Styl Życia / Zdrowie i uroda
Po co żyjemy ??
Artykuł był czytany 2568 razyPo co żyjemy ?
Kiedy czeka nas kres naszych dni ?
Kto zna tę odpowiedz ??
W związku z tym, że to mój pierwszy artykuł, to nazywam się Damian, mieszkam w
3 mieście i zastanawiałem się, czy pozostać anonimowym, i chyba nie da się :D Kto mnie zna, i tak pozna mój styl wypowiedzi, więc stwierdziłem, ze nie ma sensu się ukrywać :)
Dlaczego wspomniałem, że to mój pierwszy artykuł ??
Poleciłem ten serwis już kilku osobą które NAPRAWDĘ mają „coś do powiedzenia”.
Nie znam ich nicków i nie czytałem artykułów, może wy wiecie jak to jest, „pozostać anonimem” :)
Ja nie zamierzam się ukrywać, ani obnosić ze swym jestestwem.
W tym momencie nasuwa mi się odpowiedź, na pytanie większości tych którzy to przeczytają., „po co on pisze”.
Po to, że może komuś pomogą moje przemyślenia, lata nauki, zgłębiania samego siebie. Chętnie się podzielę.
Tyle odnośnie wstępu do dziewiczego artykułu.
PO CO ŻYJEMY ??
Dziś jechałem z pracy.
Po pracy byłem z Anną w Ikei, pominę ten fakt, pominę, że zjedliśmy tam hotdogi, pominę, że piłem kawę, pominę, że kupiliśmy to i tamto, nawet pominę, że kupiłem sobie nakręcany budzik typu DRYYYYN DRYYYYN, pominę to wszystko i nawet to, że jak Ania zablokowała się w windzie z listwą, i to, że popłakaliśmy się ze śmiechu i nawet to, że ktoś posikał się ze śmiechu. Pominę jeszcze wiele, rzeczy. Na koniec nie dodam, że było wesoło.
Najważniejsze było to co stało się jak wracałem do domu, ok. 21-22.
Jadę, jadę i słucham ChilliZet, na szczycie góry na której mieszkam widzę migające niebieskie światła.
Na przystanku po prawe stoją 3 może 4 cywilne policyjne samochody, dalej 2 policjantów ze srebrnymi walizkami, dalej miga granatowy radiowóz, dalej w stronę mojego domu Star straży pożarnej, dalej biało czerwona taśma odgradzająca wszystko od świata, później jeszcze jeden radiowóz i czarna Honda Civic 2006.
Wszyscy mundurowi rozmawiają przez krótkofalówki (trochę dziwne), ogólne poruszenie, wszyscy szczerze przejęci.
Wypatruję, rozbitych samochodów, nie ma.
Może ktoś kogoś zabił, nic nie widać.
Obiecuję sobie w tej sytuacji wrócić tam na pieszo jak zostawię samochód pod blokiem.
Zapominam bo jadę do marketu 24h po chleb, przypominam sobie po powrocie do domu.
Wypijam 2 piwa z marketu do chleba i idę po 2 następne do tego samego bo mam go pod blokiem, szukając pretekstu do odwiedzenia feralnego przystanku.
Nie daje mi spokoju co tam się wydarzyło.
Kupuję piwo w markecie i idę zobaczyć co zaszło.
Dochodzę do przystanku, spodziewam się najgorszego.
Może zobaczę poskręcany przystanek, może sorbet przesiąknięty krwią i zmieciony szczotką ryżową, spodziewam się najgorszych widoków.
Dochodzę.
Nie ma śladów wypadku,
nie ma sorbentu,
nie ma krwi.
Więc co tu zaszło??
W wiacie na ławeczce, po prawej stronie (gdyby na niej siedzieć), bliżej brzegu jak środka stoi do góry dnem biała szklaneczka arcoroc, taka do herbaty z uszkiem.
Dookoła jej brzegów różowawe mokre kółko.
Czuć bliżej nieokreślony zapach, grzyba, stęchlizny, bardzo dziwny zapach, nie czułem takiego nigdy, nie pasuje tutaj, nie pasuje do aluminiowo szklanej wiaty.
Czegoś mi brakuje.
Za przystankiem w krzakach znajduję to czego brakowało,
ZAKRĘCONĄ butelkę po tanim winie.
