iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
śląskie

śląskie

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Inne
+ - 1

Clubbing

29 04 2007 Marcin Zadroga Artykuł był czytany 3542 razy

Clubbing (czyt. klabing) zawitał do nas zza granicy. Na świecie zaistniał w latach 80. Na początku didżeje grali za darmo, jak powiada legendarny dj Paul Oakenfold: „Graliśmy z miłości do muzyki”.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Właśnie Paul Oakenfold był jednym z prekursorów światowego clubbingu. Do Polski clubbing dotarł późno, bo na przełomie lat 80 i 90-tych. Pierwsze imprezy zbiorowe były organizowane nad Wisłą. Zaczęło się od didżeja Radia Zet - Wojciecha Szymochy. Postanowił on wraz z legendarnym Skandalem z Dezertera zorganizować pierwszą imprezę „Dance Mission”. Miejscem była łaźnia w centrum Warszawy przy ulicy Chmielnej.

         
Na pierwsze imprezy w Polsce przychodziło niewiele osób. Zazwyczaj byli to ciekawscy... Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać. Ciekawskich było coraz więcej. Przez długi czas clubbing był dziwnym i nielegalnym zjawiskiem. Było dziwne, że można się bawić bez picia alkoholu. Ale o to chodziło - tego chciała młodzież. Wojtek Szymocha ze Skandalem, próbowali na różne sposoby zarazić innych „kulturą klubową”.

Wiosną 1992 roku w Warszawie powstał pierwszy prawdziwy klub. To w stolicy zaczęła się rozwijać scena techno, próbująca dorównać zachodnim sąsiadom. Do 1994 roku clubbing osiągnął spore zainteresowanie, co było powodem powstawania nowych klubów, a to z kolei przyczyniło się do tworzenia możliwości dla nowych didżejów. Jeszcze wtedy cały sprzęt do klubów musiał być sprowadzany z Niemiec. Niestety clubbingiem zaczęli interesować się chuligani, którzy dodawali do zabaw odrobinę dreszczyku i nastawiali tym sposobem władze na „nie” w stosunku do zabaw zbiorowych.

Tak więc polski clubbing zaczął podupadać. Wszystko zaczęło wracać do normy wraz z powstawaniem nowych klubów. Muzyka techniczna była już dobrze znana na polskiej scenie klubowej, a na zachodzie próbowano już nowych stylów. W Polsce też próbowano. Tym sposobem dnia 13.09.1996 roku w Warszawie odbyła się pierwsza impreza z nietypową muzyką - drum’n’bass w nietypowym miejscu, bo na zacumowanej u podnóża Starego Miasta - barce. Początków hip-hopowych na scenie klubowej śmiało możemy szukać we Wrocławiu, gdzie na początku lat 90. Muzyka komercyjna została zastąpiona prawdziwym zagranicznym hip-hopem. Natomiast w Łodzi bardzo wcześnie rozkwitła muzyka klubowa, bo w 1990 roku. Pierwszą imprezą techniczną było zorganizowane nielegalnego party w 1990 roku w bunkrach w centrum Łodzi. W 1997 roku w Łodzi odbyła się pierwsza Parada Wolności, na której bawiło się osiem tysięcy osób. Aktualnie Łódź jest stolicą polskiego drum’n’bassu.

Obecnie clubbing jest to określenie na weekendowe wielogodzinne imprezy w klubach (najczęściej utożsamiane z muzyką house). Miejsca zabaw dobrze jest zmieniać przynajmniej kilkakrotnie w ciągu jednego wieczoru. Gwarantuje to roszady w stylach muzyki i towarzystwie. Polski clubbing zaczyna doganiać zachód jednak nigdy go nie dogoni, jeśli będzie budził tyle kontrowersji wśród przedstawicieli prasy, polityki i władzy. Władze w Polsce ograniczają zbiorowe imprezy, a np. w Niemczech imprezy takie są dofinansowywane. W Polsce didżej przestał grać z miłości do muzyki, a gra na usługi. Didżeje nie mogą za to narzekać na miejsca pracy. Nasze kluby zaczynają także dorównywać zachodnim. Jednak można ponarzekać na niektóre kluby stolicy. Robią zbyt dużą selekcję pod względem strojów...

