Styl Życia / Inne
Rodzina i dom od najdawniejszych czasów stanowiły podstawę życia społecznego. Człowiek jedynie w takim środowisku mógł prawidłowo funkcjonować. Więzi rodzinne były więc dla niego od zawsze ważne i kultywowane poprzez takie obrzędy, jak: rytuał narodzin, nadawania imienia i nazwiska, chrztu, ślubu, czy nadania herbu. Niektóre z wymienionych przetrwały i kontynuowane są do dzisiaj. W życiu rodzinnym istotny element stanowiły obrzędy i uroczystości rodzinne, z których najważniejszym były narodziny dziecka.
U ludów słowiańskich rodzina od zawsze miała charakter wybitnie patriarchalny, tzn. przewodził jej ojciec. Traktowano go nie tylko jako zwierzchnika, ale też jako posiadacza rodziny, gdyż w sensie dosłownym w zwyczaju słowiańskim mógł on decydować o losie rodziny o jej członkach, a nawet o jej życiu. Swą żonę kupował od jej rodziców, pozostałością po tym zwyczaju uważa się istnienie wianka, lub też wykupowanie wianka podczas obrzędu weselnego.Obowiązywało prawo bezwzględnego podporządkowanie się władzy ojcowskiej. Autorytet i powagę władzy ojcowskiej zauważano na każdym kroku, co uzewnętrzniało się w różnych obyczajach rodzinnych. Ojca nazywano "panem ojcem" - na powitanie całowano go najczęściej w rękę, czasami padano do jego stóp prosząc o różnego typu pozwolenia. W jego obecności nie wolno było siadać, odzywać się głośno ani jeść, dyscyplina ta obowiązywała również osoby dorosłe i samodzielne. Żona podlegała absolutnej władzy męża. Wymagał on od żony zalet właściwych dobrej służącej. Kobietę traktowano pogardliwie, popularnie nazywano ją „niewiastą”. Poglądy takie popierał Kościół Katolicki. Kalwinizm najbardziej degradował pozycję kobiet. Niekiedy niezależnością cieszyły się kobiety z wyższych sfer. W nie tak złej sytuacji znajdowały się panny, podległe równocześnie władzy ojca lepsza była pozycja mężatek, pod warunkiem posiadania przez nie energii i siły charakteru.
Funkcjonowania w grupie i - co za tym idzie - umiejętności podporządkowania się hierarchii i solidarności uczyły się dzieci podczas wspólnego pasania bydła. Własne tereny pastwiskowe posiadały zarówno wsie, jak i miasta. Zajęcia przy hodowli, w gronie rówieśników były okazją do wspólnej zabawy i poznania zwyczajów związanych z cyklem rocznym. Natomiast domeną dziewcząt były pląsy (tańce), chłopców zaś zabawy siłowe i zawody: piesze gonitwy, wyścigi konne (zawody), zapasy. Jako że młodzi grali główną rolę w zwyczajowym chodzeniu „po kobylicy z kobylicą", topieniu marzanny, dyngusie, sobótce czy wróżbach andrzejkowych. Z jednej strony zwyczaje te stanowiły rozrywkę, z drugiej jednak sprzyjały kultywowaniu dawnych obrzędów. Był i inny aspekt uczestniczenia w niektórych zabawach. Młodzi mieli okazję do poznania się, tańca i - na co niemal zgodnie w wypadku nocy sobótkowej wskazywali duchowni - podjęcia współżycia seksualnego.
Natomiast chrzciny i pogrzeby, były uroczystościami nie pojedynczych rodzin, ale całej niemal wsi a często i parafii. Zespolenie to skłaniało się często do pijaństwa i próżniactwa. Na każdy jarmark ściągało też pełno rodzin bez względu na to , czy istniała konieczność robienia zakupów czy też nie. Nikt nie przepuszczał żadnego odpustu w okolicy. Był on świętem, na które podążał, kto żywy - nie ważne czy duży czy mały, chodziło głównie o hałaśliwą rozrywkę.
Z troski o wspólne dla całej rodziny miejsce pochówku z zapewnienia stałej modlitwy za dusze zmarłych powstała tradycja rodzinna, w której pamiętano o zmarłych przy licznych świętach i obrzędach dorocznych. By wyprzeć ludowe zwyczaje kościół wprowadził swój, pogańskie tradycje bowiem zbytnio podkreślały materialny charakter duszy ludzkiej. W świecie pogańskim pamięć i troska o zamarłym były na tyle silne, że nie tylko w rocznicę zgonu, ale i w określone dni urządzano uczty zaduszne. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza Zaduszki wiosenne i jesienne. Urządzano wówczas uczty, które zwały się białoruskie dziady.
