniec na łóżku. W chwilach osłabienia sennego, zdaje się, wkładam go do łóżeczka a ten zbój wstaje rychło na nogi, odganiając rozsiadły na powiekach sen i wyciąga rączki do matki: ‘z mamą chcę być, z mamą!’. Mięknę na takie gesty bo przecież wina siedzi we mnie pt. zabrałaś mu cycka!
Zasypia udręczony tymi rozstaniami i powrotami a ja znękana idę do Te, który beze mnie ucztuje czas wolny od dziecinnych okrzyków i rozkazów.
DZIEŃ CZWARTY. Środa.
Ufff.... noc przepełza jak i poprzednia. No to chyba już po wielkim kryzysie, który mógł nastąpić ale go nie ma. A jak długo pozostanie nam głaskanie i utulanie, chciałabym kogoś mądrego zapytać, ale kogo?
UWAGA! Wielka próba. Ranek, dzień czwarty.
Z poważną miną, po 6-stej rano, drepcę do kuchni z zamiarem przygotowania mikstury, a fe! Z każdym krokiem zmieniam zdanie: ‘Dodam paszy. Nie, nie dodam. Mleko się zmarnuje, nie wypije. To niech się zmarnuje, czas próby trwa. Dodam.’ Mleko naturalne w ilości 90 ml już w butelce. Nie myślę o tym co robię, bo ze zbrodnią kojarzy mi się cała ta operacja. Niby machinalnie, gotuję wodę, odmierzam 30 ml, wsypuję paszę, mieszam i dodaję do porcji już odciągniętego mleka. Wącham. Jest źle. Oj, źle. Szybko pocieszam się, że nie aż TAK źle. Idę do sypialni szybkim krokiem, gdzie Te próbuje utulić miauczącego Jasia o bliskość matki. Idę szybko, żeby się nie rozmyślić, nie wylać, nie zwariować. Jaś odstawia ten sam cyrk co zawsze, 2 zgłoski protestu i... pije. Pije i patrzy na mnie, leniwie mrugając oczami. Kiedy poziom mleka dosięga zera, Jaś wyciąga smoka z ust, patrzy z niedowierzaniem na pusty brzuch butelki i... płacze! A ja cieszę się jak wariat: Wypił! Wypił! Wypił!
Resume.
Od czasu zastopowania nocnych karmień, Jesień zdublował swój apetyt na dorosłe jedzenie. Wcina ilości niepojęte! Pakuje do ust duże porcje jajecznicy, chleba, ogórków, jabłek, ryżu, zupy po zupie, i ciastka po tych zupach i jeszcze pije i sok i wodę i herbatę i nawet kawy mu się zachciewa.
Trudno uwierzyć, że moje piersi, skąd innąd, niewielkich rozmiarów, produkują płyn tak energetyczny. Kiedy jeszcze raz usłyszę, że pokarm matki po roku jest bezwartościowy, to każę temu komuś spróbować! Bezwartościowe to są parówki, o!
I jeszcze jedno. Tęsknię za karmieniem. Jak za kimś ukochanym, kto nagle pokazał figę i odszedł. Ściska mnie w brzuchu wspomnienie Jasiowych ust pijących mleko, jego oczy, ufność i bliskość. No, ryczeć się chce. Kiedy wybudził się z płaczem z popołudniowej drzemki, płakał jeszcze bardziej kiedy zrozumiał, że go tylko przytulam do piersi, że już jej nie dostanie. Płakać mi się chciało razem z nim. Ee.
Wieczór.
Jako że dziś mamy świętować 3cią rocznicę naszego małżeństwa, w sukurs przychodzi niania. Jasia kąpiemy razem, wygłupiamy się we czwórkę, że niby wszystko jest jak zwykle, że mama i tata wcale nie wychodzą i nie zostawiają maluszka pod opieką różnie_lubianej_niani.