Poczułem tego człowieka, zrozumiałem jego przekaz.
Zrozumiałem, dlaczego wyrzucił tą butelkę w krzaki, dlaczego ją zakręcił.
Zrozumiałem co miał na myśli dopijając i stawiając tę szklankę do góry dnem.
Zrozumiałem, ze umarł BO CHCIAŁ umrzeć 9 stycznia 2009 między godzina 9 a 10 (wracałem mniej więcej o 21.30) w nocy.
I tylko jedno mnie zastanawia, po co była ta straż pożarna, po co ta cała akcja ??
Człowiek chciał umrzeć z godnością, moim zdaniem udało mu się.
Najwyraźniej nie miał nikogo bliskiego w czyich ramionach mógłby umrzeć.
Chciał zachować twarz, dlatego wyrzucił tę butelką.
Zakończył, nie wiem co, dlatego zakręcił butelkę, dlatego postawił tę szklankę do góry dnem.
Myślę, że panowie ze srebrnymi walizkami to zrozumieli i dlatego zostawili tę szklankę tam gdzie stała.
Nadal tam teraz stoi.
Kiedy zniknie ?
Zabierze ją jakiś bezdomny czy stłucze jakiś nastolatek ?
Tak się to wszystko toczy.
Ta historia była inspiracją mojego nicku, ta historia zostanie ze mną na zawsze.
Nawet jak, pomimo tego, że mieliśmy dziś odwilż przeczytam , że bezdomny zamarzł na ławce.
Kto z nas ma pewność, że nie spotka go taki właśnie los ?
Dziś kiedy wszedłem do tej wiaty, poczułem i zrozumiałem w ciągu ułamka sekundy czyjąś śmierć, jestem pewien, że to był mężczyzna.
Kiedy spotkasz bezdomnego lub alkoholika pomyśl o nim jak o Człowieku.
Może ciebie czeka taki los, może ty zostaniesz sam(a), stanie się tak na pewno jak nie nauczysz się szanować ludzi.
PS.
Może wkradły się błędy bo pisałem pod wpływem emocji i wszystko co piszę jest spontaniczne.
Jak ci się to nie podoba to sobie odpuść krytykę i nigdy więcej już nie czytaj co napiszę, oszczędzisz sobie napięć.
Pozdrawiam Wszystkich.
Damian
3 mieście i zastanawiałem się, czy pozostać anonimowym, i chyba nie da się :D Kto mnie zna, i tak pozna mój styl wypowiedzi, więc stwierdziłem, ze nie ma sensu się ukrywać :)
Dlaczego wspomniałem, że to mój pierwszy artykuł ??
Poleciłem ten serwis już kilku osobą które NAPRAWDĘ mają „coś do powiedzenia”.
Nie znam ich nicków i nie czytałem artykułów, może wy wiecie jak to jest, „pozostać anonimem” :)
Ja nie zamierzam się ukrywać, ani obnosić ze swym jestestwem.
W tym momencie nasuwa mi się odpowiedź, na pytanie większości tych którzy to przeczytają., „po co on pisze”.
Po to, że może komuś pomogą moje przemyślenia, lata nauki, zgłębiania samego siebie. Chętnie się podzielę.
Tyle odnośnie wstępu do dziewiczego artykułu.
PO CO ŻYJEMY ??
Dziś jechałem z pracy.
Po pracy byłem z Anną w Ikei, pominę ten fakt, pominę, że zjedliśmy tam hotdogi, pominę, że piłem kawę, pominę, że kupiliśmy to i tamto, nawet pominę, że kupiłem sobie nakręcany budzik typu DRYYYYN DRYYYYN, pominę to wszystko i nawet to, że jak Ania zablokowała się w windzie z listwą, i to, że popłakaliśmy się ze śmiechu i nawet to, że ktoś posikał się ze śmiechu. Pominę jeszcze wiele, rzeczy. Na koniec nie dodam, że było wesoło.
Najważniejsze było to co stało się jak wracałem do domu, ok. 21-22.
Jadę, jadę i słucham ChilliZet, na szczycie góry na której mieszkam widzę migające niebieskie światła.
Na przystanku po prawe stoją 3 może 4 cywilne policyjne samochody, dalej 2 policjantów ze srebrnymi walizkami, dalej miga granatowy radiowóz, dalej w stronę mojego domu Star straży pożarnej, dalej biało czerwona taśma odgradzająca wszystko od świata, później jeszcze jeden radiowóz i czarna Honda Civic 2006.