Polscy didżeje doganiają umiejętnościami zachodnich didżejów (patrz Glasse, Angelo Mike, Carla Roca, Sonic Trip i wielu innych). Jeśli są zapraszani do miksowania na zachodzie to znaczy, że są dobrzy. Niestety najwięcej brakuje młodzieży, aby dorównać zachodowi gdyż u nas w Polsce szerzy się „chuligaństwo” w klubach.
Może kiedyś będziemy lepsi od zachodu, ale jak na razie musimy na to pracować wszyscy.
O ile plusem rozwoju rodzimej sceny klubowej jest większa ilość miejsc, w których można potańczyć, a także rzesze nowych didżejów, to jednak ci, którzy pamiętają początki zjawiska w Polsce, mają powody, by na obecną sytuację patrzeć z lekkim dystansem. "Niegdyś ludzie bawiący się w klubie stanowili jedną wielką rodzinę" - mówi Wojtek S. "W tej chwili clubbing stał się zjawiskiem masowym, które nie ma już takiego smaku; pojawili się sponsorzy, ale zniknął spontan. Na całym świecie elementy muzyki klubowej wchłaniane są przez komercyjny pop, z kolei w samej Warszawie niepokoi przytłaczająca dominacja house'u". "Dzisiejszy klubowicz jest zdecydowanie za mało otwarty na nowe dźwięki. Większość pragnie hitów, bo przy innych klimatach się gubi. Rośnie nowe pokolenie Mamoniów ("lubię tylko utwory, które już uprzednio słyszałem"). Dla nich didżej niewiele różni się od barmana serwującego klientom ich ulubione drinki. Podczas gdy na całym świecie młodzież idzie do klubu, by posłuchać didżejów grających z tzw. dubplates, czyli tłoczonych próbnie winyli, niedostępnych w sklepach, w Polsce niektórzy woleliby chyba zabawy przy szafach grających załadowanych singlami z list przebojów".
Oczywiście świat cały czas się zmienia, pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że zjawisko polskiego clubbingu będzie się nadal rozwijać, zarówno od strony komercyjnej, jak i artystycznej.

A jak wygląda to w Jastrzębiu? Ci którzy zwiedzili skrawek europejskich, wielkich miast mogą stwierdzić – „porażka!”, „U nas dominują dyskoteki, ciężko je nazwać klubami” – mówi Tomek. Rzeczywiście w jastrzębskich „klubach” dominują popowe hity, które można usłyszeć w radio oraz telewizji. Ten fakt nie zniechęca wielu młodych aktywnych ludzi, którzy próbują promować klabing w mieście, organizując różnego rodzaju imprezy z muzyką utożsamianą z klubową kulturą. Niektórzy być może nie mieli okazji zapoznać się z ich działalnością. Najbliższą okazją jest „Smokin Drum” organizowany w Kręgielni (Hotel Diament). Impreza poświęcona głównie muzyce drum’n’bass. Celem takich eventów jest promowanie różnych gatunków muzycznych „..Mamy nadzieję, że dzięki takim wydarzeniom, chociaż trochę wzbudzimy zainteresowanie wśród mieszkańców” – powiedział jeden z organizatorów. Miejmy nadzieję, że bywalcy jastrzębskich klubów otworzą się na takie zjawiska, dzięki czemu dołączymy do grona klubowych aglomeracji innych miast. Można spodziewać się również wielu przyjezdnych, którzy do tej pory kojarzyli Jastrzębie z węglem, a czasem nie znali nawet położenia miasta. Wizerunek jastrzębskich lokali dość szybko się zmienia. Mogłoby się wydawać, że przyczyną jest maksymalizowanie przychodów z potańcówek. Wpuszczani są nieletni, pijani, którzy w oczach dojrzałych klubowiczów wzbudzają niechęć do tego typu imprez. Przyczyną tego jest emigracja do pobliskich miast, gdzie lokali jest zdecydowanie więcej, a atmosfera znacznie przebija jastrzębski klimat „..Myślę, że ludzie wolą jeździć do okolicznych miast, bo przyzwyczaili się, że tam zastaną dobrą imprezę i chyba trochę boją się ryzykować i próbować czegoś, co się dzieje w Jastrzębiu..” – stwierdza jastrzębianka Daria.
___________________________________________________
tekst autorstwa: Łukasz Leksowski i Marcin Wójcik opublikowany wcześniej na http://www.jasnet.pl/publicystyka/?id_rodz=4&id_art=1062 zamieszczony, gdyż porusza ważny problem w mieście Jastrzębie Zdrój




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Dag | 23:36 06-05-2007

bardzo fajny teskt... przykro mi, ze taka sytuacja ma miejsce w JZ...



skąd czerpałeś wiedzę na temat historii kultury klubowej w stolicy? masz jakieś źródła?