W piżamce, po wypiciu całej butli, Jasio zostaje w sypialni z ‘ciocią’. Wychodzimy szybko, żeby nie słyszeć wołań o pomoc. Wracam o 23ciej, cisza wita mnie na schodach, w mieszkaniu, w pokoju: śpi! Zasnął 20 minut po naszym wyjściu i tak do tej pory suśli. Uśmiech zakwita we mnie. Czy może być lepiej?
Po dniach 5ciu.
Może być lepiej ale może też i być gorzej. Postanowiłam wyjechać do dziadków bo tam woda, drzewa i trawa po pas i piaskownica i koty i inne głupoty. Jasio wypijał wieczorem i rano butelkę paszy z dodatkiem naturalnego pokarmu. Zasypiał... godzinami i na kilka godzin w nocy się budził. Och! Boh! Ciężko było nam przetrwać nocny bezsen, oboje leżeliśmy na łóżku, wierciliśmy się i wywiercaliśmy jeszcze większe niewygody na wykolejonej kanapie. Nie wiem czy to efekt przyrodniczy tak zadziałał na Jasia czy może coraz to większa tęskność do piersi nie pozwalała mu spać. I tu, UWAGA: dwa razy się złamałam. Na pół całkowicie. I to moje rozbite 2godzinną męką ciało w porozumieniu z rozumem, nierozumnie dało dziecku pierś. Wyję na wspomnienie Jaśka ssącego pierś! Pewna jestem jakiejś nabożności tego momentu, on łykał łzy, ja mu dzielnie wtórowałam. Macierzyństwo to czas zupełnie skrajnych emocji i z pewnością kuźnia wszystkich jakie tylko można spotkać na całym globie. Miłość pęka w szwach bo więcej udźwignąć nie może, tryska na wszystkie strony, przedojrzała i ciężka.
PO WSZYSTKIM.
Dziś mija 2,5 tygodnia. Jasiu właśnie drzemie po bitwie o koparkę w piaskownicy.
Odstawienie od piersi i zmiana na sztuczne mleko to przede wszystkim góra nie do zdobycia w umyśle matki a nie jej dziecka, odkryłam. Ono zapomniało, porzuciło na rzecz butelki, po brzegi wypełnionej już tylko paszą. Jest szczęśliwe bo nadal je przytulam, całuję i zmieniam pieluchy, których zawartość razem idziemy ceremonialnie wrzucić do toalety. Jaś rośnie jakoś szybciej bo apetyt mu poSTOkrotniał, weselszy jest bo śpi całą noc z jedną lub dwiema przerwami na kilka stęknięć. Wydoroślał mi syn, że ho ho! Ja natomiast zyskałam 2 do 2,5 godzin czasu dla siebie dzięki połączeniu się dwóch Jasiowych drzemek w jedną. Mam też dwie wolne od karmienia piersi, co cieszy mnie nocą bo mogę spać albo też możemy z Te nie spać wcale i cieszyć się jeszcze bardziej.
Rady albo Pseudorady.
1. Nie odstawić wcześniej niż od 12 miesięcy życia ssaka. U nas takie próby kończyły się podaniem piersi, którą Jasiu chwytał bardzo spragniony, wysysał do dna i dopiero wtedy zasypiał. Przekonana jestem, że wówczas nocne karmienie było mu bardzo potrzebne. Za zielone świtało do odstawienia uznałam czas, kiedy Jaś budził się po to by zaledwie wypić kilka łyków mleka a przed wszystkim poczuć bliskość matki. Niech to będzie cezurą, przed którą słodkie uwiązania a za nią upragniona wolność.
2. Odstawić stopniowo. Myślę, że definitywne zabranie piersi będzie tylko i wówczas łagodniej przyjęte przez malucha, kiedy ten dostanie jeszcze pokarm matki w butelce, po kilku dniach już zmieszane z mlekiem modyfikowanym a później jeszcze już tylko to ostatnie.