Wszyscy mundurowi rozmawiają przez krótkofalówki (trochę dziwne), ogólne poruszenie, wszyscy szczerze przejęci.
Wypatruję, rozbitych samochodów, nie ma.
Może ktoś kogoś zabił, nic nie widać.
Obiecuję sobie w tej sytuacji wrócić tam na pieszo jak zostawię samochód pod blokiem.
Zapominam bo jadę do marketu 24h po chleb, przypominam sobie po powrocie do domu.
Wypijam 2 piwa z marketu do chleba i idę po 2 następne do tego samego bo mam go pod blokiem, szukając pretekstu do odwiedzenia feralnego przystanku.
Nie daje mi spokoju co tam się wydarzyło.
Kupuję piwo w markecie i idę zobaczyć co zaszło.
Dochodzę do przystanku, spodziewam się najgorszego.
Może zobaczę poskręcany przystanek, może sorbet przesiąknięty krwią i zmieciony szczotką ryżową, spodziewam się najgorszych widoków.
Dochodzę.
Nie ma śladów wypadku,
nie ma sorbentu,
nie ma krwi.
Więc co tu zaszło??
W wiacie na ławeczce, po prawej stronie (gdyby na niej siedzieć), bliżej brzegu jak środka stoi do góry dnem biała szklaneczka arcoroc, taka do herbaty z uszkiem.
Dookoła jej brzegów różowawe mokre kółko.
Czuć bliżej nieokreślony zapach, grzyba, stęchlizny, bardzo dziwny zapach, nie czułem takiego nigdy, nie pasuje tutaj, nie pasuje do aluminiowo szklanej wiaty.
Czegoś mi brakuje.
Za przystankiem w krzakach znajduję to czego brakowało,
ZAKRĘCONĄ butelkę po tanim winie.
Poczułem tego człowieka, zrozumiałem jego przekaz.
Zrozumiałem, dlaczego wyrzucił tą butelkę w krzaki, dlaczego ją zakręcił.
Zrozumiałem co miał na myśli dopijając i stawiając tę szklankę do góry dnem.
Zrozumiałem, ze umarł BO CHCIAŁ umrzeć 9 stycznia 2009 między godzina 9 a 10 (wracałem mniej więcej o 21.30) w nocy.
I tylko jedno mnie zastanawia, po co była ta straż pożarna, po co ta cała akcja ??
Człowiek chciał umrzeć z godnością, moim zdaniem udało mu się.
Najwyraźniej nie miał nikogo bliskiego w czyich ramionach mógłby umrzeć.
Chciał zachować twarz, dlatego wyrzucił tę butelką.
Zakończył, nie wiem co, dlatego zakręcił butelkę, dlatego postawił tę szklankę do góry dnem.
Myślę, że panowie ze srebrnymi walizkami to zrozumieli i dlatego zostawili tę szklankę tam gdzie stała.
Nadal tam teraz stoi.
Kiedy zniknie ?
Zabierze ją jakiś bezdomny czy stłucze jakiś nastolatek ?
Tak się to wszystko toczy.
Ta historia była inspiracją mojego nicku, ta historia zostanie ze mną na zawsze.
Nawet jak, pomimo tego, że mieliśmy dziś odwilż przeczytam , że bezdomny zamarzł na ławce.
Kto z nas ma pewność, że nie spotka go taki właśnie los ?
Dziś kiedy wszedłem do tej wiaty, poczułem i zrozumiałem w ciągu ułamka sekundy czyjąś śmierć, jestem pewien, że to był mężczyzna.
Kiedy spotkasz bezdomnego lub alkoholika pomyśl o nim jak o Człowieku.
Może ciebie czeka taki los, może ty zostaniesz sam(a), stanie się tak na pewno jak nie nauczysz się szanować ludzi.
PS.
Może wkradły się błędy bo pisałem pod wpływem emocji i wszystko co piszę jest spontaniczne.
Jak ci się to nie podoba to sobie odpuść krytykę i nigdy więcej już nie czytaj co napiszę, oszczędzisz sobie napięć.
Pozdrawiam Wszystkich.
Damian















