Nielubiany kolega, śledzie i spotkanie opłatkowe
Artykuł był czytany 7276 razyTrzy lata temu nasz „ukochany” kolega ze studiów, którego wszyscy z serca nie znosimy, zaproponował urządzenie wspólnej, grupowej wigilii. Stwierdziliśmy, że ostatecznie, możemy coś takiego zrobić, czemu nie.
To właśnie on wziął na swoje barki wszelkie sprawy organizacyjne, dzięki czemu nasza grupa spartaczyła sobie dobre relacje z jedną z wykładowczyń, która przyszła do nas na zajęcia, a my ze zsuniętymi stołami, karpiem, śledziem i kutią, ona nic nie wie, a ów kolega świeci oczami i tępo jęczy, że „nie przyszło mi do głowy, że powinienem uprzedzić...”. No, ale ja nie o tym. Jedyne, co dzięki tej grupowej, studenckiej wigilii zyskałam, to świetny przepis na danie, które na stałe zagościło już w moim świątecznym menu. To Kasia je przyniosła, a ja pół salaterki zjadłam. Bo to przepyszne, śledzie prowansalskie, z tym słodkim sosikiem... palce lizać!!
Przepis spisałam na szybko i śledzie na szybko zrobiłam. Chyba o to właśnie chodzi, magia świąt po prostu zadziałała. Za pierwszym razem nieco przesadziłam z cukrem, potem już nauczyłam się dobierać składniki. A te ostatnie, to filety marynowane (za drugim razem kupiłam normalne, świeże: które smakowały mi bardziej, niż te z octu, tylko koniecznie trzeba je zalać wodą i moczyć przez godzinę), surowe jabłko (ja kroję pół owocu), zioła prowansalskie (gotowe mieszanki, np. z Kamisu), ziele angielskie, liść laurowy, a do tego łyżka śmietany, jogurt, cytryna, cukier, korniszony i cebula. Celowo nie podaję odpowiednich proporcji, bo to się czuje samemu, wszystko zresztą zależy od tego, czy śledziki robimy dla trzech, czy dla dwudziestu osób.
No, ale przepis. Najpierw, trzeba rybeńki odsączyć i zafundować im godzinną kąpiel w zimnej wodzie. Jeżeli zdecydowaliśmy się zakupić niemarynowane, tradycyjne filety, musimy szczególnie zadbać o wypłukanie z nich niepotrzebnej soli. Po przymusowym moczeniu, kroimy je w kostkę, wrzucając do najładniejszej salaterki, którą odstawiamy na bok. Następnie bierzemy miskę i mieszamy w niej łyżkę śmietany i jogurt, skrapiając wszystko obficie sokiem z cytryny, dodajemy cukier: powinno go być dosyć dużo, śledzie i tak większość wchłoną. Nie zapomnijmy o ziołach, mieszanka prowansalska pachnie przepięknie, zapach sosu powinien nas przyprawić o zawrót głowy. Do miski koniecznie wsypmy jeszcze obrane jabłko - pokrojone w drobną kostkę tak, jak do tradycyjnej sałatki warzywnej, korniszony i cebulę. Z tą ostatnią radzę nie przesadzać, z wiadomych względów. Porządnie wymieszajmy składniki i przerzućmy do nich ryby, które do tej pory czekały gdzieś z boku. Wymieszajmy, próbując na bieżąco i korygując w razie potrzeby proporcje. Możemy do dania dosypać garść rodzynek, bożonarodzeniowa tradycja bardzo lubi bakalie, a naszym śledziom też nie zaszkodzą. Szczególnie uczulam na cukier. Jeżeli zdecydowaliśmy się na rodzynki, dodajemy go mniej. Mieszając, cały czas smakujmy, w końcu nie możemy zbłaźnić się na najważniejszej kolacji w roku. Zróbmy to jeszcze kilka godzin po przyrządzeniu dania, gdy składniki przejdą sobą nawzajem, „oswoją się”. Gdy już zrobimy to wszystko, włóżmy śledzie do lodówki w szczelnym naczyniu, niech zaprzyjaźnią się z sosem. Do salaterki powinny trafić przed samym podaniem. Zadbajmy o estetykę dania: samo z siebie wygląda i pachnie bardzo zachęcająco, ale gdyby (jakimś cudem) udało nam się dostać świeże listki bazylii, to już po prostu poezja. W ogóle to od jakiegoś czasu chodzi za mną pomysł zielonego parapetu w kuchni, chyba się w końcu na to zdecyduję. Pamiętam, że dwa lata temu powtykałam w sałatkę najzwyklejsze gałązki jodły, również wyglądała bardzo efektywnie. Mój brat trochę co prawda narzekał, że „wiechcie nie pasują do śledzia”, ale co on tam wie! Ważne, że wszystko było smaczne, i estetyczne, i pełne zaangażowania i pasji, o których to uniwersalnych przyprawach zapomniałam wspomnieć przy okazji podawania składników, ale wydaje mi się, że każdy kucharz z prawdziwego zdarzenia bez patrzenia w przepis posypuje nimi szczodrze każdą potrawę: od poniedziałkowego obiadu, do wigilijnej kolacji.
Ech, Kaśka, dzięki za przepis. A tobie, Szczególnie Przeze Mnie Uwielbiony Kolego, dziękuję serdecznie za tamto nieudane spotkanie opłatkowe. Dzięki niemu cała Polska zapewne zajadała się będzie śledziami po prowansalsku, bo naprawdę warto!! Smacznego, na zdrowie, wesołych świąt!! Idę sprawdzić zapas ziół zawczasu...
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Agnieszka Owczarczak , ithink_nie_pozwala usunąć_konta, Robert Czajka, Alex Fink, maurycy wilk, Marta Jankowiak, xxx xxxx, Anna K., Loreek LoreekDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 13
ciekawy i pod rozwagę,
-a swoją drogą, z jedną rzeczą się zgodzić nie mogę,
jakie problemy ze swieżymi listkami bazyli, choćby w zimie?
przepis zapewne wysmienity, ale czegs mi brakuje.
przepis zapewne wysmienity, ale czegs mi brakuje.
Ciekawy feleton, dobrze się go czyta... no i temat aktualny - nielubiane osoby, kwaśna atmosfera, ale spotkanie opłatkowe mimo wszystko - warto się nad tym zastanowić. Uwielbiam słodkie życzenia od osób, które z chęcią utopiłyby mnie w łyżcze wody - jakże są one wówczas beznadziejne :) naprawdę dobry tekst.
tekst przyjemny, dobrze się go czyta i jak najbardziej na czasie, w końcu zbliżają się święta :)
dobrze sie czytalo :) ciekawy tekst :)
ciekawie
Ot i przepis na sałatkę śledziową. Ale po co mieszać w to tego chłopaka?
Jakoś tak optymistycznie :)
// nie złapało mojej pozytywnej oceny za pierwszym razem ;)
Nie bardzo wiadomo o co chodzi czy o spotkanie opłatkowe czy o przepis na śledzie. Jakoś nie widzę tego w żadnym periodyku,ba nawet szmatławcu.
Bo co szmatławiec się nie podoba.
przyjemny w odbiorze, wiec na plus