3. Konsekwencja. Małe wyjątki dostępne tylko w nocy (u nas zaabonowana liczba 3 na przełomie 1,5 tygodnia.) Częste odstępstwa od nowo przyjętej normy mogą berbecia wprowadzić w konfuzję i wydłużyć i tak długi proces.
A poza tym proszę pamiętać, że dzieci są różne, przyzwyczajone do innych rytmów i rytuałów, stąd nasz przypadek może niektórym posłużyć za wzór a jeszcze innym za casus deridiculum.
Jak przekonać malca, że mleko z butelki jest OK? Jak poprosić by przestał budzić się w nocy? Jak to zrobić, kiedy wcześniejsze próby podania butelki kończyły się fiaskiem, a w zamian za odmowę piersi w nocy, jeszcze kilka miesięcy temu, mieliśmy koncert Wrzeszczącego Faceta, całą noc i w dodatku za darmo.
Długo w sobie nosiłam chęć i niechęć do zrezygnowania z naturalnego karmienia, bo
- Jaś ma już 15 miesięcy, duży jest to sobie chłopak bez cycka poradzi;
- w nocy karmi się 4 do 5 razy a i w dzień 2 do 4;
- mam podkrążone oczy od ponad roku, ani razu nie przespałam całej nocy;
Ale też NIE, bo:
- Jaś ma skazę białkową i wszelkim preparatom mlekozastępczym mówi NIE (uwielbiam tę nazwę za obrzydliwość, która w niej siedzi, a która cudnie odzwierciedla paskudność tego produktu paszopodobnego);
- Pomimo trudności tzn. niewyspanie, uwiązanie i pomordowane cycki, lubię moment kiedy spragniony bliskości Jaś, z lubością przysysa się do piersi.
Jak to, na Boga, zrobić?!
Skrajne wyczerpanie ostatnich dni decyduje, że chcemy wdrożyć plan w życie. Ale jaki plan? Przecież żadnego nie mamy. Jak to ma wyglądać? Od razu, na głęboką wodę wrzucić maluszka – całą dobę bez cucusia i radź sobie chłopie, jak umiesz? Czy też etapami, krok po kroku, a raczej kropla po kropli, odmawiać synkowi matczynego mleka? Okrucieństwo obu planów jest zbyt duże, myślę. I nie myślę już wcale, co będzie to będzie.
DZIEŃ PIERWSZY. Niedziela.
Wracamy z kilkudniowych wakacji na Żuławach. Trochę umocniona pięknym wnętrzem domu, w którym mieszkaliśmy, paroma muszelkami w kieszeni i wspomnieniem wiatru, który targał Jaśka kaptur na plaży. Dziś Akcja STOP CYCKOM. Nie przemyślana zupełnie. Jedno wiemy na pewno: dosyć nocnego wstawania, dosyć, dosyć, choćby nie wiem co!!! O!!! I koniec i basta. The end. Finito.
Wieczorem, karmię przed snem małego ssaka. Ssak ssie zadowolony, nieświadom brutalu dzisiejszej nocy. Bo w nocy, postanowiłam, ANI mililitra. Niczego. Może wody, myślę, rozbita nad ssakiem.
PO NOCY PIERWSZEJ czyli DZIEŃ DRUGI. Poniedziałek.
Jak to się stało, jak udało? Ani grama łez. Jasiek piskał w nocy, tylko, zaledwie. Smoczek z pieluszką tetrową zdały egzamin na medal. Od 4rtej Jaś nie spał z półtorej godziny. Rano obudziliśmy się o 9tej (!). W nagrodę za dzielność Jaś dostał cycusia. Ssał z czułością niemal. Wynik zadowalający ponad miarę: z 4 do 5 karmień nocnych udało się osiągnąć ZERO. ZERO, czy to nie pięknie brzmi? Trochę piasku pod oczami, pamięć wstawania do postękującego syneczka i tulenia go do snu ale taką daninę za wolność cycków mogę płacić.
