iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
warmińsko-mazurskie

warmińsko-mazurskie

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Inne
+ - 0

Moje letnie lektury

26 07 2007 Wiesława Sienkiewicz Artykuł był czytany 1881 razy

W czasie wakacji sięgamy do lektur, na które dotychczas nie mieliśmy czasu.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Moje letnie lektury. Lato trwa. Dni długie sprzyjają realizacji tego, co planowało się w ciągu zimy, sprzyjają także kontaktom międzyludzkim. Podczas porządków w domowej bibliotece, wpadła mi dawno nieczytana książka „ Przyzwyczaić się do ludzi” autorstwa Marii Paschalskiej. (M.Paschalska: Przyzwyczaić się do ludzi. Nasza Księgarnia. Warszawa 1986) Na okładkowym forum czytamy oto taki tekst: „Bardzo lubię, gdy wydarzy się coś, co wydarzyć się nie powinno, przynajmniej według opinii ludzi poważnych i racjonalnie myślących-i, gdy człowiek szanowany jest tylko z tego powodu, że żyje a nagradzany za to, na co nie zasłużył” Mądre to i przemyślane słowa i doskonale obrazujące sytuacje, o jakiej chce napisać. Otóż ostatnimi czasu zaskoczyła mnie moja koleżanka, okazując się wielkim człowiekiem, dokonującym rzeczy, jakiej nie każdy by chciał dokonać, doświadczana przez najbliższych niezrozumieniem i brakiem akceptacji dla tego, co robi. A ona po prostu okazała się świadoma swego wyboru, świadoma tego, że poczucie człowieczeństwa i empatii nie zależy od tego czy dobrze nam się wiedzie. O co właściwie chodzi? O to, że nie opuściła człowieka w potrzebie wówczas, gdy tego wręcz od niej żądali jej krewni. Związana od dwóch niespełna lat z mężczyzną, który nagle zachorował bardzo ciężko, zaopiekowała się nim z całym sercem. Mężczyzna ów przebywa w szpitalu, jeździ, więc do niego codziennie, myje, karmi, dokonuje toalety.Niestety, otoczenie uważa, że powinna go zostawić samemu sobie, bo przecież to nie mąż ani brat ani swat jak mówią. Ale najważniejsze w tym wszystkim, że czyni to z całym zaangażowaniem i serdecznością. Więc dla niej jest podwójnie ciężko, bo człowiek, którego kocha może chorować długo, mogą nigdy nie związać się węzłem małżeńskim, a tutaj jeszcze nikt jej poświęcenia nie zrozumie. Tytuł wspomnianej książki to ”Przyzwyczaić się do ludzi”, Ale jakże trudno przyzwyczaić się wówczas, kiedy zamiast współczucia i dobrego słowa, chociaż dostaje się niezrozumienie? Warto, więc w sobie wyrabiać poczucie własnej wartości i być przekonanym o sensowności tego, co się robi. Dobroć okazywana człowiekowi choremu, jest najwyższą dobrocią, jaką możemy dać drugiemu człowiekowi.Docenia to ten, kto sam albo jej udzielał, albo był odbiorcą, obdarowanym czyimś sercem. Ja również w swoim życiu zaznałam wiele dobroci od mojej koleżanki, która udzieliła i jej wówczas, gdy leżałam bezwładnie po wypadku, a nie była to pomoc jednorazowa. Jej gest zapadł mi na zawsze w serce i mimo tego, że z tą osoba widuję się rzadko, mogę i będę zawsze nazywać ja wielkim człowiekiem. Chociaż czas letni nie sprzyja smutnym rozmyślaniom, w książce znalazłam rozdział mówiący o tym jak nauczyć się godzić z własnym i najbliższych odejściem na zawsze. Jak rozmawiać o śmierci, aby przestała nas niepokoić, jak pomagać odchodzącym na zawsze, aby ostatnie ich chwile uczynić radosnymi? Autorka stwierdza, że za procesem umierania stoi tajemnica i jako taka nas niepokoi. Każdy, bowiem boi się nieznanego. Pisze też o hospicjach i ich roli. To dla mnie ważny temat, chociaż może nie na wakacje, bo jednak tajemnica przenoszenia się w niebyt jest dla mnie ciężka do przeżycia i zrozumienia. A weszłam już w smugę cienia, w której przychodzi mi żegnać najbliższych nie macaj wcale gwarancji, że ich jeszcze spotkam … Inne słowa zapadające mi w serce podczas lektury tej książki to stwierdzenia, że uniknąć kontaktów z innymi się nie da. Że najważniejsze w życiu to mieć, z kim pogadać, komu się zwierzyć, kogo poradzić. Że człowiek nie potrafi prawidłowo funkcjonować w samotności, a wymiana myśli jest tak samo ważna jak nasz codzienny chleb. I chyba o to w naszym życiu chodzi, łatwiej nam żyć, jeśli mamy kogoś, kto nas rozumie, kto potrafi odczuwać to, co my, kto poda krople wody jak jesteśmy spragnieni. Tak postępuje wspomniana na wstępie moja koleżanka. Kierując się porywem serca, pomaga osobie kochanej przez siebie, ale tez po prostu bliźniemu, którego okrucieństwem byłoby pozostawić samemu sobie w sytuacji zagrożenia życia. I tylko można życzyć jej bliskim zrozumienia dla jej wyborów, dla poświęcenia. Najtrudniej chyba zrozumieć motywy postępowania drugiego człowieka wówczas, gdy nie są tożsame z tym, co sami wyznajemy, co jest naszym własnym systemem wartości. Ale właśnie z takiego niezrozumienia, braku tolerancji biorą się najokrutniejsze cechy i czyny człowieka, egoizm, zawiść, okrucieństwo, despotyzm. Tak, pomóc możemy nie krytykować wówczas, gdy nic nie możemy zrobić. Bo wtedy krytyka wygląda na zawiść na celowe szkodzenie, na brak w nas miłości Bożej i odnajdywania Boga w drugim człowieku. Realizując przykazania miłości, jakie Jezus pozostawił ludziom, deklarując swoją wiarę i prezentując ją w Kościele, przestrzegajmy tych przykazań. Bowiem w nich mieści się 10 wcześniejszych -kochając bliźniego nie będziemy mu szkodzić, kraść, zabijać, źle mówić. Niezbadane są losy ludzkie, może i my będziemy potrzebować czyjejś opieki, pomocy, zrozumienia. Tylko, że wtedy szybko zapomnimy jak to krytykowaliśmy postawę szlachetną, udzielania pomocy potrzebującemu.




+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0