Jak obowiązkiem rodziców było i jest wychowanie dzieci tak te były zobowiązane do posłuszeństwa, okazywania szacunku i starania o względy ludzi starszych. Obcy kronikarz (Helmold) zauważył, że wśród Słowian: „[...]skoro [...] ktoś z nich staje się niedołężny wskutek choroby lub starości, porucza się go spadkobiercy, który winien go otaczać najtroskliwszą opieką". Podobną troskę przejawiano wobec zmarłych, co po części wynikało z przekonania, że śmierć jest tylko końcem ziemskiego etapu wędrówki człowieka. Po niej następuje życie pośmiertne, o które trzeba zadbać. W takim rozumieniu kult przodków i ogniska domowego u Słowian można uznać za element dziedzictwa indoeuropejskiego. Ciągła troska żywych o dusze zmarłych, częste oczekiwanie na ich odwiedziny w dni zaduszne oznaczały istnienie silnych więzi między światem żywych i zmarłych. Możliwe, że taki kult przodków był wynikiem lęku przed śmiercią, przed światem pozagrobowym, przed tym w końcu, co nieznane i niezrozumiałe. Troszczono się o dusze zmarłych bliskich, aby się nie odwróciły i nie obraziły na rodzinę, ale w nie mniejszym stopniu także o tzw. zmarłych „nieczystych", do których należą na przykład upiory - duchy ludzi zmarłych gwałtownie, zamordowanych, którzy źle traktowani w każdej chwili mogli zagrozić żywym. Zaspokajanie ich potrzeb nakarmienie, ogrzanie miało być sposobem na umknięcie złej mocy „nieczystych".
Porównując zasadnicze elementy rytuału pogrzebowego na ziemiach polskich w epoce średniowiecza okazuje się, że rytuał pogański nie różnił się tak bardzo od chrześcijańskiego. W pierwszym z nich na uroczystości pogrzebowe składało się czuwanie przy zwłokach zmarłego (pusty wieczór, pusta noc), odwożenie zwłok na cmentarz (żal, żalnik), opłakiwanie zmarłego, uczta połączona ze swego rodzaju igrzyskami zwana inaczej „tryzna”, pochówek ciałopalny. Ten drugi różnił się w zasadzie tylko sposobem pochówku przez inhumację i udziałem duchownego. Na ziemiach polskich zwyczaj palenia zwłok przetrwał mniej więcej do poł. X w., co nie oznacza, że po przyjęciu przez Polskę chrztu natychmiast zanikł. Podobnie jak nie można wyłącznie chrystianizacji przypisywać zasługi wyparcia kremacji, wiadomo bowiem, iż w pod koniec X w. nasi przodkowie nie uważali już ciałopalenia za warunek troski o pośmiertny byt zmarłego. Rozbudowany, momentami przesadny, ceremoniał pogrzebowy był w dużej mierze efektem wspomnianego kultu zmarłych. Właściwy pogrzeb przygotowywał zmarłych do spokojnego życia pozagrobowego, a co za tym idzie - chronił żywych przed ewentualnym niepokojeniem ich przez zaniedbane dusze. Toteż ostatniemu pożegnaniu obowiązkowo towarzyszyły zawodzenia i żale płaczek, w okresie wcześniejszym pełne dramatycznych gestów, np. rwania włosów z głowy czy rozdrapywania twarzy paznokciami, westchnienia, łkania, żałosne jęki, straszne wycia oraz klaskanie zderzających się dłoni. W trakcie pogrzebu wygłaszano przemówienie, w którym wspominano zmarłego i ubolewano nad jego odejściem z doczesnego świata. Tak więc, w pierwszą noc po zgonie, w domu nieboszczyka przy zapalonej gromnicy spotykali się krewni i znajomi, aby wspólnie czuwać i żegnać zmarłego. Tzw. pusty wieczór stanowił kontynuację zwyczaju jeszcze przedchrześcijańskiego, ale nie będąc w sprzeczności z zasadami wiary, został całkowicie zaakceptowany przez Kościół. Organizacją pogrzebu na wsi zajmowała się rodzina, w miastach zaś cechy i bractwa przykościelne, z którymi zmarły i jego najbliżsi byli związani. Kler z kolei zajmował się zorganizowaniem odpowiedniego pożegnania odchodzących z tego świata duchownych. Ponieważ każdemu na równi przyznawano prawo do godnego pochówku, ubogim czy wędrowcom organizowano pogrzeby na koszt lokalnej społeczności, jednak prawdopodobnie chowano ich w mogiłach zbiorowych.
Zwyczaje rodzinne
Artykuł był czytany 1373 razy
Już od czasów średniowiecznych świat nie był przyjazny człowiekowi. Człowiek funkcjonował w społeczeństwie agrarnym. Ochronę jednostce zapewniało życie w grupie, a rodzina stanowiła najważniejszą i najmocniejszą strukturę społeczną.