W dzień Jaś próbował dostać się do mlekopoju dwa razy i ja te dwa razy odmówiłam. Spojrzał na mnie kocimi oczyma ze ‘Shreka’ i położył rękę na piersi. ‘W cycusiu nie ma mleka, synku, już nie ma.’ Odszedł niepocieszony.
Post factum.
Nie miałam pojęcia, że ranne karmienie było ostatnim karmieniem piersią. Gdybym mogła przewinąć te chwile, klatka po klatce, wrzuciłabym kilka z celebrowaniem karmienia, udawałabym madonnę z aureolą nad głową. Do końca świata będę miała przed oczami ssącego pierś synka, w błogostanie totalnym, w poczuciu bezpieczeństwa, bezkresnego i constans, a w sobie wspomnienie krystalicznie czystego spokoju.
Wieczór dnia drugiego.
Po kąpieli i koszmarze mycia włosów, zapłakanego Jaśka udało mi się rozweselić a nawet mocno rozbawić głupimi minami i debilowatymi odgłosami udawanego dławienia się. Wydurniam się pierwszorzędnie, zakładając mu piżamkę a w głowie myśl o karmieniu z butelki sieje zamęt: ‘Nie, na pewno nie ruszy, za skarby. Nigdy.’ TE zostaje na chwilę ze znów rozbeczanym Jaśkiem (Cycuś poszedł! Odszedł i zostawił mnie z człowiekiem bez cycka!) a ja w try miga lecę odciągać pokarm. Za chwilę jestem z nim, uzbrojona w butelkę, biorę malca na ręce a ten, ruchem zawodowca, wypluwa smoczek, otwiera dzióbek i czeka na pierś. A tu nagle, z rozpędu wpada mu w usta smok z butlą! Jednozgłoskowy okrzyk zawodu, że matka tak go wycyckała, dosłownie przecież, ale krótki bo jednak kropelka mleka, która sprytnie przykleiła się do Jasiowych warg, okazała się w smaku znajoma a smok, co prawda silikonowy, w kształcie do sutka podobny. Pije z zadowoleniem, patrzy zimnym wzrokiem w moje oczy. Ze 100 ml zostawia jakieś 20 i wykrada się z moich objęć na łóżko. Przewraca się ze 3 razy i zasypia snem kamiennym. YES, YES, YES!
DZIEŃ TRZECI. WTOREK.
Noc minęła podobnie jak pierwsza. Jaś wybudził się kilka razy z marudzeniem pod nosem. Spaliśmy do po 7mej. Trochę spanikowana, pobiegłam odciągać mleko, Jaś harcował na łóżku. Kiedy zbliżałam się z butelką, pomruczał na nią z daleka, po czym chwycił i opróżnił do dna. He! I tym samym mamy dobę bez cycusia!
Wieczorem, po udanej tym razem kąpieli, Jasiek zasiada do butli pełnej 180ml mlekiem matki (o!o! tak dużo się we mnie mieści?!) Chwila na udawane, wydaje się, marudzenie, po czym smok ląduje w czeluściach Jasiowych ust. Ten zasysa go gwałtownie. Po mleku zostaje wspomnienie na ściankach butli i gardłowe odbijanie się po degustacji. Mleko trochę Jasia regeneruje co świetnie obrazuje dziki i niestety półgodzinny taniec na łóżku. W chwilach osłabienia sennego, zdaje się, wkładam go do łóżeczka a ten zbój wstaje rychło na nogi, odganiając rozsiadły na powiekach sen i wyciąga rączki do matki: ‘z mamą chcę być, z mamą!’. Mięknę na takie gesty bo przecież wina siedzi we mnie pt. zabrałaś mu cycka!
Zasypia udręczony tymi rozstaniami i powrotami a ja znękana idę do Te, który beze mnie ucztuje czas wolny od dziecinnych okrzyków i rozkazów.
DZIEŃ CZWARTY. Środa.
Ufff.... noc przepełza jak i poprzednia. No to chyba już po wielkim kryzysie, który mógł nastąpić ale go nie ma. A jak długo pozostanie nam głaskanie i utulanie, chciałabym kogoś mądrego zapytać, ale kogo?
