iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
śląskie

śląskie

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Inne
+ - 1

Centrum to stan umysłu

19 04 2007 Vic Kai Artykuł był czytany 1641 razy

Było sobotnie popołudnie. Wyszedłem po swoją Panią na dworzec. Droga wypadła przez śródmieście, ale nie spotkałem zupełnie nikogo. Myślałem: jak to jest, że w niektórych miastach po prostu nie ma szans na centrum?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Okazji do takich przemyśleń było niemało. Po pierwsze, wspomniana pustka i niemrawość na ulicach dużego śląskiego miasta. Po drugie, niedawny incydent na naszym rynku, gdzie grupka pijanych młodych ludzi zdemolowała wystawę zorganizowaną przez IPN (więcej o tym piszą tutaj). Wreszcie, szum i zawierucha medialna wokół przebudowy centrum.

Mam to szczęście, że nie zawsze tu mieszkałem. Pamiętam dobrze kilka innych, lepszych miejsc. Pamiętam różnice między nimi a moim obecnym miejscem przebywania. I właśnie te różnice, czasami niezwykle subtelne, sprawiają że patrzę na katowickie centrum ze sporą dawką animozji, a plany jego przebudowy odbieram dość sceptycznie.

Rynek w moim rodzinnym mieście nie jest niczym nadzwyczajnym. Da się go obejść w niecałe pięć minut, i niewiele jest po drodze perełek architektury czy niezwykłych zabytków. Najważniejsze jest jednak to, że spełnia swoją funkcję. Do rynku w moim mieście leniwie prowadzą wszystkie drogi. Zbliżając się, można wyczuć jego obecność: robi się gwarno, widzisz wokół siebie coraz więcej ludzi, wąska ulica kończy się jasną, otwartą przestrzenią. To oczywiste miejsce spotkań: "Na Rynku pod fontanną" umawiają się ze sobą praktycznie wszyscy.

W Katowicach przez Rynek przejeżdżają tramwaje. Dookoła straszą gierkowskie, szpetne budowle. Katowickiego Rynku nie da się przewidzieć: on staje przed tobą nagle, w całej swej wątpliwej okazałości. Lwią część jego powierzchni zajmują tory tramwajowe i przystanki. Na Rynek w Katowicach trafiają ludzie, którzy chcą być gdzie indziej.

Architektura i emocje ludzkie są ze sobą niezwykle ściśle powiązane. Richard Sennett, badacz amerykańskich miast, pisał o tym, jak niezwykle istotne są miejsca, w których może rozpocząć się jakaś historia; miejsca, w których ludzie mają świadomość "początku". Takim miejscem może być Rynek w moim rodzinnym mieście. Trudno jednak wymagać tego od katowickiej tramwajowej poczekalni, wciśniętej między molochy z zeszłej epoki.

Ludzie w Katowicach znaleźli na to sposób: spędzają czas gdzie indziej. Silesia City Center, katowickie centrum handlowe, zbudowane jest na planie miasta: ma swoje wewnętrzne "ulice" i "place". W sobotnie popołudnia miejsce to tętni życiem. Można załamywać ręce nad takim stanem rzeczy - ale w przypadku braku miejskiego centrum, czy można kogokolwiek obwiniać, że szuka odpowiedników?

Centrum miasta to stan umysłu. Można zrównać Katowice z ziemią i wybudować na nowo. Można zatrudnić najlepszych architektów i wykonawców, wydać setki milionów euro z kasy unijnej - i wciąż nie będzie gwarancji, że to, co powstanie będzie mogło ten stan umysłu zapewnić. Czasami niepozorna rzecz spełnia rolę centrum, miejsca spotkań: dla katowiczan może to być fontanna "żaba" na Stawowej.

Katowice to spore miasto, w którym codziennie krzyżują się drogi setek tysięcy ludzi. Przebudowa centrum takiego miasta nie może obyć się bez uważnej obserwacji tych tłumów, bez konsultacji z tymi, którzy w przyszłości będą stanowić o "klimacie" tego miejsca.




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Marcin | 09:16 27-04-2007

cyba ubolewamy nad tym samym, nad centrum kulturalnego gwaru... u mnie (w jastrzębiu) rynek dopiero staje w centrum zabytkowej dzielnicy zdrój (co za odwrotność rzeczy..., plus ode mnie.