Młody rolnik a rzeczywistość
Artykuł był czytany 5149 razy
Jesienią poznałam młodego rolnika, jeszcze chłopca prawie, który swoje szczęście związał z pracą na roli. Nie ma zbyt wielkiego doświadczenia rolniczego, nie ma wielkiego majątku, ale ma w sercu umiłowanie ziemi, ma już córeczkę, obecnie 1,5 roczną, której chce zapewnić nie tylko utrzymanie, ale którą chce kiedyś widzieć jako swojego następcę.
Ma też dziewczynę, z którą ma zamiar się ożenić, a która mimo, iż do tej pory nie miała do czynienia z rolnictwem, zaakceptowała taki stan rzeczy i razem z Arkiem tworzą szczęśliwą rodzinę. Pisze o nich dlatego, że wokół jest tyle narzekania i niechęci do życia, że przykład tych młodych ludzi może pokazać, iż nawet mając niewiele można czuć się szczęśliwym. Zależy to bowiem od nastawienia, od chęci do pracy, od podejścia do życia. Moje województwo, moja miejscowość leżąca w powiecie bartoszyckim ma duży procent bezrobocia. Ale i tutaj żyją ludzie, nieraz szczęśliwi, nieraz sami układający swój los w sposób, który ich zadowala. O takich ludziach napisałam kilka artykułów i tutaj właśnie chcę je zaprezentować po to, aby wnieść promyk słońca do naszych szarych dni.
„Z tej ziemi wyrosłem, tutaj chcę spędzić całe dorosłe życie” - opowieść o młodym gospodarzu, który swoje szczęście znalazł na wsi.
„Jesteście solą tej ziemi
Z niej bierzecie swą siłę
Ona da życie nowym pokoleniom…”
(WSienkiewicz.)
Młoda, niedawno powstała rodzina. Swoją przyszłość i swe szczęście upatruje w pracy na roli, na wsi. Arek kocha wieś, chce być rolnikiem z prawdziwego zdarzenia. Kocha też zwierzęta, w jego obejściu mieszka świnka wietnamska, kucyki Cyganka i Cygan.
Opiekuje się nimi z sercem, one są bardzo przywiązane do niego, zauważa się to już w trakcie pierwszego kontaktu ze zwierzętami. Nie są one dla niego tylko obiektem hodowlanych, są czymś dużo więcej. Wyjątkowość Arka dostrzegła jego przyszła żona Milena. Nie wzięli co prawda jeszcze ślubu, ale żyją razem. Mają cudowną 10-miesięczną córeczkę. To kochająca się rodzina, Arek dobrze i odpowiedzialnie sprawdza się jako ojciec. Milena jest dobrą matką. Mimo bardzo młodego wieku trzymają się razem i chcą swemu dziecku stworzyć prawdziwy dom. Milena dzięki Arkowi pokochała wieś, pomaga mu w gospodarstwie. Stwierdza: „Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pójść do obory, pracować przy świniach, cielakach, krowach. Byłam przecież dziewczyną, z małego co prawda, ale miasteczka. Teraz wszystko się zmieniło, towarzyszę Arkowi we wszystkich pracach.” Arek potwierdza słowa Mileny. ”I nawóz wyrzuci i świnki nakarmi, niczego się nie boi i nie wstydzi pracy. Dobrze wybrałem swoją towarzyszkę życia, a że wcześnie? Lepiej wcześnie niż za późno.” Arek ma 22 lata, Milena 18.
Przygoda Arka z rolnictwem nie wzięła się tak przypadkowo. Wyrósł bowiem w rodzinie rolniczej, jego ojciec Władysław jest również gospodarzem. Został nawet wyróżniony na ostatnich dożynkach w Sępopolu jako wzorowy gospodarz. Jednak Arek, chociaż szanuje
doświadczenie ojca, chce iść własną drogą. Wybrał więc drogę prób i błędów, nie chce, aby ktoś mu mówił co ma robić, co uprawiać, co siać. Chce samodzielnie podejmować wszelkie decyzje. Nie ma na razie maszyn. Hoduje cielaki i krowy. Ma trzy hektary pastwiska. Pomaga ojcu i od niego ma paszę. W przyszłości chce przejść na krowy mleczne Jest pełen nadziei i planów na przyszłość. Oblicza i kalkuluje co mu się lepiej opłaci doszedł do przekonania, że nie będzie trzymał świń, bo cielaki dają lepszy zysk. Na razie ma trochę świń, ale to już koniec ich hodowania. Arek nie interesuje się polityką, nie obchodzą go podziały polityczne, ani też zamierzenia w stosunku do rolników. Dotacji z Unii nie dostał, liczy na siebie tylko i na swoją pracę. A pracuje cały tydzień, na życie rodzinne zostaje tylko niedziela. Jest też przewidujący i oszczędny, odkłada część zysków na rozwój gospodarstwa na przyszłość córeczki. Nad wiek poważny i rozsądny, może być wzorem dla wiejskiej młodzieży. On wie czego chce w życiu i konsekwentnie do tego dąży. Mimo ciężkiej pracy jest szczęśliwy. Nie pije i jest zdecydowanym wrogiem alkoholu.
Ojciec już od dawna przygotowywał go do pracy na roli, więc Arek wiedział, co chce robić wówczas, gdy miał dopiero lat naście. Na prezent komunijny dostał cielaka. Sam go wyhodował, sprzedał. Potem kupił innego. I tak od małych lat uczył się życia, dlatego teraz nie boi się pracy. Może to sposób na wychowywanie dzieci? Może trzeba od najmłodszych lat uczyć zaradności życiowej, przedsiębiorczości i właśnie pracy. Arek jak wspomniałam pomaga ojcu, ten zapewnia mu paszę dla bydła. Ostatnio bardzo zbliżyli się i Arek może czerpać przykład z doświadczeń ojca, a ten może mu pomagać zarazem pozostawiając wszelką inicjatywę synowi. To wielka umiejętność pomagać młodemu, a równocześnie pozwolić mu na samodzielne decyzje.
Twarz Arka rozjaśnia się, gdy opowiada o swojej pracy o planach na przyszłość, o rodzinie która stworzył. W tych czasach, kiedy dla większości ludzi jest źle, kiedy bardzo modne jest narzekanie przykład młodego gospodarza, który tak sobie radzi i tak optymistycznie podchodzi do życia jest godny naśladowania. Więc jednak można jeśli się chce. Arek w swoich planach jest elastyczny, chciał założyć szkółkę jeździecką dla niepełnosprawnych dzieci, stąd te kucyki, ale twierdzi, że powstały już takie szkółki w okolicy i nie ma siły przebicia. Poza tym trzeba by było dużo zainwestować, a Arek nie lubi niepewnych interesów, nie znając wyniku nie chce marnować ciężko zarobionych pieniędzy.