UWAGA! Wielka próba. Ranek, dzień czwarty.
Z poważną miną, po 6-stej rano, drepcę do kuchni z zamiarem przygotowania mikstury, a fe! Z każdym krokiem zmieniam zdanie: ‘Dodam paszy. Nie, nie dodam. Mleko się zmarnuje, nie wypije. To niech się zmarnuje, czas próby trwa. Dodam.’ Mleko naturalne w ilości 90 ml już w butelce. Nie myślę o tym co robię, bo ze zbrodnią kojarzy mi się cała ta operacja. Niby machinalnie, gotuję wodę, odmierzam 30 ml, wsypuję paszę, mieszam i dodaję do porcji już odciągniętego mleka. Wącham. Jest źle. Oj, źle. Szybko pocieszam się, że nie aż TAK źle. Idę do sypialni szybkim krokiem, gdzie Te próbuje utulić miauczącego Jasia o bliskość matki. Idę szybko, żeby się nie rozmyślić, nie wylać, nie zwariować. Jaś odstawia ten sam cyrk co zawsze, 2 zgłoski protestu i... pije. Pije i patrzy na mnie, leniwie mrugając oczami. Kiedy poziom mleka dosięga zera, Jaś wyciąga smoka z ust, patrzy z niedowierzaniem na pusty brzuch butelki i... płacze! A ja cieszę się jak wariat: Wypił! Wypił! Wypił!
Resume.
Od czasu zastopowania nocnych karmień, Jesień zdublował swój apetyt na dorosłe jedzenie. Wcina ilości niepojęte! Pakuje do ust duże porcje jajecznicy, chleba, ogórków, jabłek, ryżu, zupy po zupie, i ciastka po tych zupach i jeszcze pije i sok i wodę i herbatę i nawet kawy mu się zachciewa.
Trudno uwierzyć, że moje piersi, skąd innąd, niewielkich rozmiarów, produkują płyn tak energetyczny. Kiedy jeszcze raz usłyszę, że pokarm matki po roku jest bezwartościowy, to każę temu komuś spróbować! Bezwartościowe to są parówki, o!
I jeszcze jedno. Tęsknię za karmieniem. Jak za kimś ukochanym, kto nagle pokazał figę i odszedł. Ściska mnie w brzuchu wspomnienie Jasiowych ust pijących mleko, jego oczy, ufność i bliskość. No, ryczeć się chce. Kiedy wybudził się z płaczem z popołudniowej drzemki, płakał jeszcze bardziej kiedy zrozumiał, że go tylko przytulam do piersi, że już jej nie dostanie. Płakać mi się chciało razem z nim. Ee.
Wieczór.
Jako że dziś mamy świętować 3cią rocznicę naszego małżeństwa, w sukurs przychodzi niania. Jasia kąpiemy razem, wygłupiamy się we czwórkę, że niby wszystko jest jak zwykle, że mama i tata wcale nie wychodzą i nie zostawiają maluszka pod opieką różnie_lubianej_niani.
W piżamce, po wypiciu całej butli, Jasio zostaje w sypialni z ‘ciocią’. Wychodzimy szybko, żeby nie słyszeć wołań o pomoc. Wracam o 23ciej, cisza wita mnie na schodach, w mieszkaniu, w pokoju: śpi! Zasnął 20 minut po naszym wyjściu i tak do tej pory suśli. Uśmiech zakwita we mnie. Czy może być lepiej?
Po dniach 5ciu.