Rodzina i dom od najdawniejszych czasów stanowiły podstawę życia społecznego. Człowiek jedynie w takim środowisku mógł prawidłowo funkcjonować. Więzi rodzinne były więc dla niego od zawsze ważne i kultywowane poprzez takie obrzędy, jak: rytuał narodzin, nadawania imienia i nazwiska, chrztu, ślubu, czy nadania herbu. Niektóre z wymienionych przetrwały i kontynuowane są do dzisiaj. W życiu rodzinnym istotny element stanowiły obrzędy i uroczystości rodzinne, z których najważniejszym były narodziny dziecka.
U ludów słowiańskich rodzina od zawsze miała charakter wybitnie patriarchalny, tzn. przewodził jej ojciec. Traktowano go nie tylko jako zwierzchnika, ale też jako posiadacza rodziny, gdyż w sensie dosłownym w zwyczaju słowiańskim mógł on decydować o losie rodziny o jej członkach, a nawet o jej życiu. Swą żonę kupował od jej rodziców, pozostałością po tym zwyczaju uważa się istnienie wianka, lub też wykupowanie wianka podczas obrzędu weselnego.Obowiązywało prawo bezwzględnego podporządkowanie się władzy ojcowskiej. Autorytet i powagę władzy ojcowskiej zauważano na każdym kroku, co uzewnętrzniało się w różnych obyczajach rodzinnych. Ojca nazywano "panem ojcem" - na powitanie całowano go najczęściej w rękę, czasami padano do jego stóp prosząc o różnego typu pozwolenia. W jego obecności nie wolno było siadać, odzywać się głośno ani jeść, dyscyplina ta obowiązywała również osoby dorosłe i samodzielne. Żona podlegała absolutnej władzy męża. Wymagał on od żony zalet właściwych dobrej służącej. Kobietę traktowano pogardliwie, popularnie nazywano ją „niewiastą”. Poglądy takie popierał Kościół Katolicki. Kalwinizm najbardziej degradował pozycję kobiet. Niekiedy niezależnością cieszyły się kobiety z wyższych sfer. W nie tak złej sytuacji znajdowały się panny, podległe równocześnie władzy ojca lepsza była pozycja mężatek, pod warunkiem posiadania przez nie energii i siły charakteru.
Funkcjonowania w grupie i - co za tym idzie - umiejętności podporządkowania się hierarchii i solidarności uczyły się dzieci podczas wspólnego pasania bydła. Własne tereny pastwiskowe posiadały zarówno wsie, jak i miasta. Zajęcia przy hodowli, w gronie rówieśników były okazją do wspólnej zabawy i poznania zwyczajów związanych z cyklem rocznym. Natomiast domeną dziewcząt były pląsy (tańce), chłopców zaś zabawy siłowe i zawody: piesze gonitwy, wyścigi konne (zawody), zapasy. Jako że młodzi grali główną rolę w zwyczajowym chodzeniu „po kobylicy z kobylicą", topieniu marzanny, dyngusie, sobótce czy wróżbach andrzejkowych. Z jednej strony zwyczaje te stanowiły rozrywkę, z drugiej jednak sprzyjały kultywowaniu dawnych obrzędów. Był i inny aspekt uczestniczenia w niektórych zabawach. Młodzi mieli okazję do poznania się, tańca i - na co niemal zgodnie w wypadku nocy sobótkowej wskazywali duchowni - podjęcia współżycia seksualnego.
Natomiast chrzciny i pogrzeby, były uroczystościami nie pojedynczych rodzin, ale całej niemal wsi a często i parafii. Zespolenie to skłaniało się często do pijaństwa i próżniactwa. Na każdy jarmark ściągało też pełno rodzin bez względu na to , czy istniała konieczność robienia zakupów czy też nie. Nikt nie przepuszczał żadnego odpustu w okolicy. Był on świętem, na które podążał, kto żywy - nie ważne czy duży czy mały, chodziło głównie o hałaśliwą rozrywkę.
Z troski o wspólne dla całej rodziny miejsce pochówku z zapewnienia stałej modlitwy za dusze zmarłych powstała tradycja rodzinna, w której pamiętano o zmarłych przy licznych świętach i obrzędach dorocznych. By wyprzeć ludowe zwyczaje kościół wprowadził swój, pogańskie tradycje bowiem zbytnio podkreślały materialny charakter duszy ludzkiej. W świecie pogańskim pamięć i troska o zamarłym były na tyle silne, że nie tylko w rocznicę zgonu, ale i w określone dni urządzano uczty zaduszne. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza Zaduszki wiosenne i jesienne. Urządzano wówczas uczty, które zwały się białoruskie dziady.
