Sport / Wydarzenia
Błąd sędziego dał finał koszykarzom z Sopotu
Artykuł był czytany 1525 razyKoszykarze Prokomu Trefla Sopot, po raz siódmy w historii wywalczyli grę w finale Dominet Bank Ekstraligi.
W niedzielę 11 maja po zaciętym i wyrównanym meczu, zakończonym dogrywką pokonali oni drużynę Polpaku Świecie w ich własnej hali (96:94). W rywalizacji finałowej zmierzą się podobnie jak przed rokiem z PGE Turów Zgorzelec.
Rywalizacja półfinałowa między obiema drużynami zakończyła się wynikiem 4:2 dla Sopocian. W przypadku gdyby Prokom w Świeciu nie wygrał, konieczna byłaby siódma konfrontacja drużyn, która odbyłaby się na sopockim parkiecie (w półfinałach play-off zespoły grają do 4 zwycięstw).
Niedzielny pojedynek zawdzięczać może swoją dramaturgię nie tylko świetnej grze obu zespołów i emocjonującej dogrywce, ale także niezbyt przyjemnemu akcentowi w ostatnich sekundach meczu.
Kiedy na dwie sekundy przed końcową syreną niecelny rzut oddał Pape Sow, center z Sopotu, z pomocą przyszedł mu Mustafa Shakur, który w „ekwilibrystyczny sposób” wywalczył piłkę. W ten sposób przedstawia to notka na oficjalnej stronie internetowej klubu Prokom Trefl Sopot. Pojawia się także stwierdzenie, że „w dogrywce więcej szczęścia mieli sopocianie” i tu można by się zgodzić. Kibice oglądający mecz w telewizji mieli okazję zobaczyć powtórkę tej sytuacji i przekonać się, że o czystym zwycięstwie mowy być nie mogło. W momencie chwytania piłki przez koszykarza z Sopotu, po niecelnym rzucie kolegi, jego obydwie stopy były poza linią boiska, jednak sędzia tego nie zauważył. Jest to bardzo możliwe gdyż w takim zamieszaniu pod koszem sędzia skupia uwagę przede wszystkim na górnej części akcji tak by wychwycić ewentualny faul. Komentatorzy telewizyjni, panowie Romański i Jankowski byli nieco rozgoryczeni, że tak świetne widowisko w jednej sekundzie straciło na swojej wartości.
Jako kibic Prokomu miałam podobne odczucia i tak jak z zapartym tchem oglądałam walkę kosz za kosz drugiej połowie meczu i w dogrywce, tak moja euforia pękła jak balon wraz z końcową syreną. Jakoś nie pozwoliło mi się to cieszyć z ostatecznego sukcesu drużyny z Sopotu. Po pierwsze dlatego iż nie odbędzie się siódmy mecz z Polpakiem w Sopocie, a po drugie, że po wczorajszym meczu ma się wrażenie, że tak naprawdę jeśli koszykarze Prokomu Trefla zdobędą kolejne mistrzostwo Polski to niesmak niektórych kibiców pozostanie.
Tak szczerze mówiąc to w finale będę chyba kibicować koszykarzom z Turowa.
Rywalizacja półfinałowa między obiema drużynami zakończyła się wynikiem 4:2 dla Sopocian. W przypadku gdyby Prokom w Świeciu nie wygrał, konieczna byłaby siódma konfrontacja drużyn, która odbyłaby się na sopockim parkiecie (w półfinałach play-off zespoły grają do 4 zwycięstw).
Niedzielny pojedynek zawdzięczać może swoją dramaturgię nie tylko świetnej grze obu zespołów i emocjonującej dogrywce, ale także niezbyt przyjemnemu akcentowi w ostatnich sekundach meczu.
Kiedy na dwie sekundy przed końcową syreną niecelny rzut oddał Pape Sow, center z Sopotu, z pomocą przyszedł mu Mustafa Shakur, który w „ekwilibrystyczny sposób” wywalczył piłkę. W ten sposób przedstawia to notka na oficjalnej stronie internetowej klubu Prokom Trefl Sopot. Pojawia się także stwierdzenie, że „w dogrywce więcej szczęścia mieli sopocianie” i tu można by się zgodzić. Kibice oglądający mecz w telewizji mieli okazję zobaczyć powtórkę tej sytuacji i przekonać się, że o czystym zwycięstwie mowy być nie mogło. W momencie chwytania piłki przez koszykarza z Sopotu, po niecelnym rzucie kolegi, jego obydwie stopy były poza linią boiska, jednak sędzia tego nie zauważył. Jest to bardzo możliwe gdyż w takim zamieszaniu pod koszem sędzia skupia uwagę przede wszystkim na górnej części akcji tak by wychwycić ewentualny faul. Komentatorzy telewizyjni, panowie Romański i Jankowski byli nieco rozgoryczeni, że tak świetne widowisko w jednej sekundzie straciło na swojej wartości.
Jako kibic Prokomu miałam podobne odczucia i tak jak z zapartym tchem oglądałam walkę kosz za kosz drugiej połowie meczu i w dogrywce, tak moja euforia pękła jak balon wraz z końcową syreną. Jakoś nie pozwoliło mi się to cieszyć z ostatecznego sukcesu drużyny z Sopotu. Po pierwsze dlatego iż nie odbędzie się siódmy mecz z Polpakiem w Sopocie, a po drugie, że po wczorajszym meczu ma się wrażenie, że tak naprawdę jeśli koszykarze Prokomu Trefla zdobędą kolejne mistrzostwo Polski to niesmak niektórych kibiców pozostanie.
Tak szczerze mówiąc to w finale będę chyba kibicować koszykarzom z Turowa.