Może być lepiej ale może też i być gorzej. Postanowiłam wyjechać do dziadków bo tam woda, drzewa i trawa po pas i piaskownica i koty i inne głupoty. Jasio wypijał wieczorem i rano butelkę paszy z dodatkiem naturalnego pokarmu. Zasypiał... godzinami i na kilka godzin w nocy się budził. Och! Boh! Ciężko było nam przetrwać nocny bezsen, oboje leżeliśmy na łóżku, wierciliśmy się i wywiercaliśmy jeszcze większe niewygody na wykolejonej kanapie. Nie wiem czy to efekt przyrodniczy tak zadziałał na Jasia czy może coraz to większa tęskność do piersi nie pozwalała mu spać. I tu, UWAGA: dwa razy się złamałam. Na pół całkowicie. I to moje rozbite 2godzinną męką ciało w porozumieniu z rozumem, nierozumnie dało dziecku pierś. Wyję na wspomnienie Jaśka ssącego pierś! Pewna jestem jakiejś nabożności tego momentu, on łykał łzy, ja mu dzielnie wtórowałam. Macierzyństwo to czas zupełnie skrajnych emocji i z pewnością kuźnia wszystkich jakie tylko można spotkać na całym globie. Miłość pęka w szwach bo więcej udźwignąć nie może, tryska na wszystkie strony, przedojrzała i ciężka.
PO WSZYSTKIM.
Dziś mija 2,5 tygodnia. Jasiu właśnie drzemie po bitwie o koparkę w piaskownicy.
Odstawienie od piersi i zmiana na sztuczne mleko to przede wszystkim góra nie do zdobycia w umyśle matki a nie jej dziecka, odkryłam. Ono zapomniało, porzuciło na rzecz butelki, po brzegi wypełnionej już tylko paszą. Jest szczęśliwe bo nadal je przytulam, całuję i zmieniam pieluchy, których zawartość razem idziemy ceremonialnie wrzucić do toalety. Jaś rośnie jakoś szybciej bo apetyt mu poSTOkrotniał, weselszy jest bo śpi całą noc z jedną lub dwiema przerwami na kilka stęknięć. Wydoroślał mi syn, że ho ho! Ja natomiast zyskałam 2 do 2,5 godzin czasu dla siebie dzięki połączeniu się dwóch Jasiowych drzemek w jedną. Mam też dwie wolne od karmienia piersi, co cieszy mnie nocą bo mogę spać albo też możemy z Te nie spać wcale i cieszyć się jeszcze bardziej.
Rady albo Pseudorady.
1. Nie odstawić wcześniej niż od 12 miesięcy życia ssaka. U nas takie próby kończyły się podaniem piersi, którą Jasiu chwytał bardzo spragniony, wysysał do dna i dopiero wtedy zasypiał. Przekonana jestem, że wówczas nocne karmienie było mu bardzo potrzebne. Za zielone świtało do odstawienia uznałam czas, kiedy Jaś budził się po to by zaledwie wypić kilka łyków mleka a przed wszystkim poczuć bliskość matki. Niech to będzie cezurą, przed którą słodkie uwiązania a za nią upragniona wolność.
2. Odstawić stopniowo. Myślę, że definitywne zabranie piersi będzie tylko i wówczas łagodniej przyjęte przez malucha, kiedy ten dostanie jeszcze pokarm matki w butelce, po kilku dniach już zmieszane z mlekiem modyfikowanym a później jeszcze już tylko to ostatnie.
3. Konsekwencja. Małe wyjątki dostępne tylko w nocy (u nas zaabonowana liczba 3 na przełomie 1,5 tygodnia.) Częste odstępstwa od nowo przyjętej normy mogą berbecia wprowadzić w konfuzję i wydłużyć i tak długi proces.
A poza tym proszę pamiętać, że dzieci są różne, przyzwyczajone do innych rytmów i rytuałów, stąd nasz przypadek może niektórym posłużyć za wzór a jeszcze innym za casus deridiculum.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
super artykuł. ja karmię obecnie 15 miesięczną córeczkę piersią, a wczesniej 2 lata karmiłam starsza niunie. oby dwie maja bardzo dobrą odporność i jeszcze nie brały antybiotyku, polecam wszystkim mamą, aby przeczytały i zastanowiły się. bo zdrowie naszych pociech jest przeceż najważniejsze:))