Jak obowiązkiem rodziców było i jest wychowanie dzieci tak te były zobowiązane do posłuszeństwa, okazywania szacunku i starania o względy ludzi starszych. Obcy kronikarz (Helmold) zauważył, że wśród Słowian: „[...]skoro [...] ktoś z nich staje się niedołężny wskutek choroby lub starości, porucza się go spadkobiercy, który winien go otaczać najtroskliwszą opieką". Podobną troskę przejawiano wobec zmarłych, co po części wynikało z przekonania, że śmierć jest tylko końcem ziemskiego etapu wędrówki człowieka. Po niej następuje życie pośmiertne, o które trzeba zadbać. W takim rozumieniu kult przodków i ogniska domowego u Słowian można uznać za element dziedzictwa indoeuropejskiego. Ciągła troska żywych o dusze zmarłych, częste oczekiwanie na ich odwiedziny w dni zaduszne oznaczały istnienie silnych więzi między światem żywych i zmarłych. Możliwe, że taki kult przodków był wynikiem lęku przed śmiercią, przed światem pozagrobowym, przed tym w końcu, co nieznane i niezrozumiałe. Troszczono się o dusze zmarłych bliskich, aby się nie odwróciły i nie obraziły na rodzinę, ale w nie mniejszym stopniu także o tzw. zmarłych „nieczystych", do których należą na przykład upiory - duchy ludzi zmarłych gwałtownie, zamordowanych, którzy źle traktowani w każdej chwili mogli zagrozić żywym. Zaspokajanie ich potrzeb nakarmienie, ogrzanie miało być sposobem na umknięcie złej mocy „nieczystych".
Porównując zasadnicze elementy rytuału pogrzebowego na ziemiach polskich w epoce średniowiecza okazuje się, że rytuał pogański nie różnił się tak bardzo od chrześcijańskiego. W pierwszym z nich na uroczystości pogrzebowe składało się czuwanie przy zwłokach zmarłego (pusty wieczór, pusta noc), odwożenie zwłok na cmentarz (żal, żalnik), opłakiwanie zmarłego, uczta połączona ze swego rodzaju igrzyskami zwana inaczej „tryzna”, pochówek ciałopalny. Ten drugi różnił się w zasadzie tylko sposobem pochówku przez inhumację i udziałem duchownego. Na ziemiach polskich zwyczaj palenia zwłok przetrwał mniej więcej do poł. X w., co nie oznacza, że po przyjęciu przez Polskę chrztu natychmiast zanikł. Podobnie jak nie można wyłącznie chrystianizacji przypisywać zasługi wyparcia kremacji, wiadomo bowiem, iż w pod koniec X w. nasi przodkowie nie uważali już ciałopalenia za warunek troski o pośmiertny byt zmarłego. Rozbudowany, momentami przesadny, ceremoniał pogrzebowy był w dużej mierze efektem wspomnianego kultu zmarłych. Właściwy pogrzeb przygotowywał zmarłych do spokojnego życia pozagrobowego, a co za tym idzie - chronił żywych przed ewentualnym niepokojeniem ich przez zaniedbane dusze. Toteż ostatniemu pożegnaniu obowiązkowo towarzyszyły zawodzenia i żale płaczek, w okresie wcześniejszym pełne dramatycznych gestów, np. rwania włosów z głowy czy rozdrapywania twarzy paznokciami, westchnienia, łkania, żałosne jęki, straszne wycia oraz klaskanie zderzających się dłoni. W trakcie pogrzebu wygłaszano przemówienie, w którym wspominano zmarłego i ubolewano nad jego odejściem z doczesnego świata. Tak więc, w pierwszą noc po zgonie, w domu nieboszczyka przy zapalonej gromnicy spotykali się krewni i znajomi, aby wspólnie czuwać i żegnać zmarłego. Tzw. pusty wieczór stanowił kontynuację zwyczaju jeszcze przedchrześcijańskiego, ale nie będąc w sprzeczności z zasadami wiary, został całkowicie zaakceptowany przez Kościół. Organizacją pogrzebu na wsi zajmowała się rodzina, w miastach zaś cechy i bractwa przykościelne, z którymi zmarły i jego najbliżsi byli związani. Kler z kolei zajmował się zorganizowaniem odpowiedniego pożegnania odchodzących z tego świata duchownych. Ponieważ każdemu na równi przyznawano prawo do godnego pochówku, ubogim czy wędrowcom organizowano pogrzeby na koszt lokalnej społeczności, jednak prawdopodobnie chowano ich w mogiłach zbiorowych.














