iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
podkarpackie

podkarpackie

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Kino
+ - 1

Jest zbrodnia - jest kara.

14 01 2007 Iwona Leonowicz - Bukała Artykuł był czytany 3197 razy
Źródło: www.coastalimageworks.com/galleries
Źródło: www.coastalimageworks.com/galleries

11 stycznia br. w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie miał miejsce kolejny już przegląd kina niezależnego MultiMediaoff. Po kilku krótkich – jednych mniej, innych bardziej udanych projekcjach – wyświetlono film Piotra Matwiejczyka pt. Beautiful. I to był szok.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Anka chce sprzedać swoje – jeszcze nienarodzone - dziecko. W tej decyzji popiera ją jej chłopak - Dawid. Dziewczyna porozumiewa się z małżeństwem, które dzieci mieć nie może. Na ich koszt zamieszkuje ze Dawidem w hotelu, gdzie – pod opieką lekarza – ma urodzić. Sprawy jednak komplikują się. W nocy przed terminem porodu dochodzi do poronienia. Lekarz nie chce zabrać dziewczyny do szpitala. Anka ledwo uchodzi z życiem.

Niby historia jak wiele innych, ale film Matwiejczyka daje do myślenia. Nie wiemy dlaczego Anka nie chce swojego dziecka (jedno, które urodziła kilka lat wcześniej, wychowywało się jako jej siostra), nie wiemy dlaczego Dawid go nie chce.

Możemy domyślać się, że kobieta, która za nie zapłaciła, kiedyś była w ciąży, ale skończyło się to tragicznie. Wokół dziecka kręci się więc cały jej świat – mimo to, oczekiwanie na potomka nie jest radosne. Wiele kosztuje zarówno przyszłą matkę, jak i jej męża. Kobieta znosi to na tyle ciężko, że nie jest w stanie odwiedzić dziewczyny, która ma urodzić dla niej dziecko.

W filmie pojawia się swoisty paradoks – bardzo często spotykany w realnym świecie. Ktoś, kto bardzo pragnie potomstwa, nie może go mieć; ktoś, kto się go spodziewa, mówi, że go nienawidzi i traktuje jak towar. Tak przynajmniej wydaje się widzowi. Reżyser serwuje mu bowiem sceny, które zasiewają ziarno niepewności. Do takich należy na pewno ta, w której Anka i Dawid rozmawiają o imionach dla dzieci. Albo ta, w której bohaterka płacze po utracie dziecka, którego przecież nie chciała. Zresztą, to chyba bez znaczenia, bo ostatecznie martwy płód zostaje wyrzucony do rzeki w foliowej reklamówce. Ci, którzy chcieli nim handlować, zostają ukarani. Samotnością, bólem. Nie ma optymistycznego zakończenia.

Jak mówił sam Matwiejczyk, ten film powinien trwać dwie godziny, zamiast sześćdziesięciu minut. Wtedy trauma, smutek, gorycz podawane byłyby w mniejszych dawkach, trochę rozmyłyby się w całym obrazie. Podejrzewam jednak, że wtedy "Beautiful" nie byłby sobą, nie byłby filmem, który wcisnął wszystkich w fotele.

Skąd tytuł? Kiedy Anka i Dawid rozmawiają o imionach dla dzieci, dziewczyna stwierdza, że czasem imię po prostu ładnie brzmi i nie ma żadnego znaczenia – jak tytuły książek lub filmów. Tak właśnie jest z Beautiful. Tytuł nie łączy się z treścią filmu, całkowicie z nim kontrastuje. Jest nawet trochę cyniczny...

"Beautiful" powstał w cztery dni, budżet nie przekroczył 4 tysięcy złotych (jak twierdzi reżyser), jest filmem niezależnym, więc mało znanym, a mimo to przyciągnął profesjonalnych aktorów (świetna w roli Anki Agata Juszczyk). To chyba znaczy, że coś w nim jest. Zresztą – sam osądź Czytelniku. Film na pewno pojawi się jeszcze na wielu przeglądach w całej Polsce, śledź więc uważnie, co się dzieje w twoim mieście. I może nie idź do kina sam, weź kogoś dla rozluźnienia atmosfery. Ja tego nie zrobiłam i to nie był dobry pomysł.




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. emil | 00:26 19-01-2007

Ta recenzja, tak mnie wcisnęła w fotel, że nie mam siły ani siebie, ani nikogo brać do kina na film "Beautiful". Boję się szoku i kina niezależnego. Boję się sztampy
i pospolitych wydarzeń. "Śledziłem" uważnie, co dzieje się w moim mieście i na szczęście nic się nie dzieje.